Z okazji inauguracji Władimir Putin włoży na siebie sto
tysięcy dolarów.
Nie licząc bielizny. Na taką kwotę eksperci od ekskluzywnej odzieży
wycenili wdzianko, jakie szykuje dla niego słynny rzymski dom mody
Brioni. Putin najwyraźniej pozazdrościł Amerykanom. W USA każde
zaprzysiężenie nowego prezydenta daje sposobność do demonstracji nowych
trendów w modzie. W Rosji jak dotąd panowały inne zwyczaje – wystarczyły
kuse spodnie, przydługie mankiety i czerwony krawat.
Po inauguracji w
2004 r. gazety pisały, że Putin wyglądał jak grabarz. Prezydent
wyciągnął z tego należytą lekcję – teraz jego ubiorem zajmą się Włosi.
Brioni, którego salon od niedawna sąsiaduje z siedzibą najwyższej władzy
w Rosji, nieoficjalnie awansował na głównego krawca Kremla. Koniec
szarzyzny i nudy. Nadchodzą garnitury na jedwabnych podszewkach z
najdelikatniejszej wełny szyte nićmi z końskiego włosia. Putin chce być
jak Silvio Berlusconi. Albo jeszcze lepiej – jak Bond, James Bond.
Czerwony Batman
Na początku politycznej kariery, jako zastępca mera Sankt Petersburga
Anatolija Sobczaka, były wysoki funkcjonariusz KGB Władimir Putin nosił
się jak każdy szanujący się agent – na szaro. Na tle ubierającego się
jak londyński dandys Sobczaka był praktycznie niewidoczny. Zmiana zaszła
nieoczekiwanie i w nie najlepszym kierunku: któregoś dnia u boku mera
stanął mężczyzna w malinowej marynarce ze złotymi guzikami, w tureckich
spodniach dziwnego kroju, adidasach oraz w krawacie w różyczki. Nowa
wersja Putina była dziełem jego żony Ludmiły. Prowadziła wówczas
luksusowy jak na tamte czasy butik firmy Trussardi, gdzie kupić można
było malinowe marynarki wszelkiego kroju. Gdy Ludmiła Putina
zorientowała się, że towar idzie jak gorące bułeczki, sprawiła prezent
mężowi. Jak wspomina ze śmiechem milioner na wygnaniu, Borys
Bieriezowski, Putin, wkładając tę marynarkę, znalazł się automatycznie w
szeregach wielotysięcznej masy nuworyszy i bandytów, których symbolem w
połowie lat 90. były właśnie malinowe garnitury ze złotymi łańcuchami. W
późniejszych latach Putin wzorował się między innymi na bohaterach
znanych filmów przygodowych (nosił kurtkę Canada Goos, w której Nicholas
Cage szukał zaginionych skarbów w filmie „Skarb narodów") czy swoim
politycznym druhu Dmitriju Miedwiediewie, dzięki któremu nabrał nieco
luzu i zaczął pokazywać się w swetrach, bluzach, podkoszulkach,
rozpiętych koszulach czy wręcz z nagim torsem. Ale dopiero Silvio
Berlusconiemu udało się przekonać go, że warto mieć klasę.
–
Jeszcze do
niedawna Putin źle się czuł, gdy uwaga skupiona była na nim – mówi
politolog Igor Mintusow. – To Berlusconi nauczył go, że powinien
pracować nad swym wizerunkiem, zmieniać się, zaskakiwać wyborców
wyglądem. Za jego radą opanował sztukę wyjazdów w głąb kraju, gdzie na
tle miejscowych elit zawsze wypada lepiej, nonszalancko zrzucając
marynarkę czy krawat. Dodaje mu to osobistego czaru, wyborcy myślą o nim
jak o chłopaku z sąsiedniego podwórka. Berlusconi wywarł przemożny wpływ
na styl Putina. To przy nim odważył się choćby włożyć czerwony
kombinezon narciarski. Zobaczyliśmy wtedy Batmana w wersji czerwonej.
Czerwony Batman – nasz Batman!
We fraku, bez łańcucha
Na inaugurację Baracka Obamy
stroje zaproponowali mu między innymi Carl
Lagerfeld i Christian Lacroix. Zgodnie z tradycją zmiana w Białym Domu
to także zmiana sposobu ubierania się Amerykanów. Zapoczątkował ją w
1797 r. drugi prezydent Stanów Zjednoczonych, John Adams, który pierwszy
włożył na zaprzysiężenie nie pantalony, lecz normalne spodnie oraz
cylinder. Cylindry zniknęły wraz z dojściem do władzy Johna Kennedy’ego
błagającego gości, by nie wkładali ich na ceremonię. Z kolei Jimmy
Carter składał przysięgę w skromnym, biznesowym garniturze i ten styl
kontynuowali później George Bush senior i Bill Clinton. Obama wybrał się
na złożenie przysięgi w szytym na zamówienie, jednorzędowym garniturze
jednego z amerykańskich domów mody.
W Rosji również przez lata ceniło
się rodzimych krawców. Leonid Breżniew ubierał się w domu mody na ulicy
Kuzniecki Most u ówczesnego dyktatora mody sowieckiej Aleksandra
Igmanda. Breżniew pierwszy zaczął się pokazywać w przeciwsłonecznych
okularach. Lubił też błękitne koszule i podkoszulki, w które
zaopatrywała go fabryka Bolszewiczka. Krawaty nosił na spinkach (żeby
nie dusiły), a podczas urlopów na Krymie pozwalał fotografować się w
sportowym dresie i koszulkach w błękitne paski, zwanych
„alkoholiczkami", bo często chodził w nich tak zwany element
aspołeczny.
Ojczyźnianym producentom od początku wierny był także
pierwszy i ostatni
prezydent ZSRR – Michaił Gorbaczow. Garnitury nosił wprawdzie wyłącznie
szyte na zamówienie, ale koszule czy spinki kupował już w fabryce
Czerwony Komunard oraz w setnym oddziale GUM – położonym naprzeciwko
Kremla wielkim domu handlowym, który w czasach Związku Radzieckiego był
oazą zaopatrzenia (setny oddział obsługiwał wyłącznie wyższych
funkcjonariuszy partyjnych). Gorbaczow pierwszy narzucił w polityce
własny styl ubierania się, podobnie jak jego żona Raisa, co w narodzie
spotkało się z krytyką za prowokacyjne wywyższanie się ponad
przeciętność.
Pierwszym przywódcą, w którego garderobie pojawiły
się ciuchy od Diora i
Pierre’a Cardina, był Borys Jelcyn. Jak twierdzi szef jego protokołu
Władimir Szewczenko, Jelcyn był pedantem. – Nigdy nie pokazywał się
publicznie w wymiętym garniturze. Nawet gdy pracował na budowie,
wyglądał jak prosto od krawca. Koszule miał zawsze idealnie odprasowane,
potrafił zmieniać je po kilka razy dziennie.
Szewczenko
przypomina, że
to Jelcyn jako pierwszy założył podczas ceremonii inauguracji
prezydencki łańcuch, symbol władzy państwowej. Po nim ani Putin, ani
Miedwiediew go nie zakładali. Siódmego maja będzie podobnie. – Władimir
Putin nie lubi żadnych świecidełek – mówi Szewczenko. – Pozostanie
przy
włoskim garniturze i nie będzie psuł efektu złotym łańcuchem.
Jelcyn był
też pierwszym prezydentem, który wystąpił w smokingu. Miało to miejsce w
1994 r., podczas wizyty królowej Elżbiety na Kremlu. Podobno smoking na
tę okazję powstawał półtora miesiąca. Jelcyn kilkakrotnie kazał go
przerabiać. Efekt był znakomity, a prezydent wspominał później, że czuł
się jak brytyjski lord. Dziesięć lat później Putin tej sztuki nie
powtórzył. Na wizytę u królowej zgodnie z protokołem wdział frak, ale
widać było, że mimo wysiłków krawców nie dało się z
niego zrobić dżentelmena. „Szyja osobno, frak osobno" –
szydził jeden z
rosyjskich satyryków. „Kwadratowy” Putin męczył się w świetle
reflektorów, a na domiar złego mucha wciąż zjeżdżała mu to na jedną, to
na drugą stronę szyi.
Mienia
zawut Putin, Władimir Putin
Jak wygląda nowy Putin? Oddajmy
głos Damiano Labricosie, jednemu z
głównych krawców Brioniego: – Radzimy mu nie nosić szerokich i długich
marynarek. Wszelkie proporcje powinny być zachowane, tak aby nasz klient
wyglądał elegancko, a jednocześnie czuł się sobą. Do tej pory rosyjscy
prezydenci mieli z tym kłopoty, widocznie brakowało im odpowiednich
doradców. Marynarka musi sięgać do miejsca, gdzie zaczynają się nogi,
czyli jak my to nazywamy – do szwu siedzenia. Długość rękawów mierzymy
natomiast od palca, tak by mankiet koszuli wyzierał na centymetr.
Klientom niskiego wzrostu odradzamy marynarki na trzy guziki,
rekomendując dwa – tak wyglądają znacznie lepiej.
Kilka uwag
dorzuca
Franco Alquati, szef moskiewskiego działu sprzedaży Brioniego: – Weźmy
chociażby taki drobiazg jak chusteczka w butonierce – mało, że powinna
wyglądać jak kwiat, musi być dopasowana kolorem nie do krawata, lecz do
koszuli.
Guziki na zarękawkach marynarki szyte są wyłącznie ręcznie, to
niewiarygodnie żmudna, wielogodzinna praca, ale potem śmiało można
gestykulować i każdy od razu doceni twój garnitur. Co się tyczy
krawatów, wszystkie są jedwabne, także robione ręcznie.
Putin nie
korzysta jedynie z Brioniego. Z przyjemnością nosi czerwone krawaty od
Lacroix, Moschino i Valentino, palta od Niny Ricci (ceny od 2,5 tys.
dolarów), okulary przeciwsłoneczne Cartier lub Ray Ban, zegarek Patek
Philippe Perpetual Calendar (60 tys. dolarów), buty Baldinini lub
Salvatore Ferragamo (od 2 tys. dolarów). W doborze tych akcesoriów
wzoruje się na Berlusconim, któremu zazdrości nie tylko włoskiego
poczucia smaku, ale też politycznej długowieczności. A tę, jak uczy
Silvio, zapewnia żmudna praca nad sobą i częste zmiany wizerunku.
Władimir Putin jeszcze odmładzać się nie musi, ale z uwagą przypatruje
się swemu włoskiemu koledze. Możemy się też domyślać, dlaczego wybrał
akurat markę Brioni. To w garniturach tego producenta wystąpił Daniel
Craig w filmie „Casino Royal". Jego bohater, niejaki James Bond,
zadanie
jak zwykle miał niełatwe – uratować świat. I jak zwykle podołał mu bez
mrugnięcia okiem. A w dodatku z klasą, nienagannie ubrany.