No dobrze, bądźmy precyzyjni - kadzidełka pali Ruch Palikota (było nie było też opozycja), a nie PiS. A co robi PiS? Oto media ujawniają, że premier Donald Tusk lata do Trójmiasta z regularnością podobną do tej, z jaką ulubiona drużyna premiera - Lechia Gdańsk - rozgrywa mecze u siebie. Szef rządu lata oczywiście - jak na władzę przystało - za pieniądze podatników. Wymarzony "prezent" dla PiS-u? A gdzie tam. Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak ubolewa nad tym, że takie loty są niezgodne z dobrym obyczajem, ale następnie rozkłada ręce i pyta cóż może ten biedny PiS w całej tej sprawie zrobić. - Przecież żadnej ustawy nie zmienimy - żali się Błaszczak. Panie pośle, to może czas zająć się jakąś pożyteczną pracą, skoro w Sejmie możecie tylko siedzieć?
REKLAMA
Opozycji od dłuższego czasu ciężko jest odnaleźć się w roli konstruktywnego krytyka rządu. Można wręcz odnieść wrażenie, że opozycja zapomina, co to w ogóle znaczy być opozycją. Jest przecież oczywiste, że w czasie niepodzielnych rządów większościowej koalicji Platformy i PSL sejmowa mniejszość nie jest w stanie zmienić żadnej ustawy na taką, która byłaby rządowi nie na rękę. Ale proszę pokazać mi kraj, w którym opozycja uchwala prawo! Mariusz Błaszczak zdaje się nie rozumieć, że skoro już zasiadł w parlamentarnych ławach w roli przeciwnika rządu - powinien mu nieustannie patrzeć na ręce. I krytykować, krytykować, krytykować - gdy rząd na to zasłuży. Tymczasem szef klubu PiS chciałby, aby w tej roli zastępowały go media ("To media powinny piętnować tego rodzaju zachowania" - odpowiada na pytanie dlaczego PiS nie robi niczego w sprawie lotów kibica Tuska do Trójmiasta). A media jak na złość nie chcą pisać tak, jak im Błaszczak zagra. Znacie? Znamy. To posłuchajcie: opozycja chciałaby dopiec rządowi, ale nieprzychylne jej media na to nie pozwalają i dlatego Donald Tusk mimo długiej listy swoich przewin i porażek wygrywa drugie z rzędu wybory.
Oddajmy jednak Błaszczakowi sprawiedliwość - od ponad półtora roku sprawą priorytetową dla Prawa i Sprawiedliwości jest katastrofa smoleńska. Partia Jarosława Kaczyńskiego wytyka (słusznie!) rządowi błędy - m.in. brak zabiegów zmierzających do sprowadzenia niszczejącego wraku Tu-154M do Polski - i czyni to głośno i gorliwie. Szkoda, że równie głośno i równo gorliwie nie protestuje, gdy Donald Tusk wydaje z państwowej kasy setki tysięcy złotych na loty do Trójmiasta lub gdy koleje dzielone są na kolejne spółki, a i tak w wakacje Polacy jadący z Przemyśla do Świnoujścia wchodzą sobie na głowy w ciasnym pociągu z czterema wagonami.
Sprawa jednak sprawie nie równa. Najwyraźniej PiS-u - i opozycji w ogóle - nie stać dziś na podzielność uwagi. Jeśli więc opozycja zaczyna już działać w pewnej kwestii, to zajmuje się tylko i wyłącznie nią - a na dodatek robi aż do momentu poniesienia całkowitej klęski, znudzenia mediów, ewentualnie wywołania poczucia zażenowania u wyborcy (niepotrzebne skreślić). Ruch Palikota potrafi na kilka dni skupić uwagę opinii publicznej na swoim liderze, zapowiadającym wypalenie jointa w sejmowym pokoju, nie starając się w tym czasie w żaden inny sposób spróbować zmniejszyć rządowi sondażowy słupek. A gdy już nadchodzi długo wyczekiwany dzień, w którym Janusz Palikot ma się w Sejmie zaciągnąć dymkiem ze skręta, okazuje się, że zamiast skręta zapalone zostaje kadzidełko, a zamiast marihuany mamy tylko jej aromat.
Jeśli jesteśmy już przy Ruchu Palikota to warto zauważyć, że partia ta - mimo krótkiego parlamentarnego stażu - zdobyła już niejakie doświadczenie w przegrywaniu spraw, o które walczy. Gdyby bowiem Janusz Palikot zamierzał być prawdziwym opozycjonistą, to nie zapowiadałby 156 razy w mediach zdjęcia krzyża wiszącego na sali sejmowej, ale po prostu w dniu pierwszego posiedzenia Sejmu wstałby z ławy, podszedł do ściany i krzyż zdjął. I nie naruszyłby tym samym żadnych przepisów (krzyż powieszono po kryjomu, nocą w 1997 roku bez podejmowania jakiejkolwiek formalnej decyzji w tej sprawie)! Palikot jednak krzyża nie zdjął. Jointa też nie zapalił. Po co działać skoro można mówić, że się będzie działać - prawda panie pośle?
We współczesnej Polsce politycy opozycji zamieniają konstruktywną krytykę rządu na ubolewanie nad własnym losem, a czyny na zapowiedzi czynów. Nie zauważają przy tym, że czas płynie szybko i że już raz cztery lata okazały się okresem zbyt krótkim, by odebrać władzę PO.
Rządowi gratulujemy opozycji
2012-01-24 11:56
No dobrze, bądźmy precyzyjni - kadzidełka pali Ruch
Palikota (było nie było też opozycja), a nie PiS. A co robi PiS? Oto media
ujawniają, że premier Donald Tusk lata do Trójmiasta z regularnością podobną do
tej, z jaką ulubiona drużyna premiera - Lechia Gdańsk - rozgrywa mecze u siebie.
Szef rządu lata oczywiście - jak na władzę przystało - za pieniądze podatników.
Wymarzony "prezent" dla PiS-u? A gdzie tam. Szef klubu PiS Mariusz
Błaszczak ubolewa nad tym, że takie loty są niezgodne z dobrym obyczajem, ale
następnie rozkłada ręce i pyta cóż może ten biedny PiS w całej tej sprawie
zrobić. - Przecież żadnej ustawy nie zmienimy - żali się Błaszczak. Panie pośle,
to może czas zająć się jakąś pożyteczną pracą, skoro w Sejmie możecie tylko
siedzieć?
Opozycji od dłuższego czasu ciężko jest odnaleźć się w roli
konstruktywnego krytyka rządu. Można wręcz odnieść wrażenie, że opozycja
zapomina, co to w ogóle znaczy być opozycją. Jest przecież oczywiste, że w
czasie niepodzielnych rządów większościowej koalicji Platformy i PSL sejmowa
mniejszość nie jest w stanie zmienić żadnej ustawy na taką, która byłaby rządowi
nie na rękę. Ale proszę pokazać mi kraj, w którym opozycja uchwala prawo!
Mariusz Błaszczak zdaje się nie rozumieć, że skoro już zasiadł w parlamentarnych
ławach w roli przeciwnika rządu - powinien mu nieustannie patrzeć na ręce. I
krytykować, krytykować, krytykować - gdy rząd na to zasłuży. Tymczasem szef
klubu PiS chciałby, aby w tej roli zastępowały go media ("To media powinny
piętnować tego rodzaju zachowania" - odpowiada na pytanie dlaczego PiS nie
robi niczego w sprawie lotów kibica Tuska do Trójmiasta). A media jak na złość
nie chcą pisać tak, jak im Błaszczak zagra. Znacie? Znamy. To posłuchajcie:
opozycja chciałaby dopiec rządowi, ale nieprzychylne jej media na to nie
pozwalają i dlatego Donald Tusk mimo długiej listy swoich przewin i porażek
wygrywa drugie z rzędu wybory.
Oddajmy jednak Błaszczakowi sprawiedliwość -
od ponad półtora roku sprawą priorytetową dla Prawa i Sprawiedliwości jest
katastrofa smoleńska. Partia Jarosława Kaczyńskiego wytyka (słusznie!) rządowi
błędy - m.in. brak zabiegów zmierzających do sprowadzenia niszczejącego wraku
Tu-154M do Polski - i czyni to głośno i gorliwie. Szkoda, że równie głośno i
równo gorliwie nie protestuje, gdy Donald Tusk wydaje z państwowej kasy setki
tysięcy złotych na loty do Trójmiasta lub gdy koleje dzielone są na kolejne
spółki, a i tak w wakacje Polacy jadący z Przemyśla do Świnoujścia wchodzą sobie
na głowy w ciasnym pociągu z czterema wagonami.
Sprawa jednak sprawie
nie równa. Najwyraźniej PiS-u - i opozycji w ogóle - nie stać dziś na
podzielność uwagi. Jeśli więc opozycja zaczyna już działać w pewnej kwestii, to
zajmuje się tylko i wyłącznie nią - a na dodatek robi aż do momentu poniesienia
całkowitej klęski, znudzenia mediów, ewentualnie wywołania poczucia zażenowania
u wyborcy (niepotrzebne skreślić). Ruch Palikota potrafi na kilka dni skupić
uwagę opinii publicznej na swoim liderze, zapowiadającym wypalenie jointa w
sejmowym pokoju, nie starając się w tym czasie w żaden inny sposób spróbować
zmniejszyć rządowi sondażowy słupek. A gdy już nadchodzi długo wyczekiwany
dzień, w którym Janusz Palikot ma się w Sejmie zaciągnąć dymkiem ze skręta,
okazuje się, że zamiast skręta zapalone zostaje kadzidełko, a zamiast marihuany
mamy tylko jej aromat.
Jeśli jesteśmy już przy Ruchu Palikota to warto
zauważyć, że partia ta - mimo krótkiego parlamentarnego stażu - zdobyła już
niejakie doświadczenie w przegrywaniu spraw, o które walczy. Gdyby bowiem Janusz
Palikot zamierzał być prawdziwym opozycjonistą, to nie zapowiadałby 156 razy w
mediach zdjęcia krzyża wiszącego na sali sejmowej, ale po prostu w dniu
pierwszego posiedzenia Sejmu wstałby z ławy, podszedł do ściany i krzyż zdjął. I
nie naruszyłby tym samym żadnych przepisów (krzyż powieszono po kryjomu, nocą w
1997 roku bez podejmowania jakiejkolwiek formalnej decyzji w tej sprawie)!
Palikot jednak krzyża nie zdjął. Jointa też nie zapalił. Po co działać skoro
można mówić, że się będzie działać - prawda panie pośle?
We współczesnej
Polsce politycy opozycji zamieniają konstruktywną krytykę rządu na ubolewanie
nad własnym losem, a czyny na zapowiedzi czynów. Nie zauważają przy tym, że czas
płynie szybko i że już raz cztery lata okazały się okresem zbyt krótkim, by
odebrać władzę PO.