Już w kilka dni po katastrofie pod Smoleńskiem, kiedy zapadła decyzja o pochowaniu pary prezydenckiej na Wawelu, było wiadome, że sam wypadek oraz postać Lecha Kaczyńskiego będą wykorzystywane w polityce. Katastrofa od samego początku obrastała teoriami spisku, mitami męczeństwa, była środkiem do realizacji celów politycznych. I choć brat zmarłego prezydenta odżegnywał się w kampanii wyborczej wprost do samego wypadku, to już jego zaplecze takich skrupułów nie miało.
REKLAMA
Jarosław Kaczyński po zakończeniu prezydenckiej kampanii wyborczej, która zakończyła się dla szefa PiS bardzo dobrym wynikiem, automatycznie przystąpił do następnej kampanii, samorządowej. Dobry wynik ma być przepustką do sukcesu także w wyborach parlamentarnych. Ale jeszcze ważniejsze od wyniku wyborczego jest dla Kaczyńskiego zbudowanie mitu i jednocześnie kultu brata. To wymyka się racjonalnym ocenom i ci, którzy chcieliby ocenić postawę i działania Jarosława Kaczyńskiego w kategoriach stricte politycznych, robią poważny błąd metodologiczny.
Katastrofa TU 154M ma być dla Prawa i Sprawiedliwości czymś w rodzaju nowego aktu założycielskiego, nowej ery politycznej. Dlatego tak uparcie Jarosław Kaczyński mówi o bohaterskiej i męczeńskiej śmierci swojego brata, dlatego również podkreśla "nikczemność" postawy Platformy Obywatelskiej, a w szczególności premiera Donalda Tuska. Ważną rolę w kreacji tego kultu odgrywają gesty i materialne dowody kultu, jak np. sarkofag, koniecznie na Wawelu, czy krzyż pod Pałacem Prezydenckim. W całej awanturze o krzyż nie chodzi wcale o odczucia społeczne, lecz o miejsce kultu Lecha Kaczyńskiego.
Z tym mitem, kultem bohaterszczyzny IV RP, trzeba walczyć. Nie z postacią Lecha Kaczyńskiego, bo jego oceni historia, naukowcy, politolodzy. Trzeba walczyć z chorobliwym, manipulacyjnym przekazem, że Kaczyński świadomie oddał życie pod Smoleńskiem za swoje przekonania, wiarę, idee. Takie podejście do sprawy skutkuje tym, że mit przesłania nam śmierć wielu wartościowych ludzi: polityków, urzędników, oficerów, którzy zginęli w bezsensownym wypadku lotniczym.
Teorie i mity wokół katastrofy smoleńskiej tworzone są po to, aby nie łączyć obywateli, ale ich podzielić. Im więcej teorii, o zamachu, spisku – tym większa możliwość wywyższenia ponad miarę tych, którzy nie zawsze na to zasługiwali. Kaczyński tworząc mit swojego brata chce podzielić społeczeństwo na prawdziwych patriotów (My, Naród) i na tych, którzy nie mają prawa się do tej kategorii zaliczać. Wyjaśnienie przyczyn katastrofy powinno boleśnie przerwać budowę mitu.
Aby zakończyć budowę mitu Lecha Kaczyńskiego, oprócz szybkiego wyjaśnienia przyczyn katastrofy, konieczne jest dokonanie rzetelnej oceny jego prezydentury. I rzetelna ocena dorobku Lecha Kaczyńskiego, który, gdyby nie katastrofa smoleńska, nie byłby nigdy materiałem na bohatera mitów.
Mit i kit
2010-07-15 15:28
Już w kilka dni po katastrofie pod Smoleńskiem, kiedy
zapadła decyzja o pochowaniu pary prezydenckiej na Wawelu, było wiadome, że sam
wypadek oraz postać Lecha Kaczyńskiego będą wykorzystywane w polityce.
Katastrofa od samego początku obrastała teoriami spisku, mitami męczeństwa, była
środkiem do realizacji celów politycznych. I choć brat zmarłego prezydenta
odżegnywał się w kampanii wyborczej wprost do samego wypadku, to już jego
zaplecze takich skrupułów nie miało.
Jarosław Kaczyński po
zakończeniu prezydenckiej kampanii wyborczej, która zakończyła się dla szefa PiS
bardzo dobrym wynikiem, automatycznie przystąpił do następnej kampanii,
samorządowej. Dobry wynik ma być przepustką do sukcesu także w wyborach
parlamentarnych. Ale jeszcze ważniejsze od wyniku wyborczego jest dla
Kaczyńskiego zbudowanie mitu i jednocześnie kultu brata. To wymyka się
racjonalnym ocenom i ci, którzy chcieliby ocenić postawę i działania Jarosława
Kaczyńskiego w kategoriach stricte politycznych, robią poważny błąd
metodologiczny.
Katastrofa TU 154M ma być dla Prawa i Sprawiedliwości
czymś w rodzaju nowego aktu założycielskiego, nowej ery politycznej. Dlatego tak
uparcie Jarosław Kaczyński mówi o bohaterskiej i męczeńskiej śmierci swojego
brata, dlatego również podkreśla "nikczemność" postawy Platformy
Obywatelskiej, a w szczególności premiera Donalda Tuska. Ważną rolę w kreacji
tego kultu odgrywają gesty i materialne dowody kultu, jak np. sarkofag,
koniecznie na Wawelu, czy krzyż pod Pałacem Prezydenckim. W całej awanturze o
krzyż nie chodzi wcale o odczucia społeczne, lecz o miejsce kultu Lecha
Kaczyńskiego.
Z tym mitem, kultem bohaterszczyzny IV RP, trzeba
walczyć. Nie z postacią Lecha Kaczyńskiego, bo jego oceni historia, naukowcy,
politolodzy. Trzeba walczyć z chorobliwym, manipulacyjnym przekazem, że
Kaczyński świadomie oddał życie pod Smoleńskiem za swoje przekonania, wiarę,
idee. Takie podejście do sprawy skutkuje tym, że mit przesłania nam śmierć wielu
wartościowych ludzi: polityków, urzędników, oficerów, którzy zginęli w
bezsensownym wypadku lotniczym.
Teorie i mity wokół katastrofy
smoleńskiej tworzone są po to, aby nie łączyć obywateli, ale ich podzielić. Im
więcej teorii, o zamachu, spisku – tym większa możliwość wywyższenia ponad
miarę tych, którzy nie zawsze na to zasługiwali. Kaczyński tworząc mit swojego
brata chce podzielić społeczeństwo na prawdziwych patriotów (My, Naród) i na
tych, którzy nie mają prawa się do tej kategorii zaliczać. Wyjaśnienie przyczyn
katastrofy powinno boleśnie przerwać budowę mitu.
Aby zakończyć
budowę mitu Lecha Kaczyńskiego, oprócz szybkiego wyjaśnienia przyczyn
katastrofy, konieczne jest dokonanie rzetelnej oceny jego prezydentury. I
rzetelna ocena dorobku Lecha Kaczyńskiego, który, gdyby nie katastrofa
smoleńska, nie byłby nigdy materiałem na bohatera mitów.