Gdyby do nałożenia sankcji na Iran doszło, byłby to kolejny pakiet kar, które mają przekonać Teheran do rezygnacji z programu nuklearnego. Tym razem sankcje mają objąć eksport ropy naftowej oraz zamrożenie aktywów banku centralnego. Skoro jednak tyle razy się nie udało, to dlaczego ma się udać akurat teraz? Mało tego - dotychczas sankcje wywoływały skutek przeciwny od zamierzonego. Zamykanie granic przed irańskimi dostojnikami, blokowanie dostępu do zagranicznych stron internetowych czy zamrażanie aktywów przedsiębiorstw sprawiło, że Teheran zacietrzewił się jeszcze mocniej.
REKLAMA
Zachód machając przed Iranem szabelką działa na własną szkodę. Wieloletnie blokowanie wymiany handlowej Iranu sprawiło, że kraj ten - chcąc nie chcąc - musiał stać się niezależny od zachodnich gospodarek. Efekt? Bliskowschodni kraj wyrósł na lokalna potęgę, rozwijającą się w wielu dziedzinach gospodarki. I dlatego reakcją na kolejne sankcje nie jest strach Teheranu przed gospodarczą plajtą, ale agresja podrażnionego mocarstwa regionalnego, które nie ma zamiaru ukorzyć się wobec szantażu. Jeśli więc sankcje prowadzą do jakiegokolwiek przełomu - to tym przełomem może być tylko wojna.
Iran już dawno przestał odpowiadać na zgłaszaną przez Zachód gotowość do negocjacji w sprawie prac nad programem atomowym. Zamiast tego organizuje manewry w cieśninie Ormuz - które są niczym innym niż tylko demonstracją siły. Teheran ostrzegł Zachód, że objęcie go kolejnymi sankcjami może skutkować zablokowaniem drogi morskiej, przez którą przepływa 40 procent światowego morskiego transportu ropy - a manewry morskie miały dowieść, że groźby te nie są gołosłowne.
Tak naprawdę Zachód jest dziś - wobec rosnącej potęgi Iranu - bezsilny. Strach przed ekstremizmem sprawił, że sami wykreowaliśmy sobie bardzo niebezpiecznego wroga. Dopóki Zachód nie przestanie bać się Iranu - dopóty nie uda się przerwać tego zaklętego kręgu prowadzącego do sytuacji, w której jednej ze stron wreszcie puszczą nerwy. A wtedy Bliski Wschód stanie w ogniu - a skala tego pożaru może przerosnąć nasze najśmielsze wyobrażenia.
Straszny Iran i bezsilny Zachód
2012-01-03 16:54
Gdyby do nałożenia sankcji na Iran doszło, byłby to
kolejny pakiet kar, które mają przekonać Teheran do rezygnacji z programu
nuklearnego. Tym razem sankcje mają objąć eksport ropy naftowej oraz zamrożenie
aktywów banku centralnego. Skoro jednak tyle razy się nie udało, to dlaczego ma
się udać akurat teraz? Mało tego - dotychczas sankcje wywoływały skutek
przeciwny od zamierzonego. Zamykanie granic przed irańskimi dostojnikami,
blokowanie dostępu do zagranicznych stron internetowych czy zamrażanie aktywów
przedsiębiorstw sprawiło, że Teheran zacietrzewił się jeszcze mocniej.
Zachód machając przed Iranem szabelką działa na własną szkodę. Wieloletnie
blokowanie wymiany handlowej Iranu sprawiło, że kraj ten - chcąc nie chcąc -
musiał stać się niezależny od zachodnich gospodarek. Efekt? Bliskowschodni kraj
wyrósł na lokalna potęgę, rozwijającą się w wielu dziedzinach gospodarki. I
dlatego reakcją na kolejne sankcje nie jest strach Teheranu przed gospodarczą
plajtą, ale agresja podrażnionego mocarstwa regionalnego, które nie ma zamiaru
ukorzyć się wobec szantażu. Jeśli więc sankcje prowadzą do jakiegokolwiek
przełomu - to tym przełomem może być tylko wojna.
Iran już dawno
przestał odpowiadać na zgłaszaną przez Zachód gotowość do negocjacji w sprawie
prac nad programem atomowym. Zamiast tego organizuje manewry w cieśninie Ormuz -
które są niczym innym niż tylko demonstracją siły. Teheran ostrzegł Zachód, że
objęcie go kolejnymi sankcjami może skutkować zablokowaniem drogi morskiej,
przez którą przepływa 40 procent światowego morskiego transportu ropy - a
manewry morskie miały dowieść, że groźby te nie są gołosłowne.
Tak
naprawdę Zachód jest dziś - wobec rosnącej potęgi Iranu - bezsilny. Strach przed
ekstremizmem sprawił, że sami wykreowaliśmy sobie bardzo niebezpiecznego wroga.
Dopóki Zachód nie przestanie bać się Iranu - dopóty nie uda się przerwać tego
zaklętego kręgu prowadzącego do sytuacji, w której jednej ze stron wreszcie
puszczą nerwy. A wtedy Bliski Wschód stanie w ogniu - a skala tego pożaru może
przerosnąć nasze najśmielsze wyobrażenia.