Jak stracić 100 milionów

Jak stracić 100 milionów

Dodano:   /  Zmieniono: 63
Bartłomiej Sienkiewicz i Jacek Cichocki
Bartłomiej Sienkiewicz i Jacek Cichocki / Źródło: Newspix.pl / KRZYSZTOF BURSKI
Ujawniamy kulisy upadku jednego z największych rządowych projektów informatycznych. „Wprost” dotarł do raportu CBA w tej sprawie. Jest on druzgocący dla byłych ministrów PO. Przez ich naruszenia prawa i zapisów umów Skarb Państwa stracił ogromne pieniądze.

Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych weszli 15 września 2014 r. Pod ich lupę trafił projekt pl.ID, którego jednym z głównych założeń było stworzenie elektronicznego dowodu tożsamości. Był to jeden z największych, finansowanych z pieniędzy UE, rządowych projektów informatycznych realizowanych przez ekipę Donalda Tuska. Zgodnie z założeniami miał przenieść polską administrację z epoki analogowej do cyfrowej. Kilka miesięcy temu okazało się, że jest porażką. Nowy rząd, by uniknąć konieczności zwrotu 200 mln do unijnej kasy, zgłasza projekt jako niefunkcjonujący. To kruczek prawny, który daje Polsce dodatkowy czas, by, już z własnych środków, tę inwestycję zakończyć.

To o tym w czerwcu 2014 r. w restauracji „Sowa i Przyjaciele” rozmawiali Elżbieta Bieńkowska, ówczesna szefowa resortu rozwoju, i Paweł Wojtunik, wówczas szef CBA. Wojtunik poinformował wtedy Bieńkowską, że w projekcie pl.ID jest „syf”. Bieńkowska wtórowała mu, twierdząc, że projekt nie zostanie rozliczony w ramach środków unijnych „Ona im nie certyfikuje 100 mln” – mówiła Bieńkowska, przywołując słowa swojej zastępczyni. Z nagranej rozmowy wynika, że o sprawie na bieżąco informowany był szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz, który obraził się na Wojtunika za to, że kontroluje podległy mu resort i wytyka błędy. Sienkiewicz miał powiedzieć Wojtunikowi, by tę sprawę „załatwić między sobą i nie wynosić na zewnątrz”.

Kontrola CBA trwała 9 miesięcy. Dotarliśmy do jej wyników. Protokół o tytule „Kontrola wybranych procedur podejmowania i realizacji decyzji w przedmiocie wsparcia finansowego, udzielania zamówień publicznych i rozporządzania mieniem przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w latach 2008-2015” wraz z załącznikiem liczy 156 gęsto zapisanych stron. Wnioski? Siedem naruszeń prawa, które naraziły na milionowe straty Skarb Państwa. Dziś z tych 100 mln blisko 60 mln zł wydane w tym projekcie uznane zostały jako tzw. koszty niekwalifikowane, a to oznacza, że zamiast z unijnej kasy będą pokryte z krajowego budżetu. Prawdopodobnie wkrótce kolejne 40 mln zł z projektu pl.ID zostanie wycofanych z certyfikacji. Raport wskazuje winnych. To najbliżsi współpracownicy byłych szefów MSW Jacka Cichockiego i Bartłomieja Sienkiewicza, którzy działając w ich imieniu jako pełnomocnicy, naruszali prawo i zapisy umów.

By w pełni zrozumieć raport CBA i udział głównych bohaterów, trzeba się cofnąć na początek dekady. Wtedy decyzją szefa MSWiA powstaje Centralny Ośrodek Informatyki (COI). Zgodnie z założeniami jego głównym zadaniem miało być prowadzenie centralnej ewidencji pojazdów i kierowców CEPiK. Strategiczne rządowe projekty informatyczne prowadzi jednak Centrum Projektów Informatycznych (CPI). Jednak jesienią 2011 r. wybucha tam infoafera. CBA zatrzymuje siedem osób podejrzewanych o przyjęcie łapówek, m.in. Andrzeja M., dyrektora CPI. Kilka miesięcy później Komisja Europejska wstrzymuje rozliczanie przeszło 3 mld zł dotacji na budowanie polskiej e-admi nistracji. Ówczesny rząd stara się rozwiązać kryzys. CPI trafia do nowo utworzonego Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji. Program naprawczy skażonego korupcją najważniejszego projektu informatycznego pl.ID ma wprowadzić nowy wiceszef CPI Rafał Magryś. Jak sam się przedstawia, jest współtwórcą Narodowego Archiwum Cyfrowego. W tej instytucji blisko współpracował z dyrektorem NAC, Nikodemem Bończą Tomaszewskim. Ten w kwietniu 2012 r. zostaje dyrektorem COI. Na stanowisko powołuje go ówczesny szef MSW Jacek Cichocki, powierzając mu jednocześnie stanowisko doradcy w gabinecie politycznym. Bończa i Magryś określani są w branży jako ekipa archiwistów. Kilka miesięcy później Michał Boni i minister spraw wewnętrznych – Jacek Cichocki decydują o tym, że projekt pl.ID zostanie przekazany z CPI do COI. Wszytko dlatego, że zgodnie z pierwotnymi założeniami rozpoczęty jeszcze w 2008 r. projekt miał zostać oddany do użytku 1 stycznia 2013 r. Wiadomo już, że nic z tego nie będzie. COI przedstawiany jest przez ekipę Tuska jako „rządowy Microsoft”, który sprawi, że cyfryzacja administracji ruszy z kopyta.

Minister się śpieszy. Głowy lecą

Przygotowania do przekazania pl.ID do COI rozpoczynają się jeszcze w październiku 2012 r. Już na początku okazuje się, że statut samego COI jest tak skonstruowany, że MSW nie będzie mogło mu zlecić tych działań bez rozpisania przetargu. W MSW trwają dyskusje, jak ten problem rozwiązać. 11 lutego 2013 r. do dyrektora Departamentu Prawnego MSWiA trafia wniosek o sporządzenie opinii prawnej w tej kwestii. Prawnicy mają wątpliwości, czy wart ponad 100 mln zł projekt może być zlecony COI z wolnej ręki. Proponują zmiany w statucie COI. Jeszcze pod koniec stycznia 2013 r. Rafał Magryś zostaje wiceszefem COI i odpowiada tam za nowo powstały pion pl.ID. Sprawy nabierają przyspieszenia, gdy okazuje się, że Jacek Cichocki zmieni stanowisko. Z końcem lutego z fotela ministra spraw wewnętrznych przeskoczy na stanowisko szefa kancelarii premiera. Cichocki, mimo obiekcji prawników, domaga się, by umowa między MSWiA a COI została podpisana jak najszybciej. Raport CBA z detalami opisuje ostatnie dni Cichockiego w resorcie i negocjacje, jakie prowadzono w sprawie podpisania z COI umowy na prowadzenie projektu pl.ID. Wypowiadają się w nim urzędnicy ministerstwa i prawnicy, upublicznienie niektórych nazwisk może stanowić naruszenie tajemnicy adwokackiej. Z zeznań wicedyrektora Departamentu Prawnego MSW: „Negocjacje związane z umową były krótkie.(…) Projekt umowy [który trafił do MSW z COI – red.] był obarczony błędami, nie został opisany przedmiot umowy, ponadto podana była górna kwota wydatków oraz dziwna instytucja zaliczkowania. O ile sobie przypominam, w projekcie umowy nie było nacisku na wykonawcę w zakresie kwalifikowalności wydatków, a co za tym idzie refundowania wydatków ze środków UE. [To kluczowe, ponieważ na tej podstawie Bruksela wypłaca pieniądze, jednocześnie wykonawca projektu musi stosować unijne procedury – red.]. W dniu 18 lutego 2013 (…) doszło do spotkania kierownictwa MSW.(…) Na tym spotkaniu Jacek Cichocki miał powiedzieć, że jeśli mamy wątpliwości, to mamy napisać nowy projekt umowy do środy 20 lutego”. Z zeznań wynika, że taki projekt powstał. Przede wszystkim zabezpieczał interesy Skarbu Państwa. Prawnicy sądzili, że ich wersja umowy zostanie narzucona nadzorowanemu przez MSW COI. Tak się nie stało. Przez kolejne dwa dni na pracowników MSW były wywierane naciski, by w związku z przejściem Cichockiego do KPRM jak najszybciej podpisać umowę. Rezygnowano z kolejnych zapisów chroniących interesy państwa, chodzi m.in. o kary umowne, długość gwarancji produktów przygotowanych przez COI, praw autorskich czy wręcz odstąpienia od umowy. Zdaniem Andrzeja Rudlickiego byłego szefa Departamentu Prawnego (DP) MSW projekt forsowany przez COI nie spełniał elementarnych parametrów umowy cywilnoprawnej, bo nie określono w nim przedmiotu umowy. Radca prawny MSW: „Stanowisko DP MSW podczas negocjacji wywołało daleko idące niezadowolenie przedstawicieli COI. W przerwie otrzymaliśmy nieformalną informację, że dyrektor Andrzej Rudlicki został odwołany ze stanowiska dyrektora Departamentu Prawnego”. Dlaczego? Ponownie wicedyrektor DP MSW: „COI miał bezpośredni kontakt z Cichockim. Dyrektor COI Bończa-Tomaszewski przekazał negocjatorom wolę ministra w sprawie rezygnacji z jednego rodzaju kar umownych. Negocjacje zakończyły się w sobotę około pierwszej w nocy. Umowę podpisano w poniedziałek w 25 lutego. Podczas piątkowych negocjacji dowiedziałem się, że Cichocki polecił zwolnić ze stanowiska mojego przełożonego Andrzeja Rudlickiego”. Sam Rudlicki: „Minister stwierdził, że nie podołałem pracom związanym z przygotowaniem umowy i zwolnił mnie ze stanowiska. W pracach nad umową po stronie COI brał udział zastępca dyrektora COI Rafał Magryś i w mojej ocenie był osobą najbardziej kategoryczną i upierającą się przy rozwiązaniach proponowanych przez COI”. Podpisana umowa była skrajnie niekorzystna dla MSW, czyli interesu Skarbu Państwa. Jak się okazało, zmiany w statucie COI były nie dość wystarczające, by MSW mogło powierzyć tej instytucji realizację projektu pl.ID z wolnej ręki. Co więcej, konstrukcja umowy powodowała, że pieniądze, które dostawał COI, nie mogły być rozliczane jako środki unijne. W 2015 r. żaden z 16 wniosków, jakie MSW chciało rozliczyć jako płatność unijną, nie został uznany. W sumie chodzi o blisko 60 mln zł. Jako winnych tej sytuacji raport CBA wskazuje byłego wiceministra MSW Romana Dmowskiego i zastępcę dyrektora Departamentu Strategii i Analiz MSW Łukasza Skowrona, obaj byli pełnomocnikami Cichockiego i działali w jego imieniu. To jednak dopiero początek problemów.

Jednym z elementów powstania projektu pl.ID było stworzenie podstawowego centrum przetwarzania danych. To skomplikowany wieloetapowy projekt zakładający budowę systemu informatycznego obsługującego i łączącego wszystkie rejestry państwowe. W kwietniu 2013 r. COI wycenił tę usługę na przeszło 62 mln zł brutto. W tym czasie szefem MSW jest już Bartłomiej Sienkiewicz, jego zastępcą nadzorującym COI został nie kto inny, tylko Rafał Magryś, wcześniej wiceszef tej instytucji. Tak o tej wycenie agentom CBA opowiadała była kierownik programu pl.ID w MSW Katarzyna Koszalska: „Widziałam notatkę służbową, w której podano ceny rynkowe dostarczonego sprzętu i oprogramowania. Wynikało z niej, że oferta COI była zawyżona o ok. 50 proc. W tej sprawie na pewno były przekazywane notatki do ministra Rafała Magrysia”.COI nie dość, że zawyżył wycenę, to zażądał kolejnych niekorzystnych dla MSW zmian w umowie. Przede wszystkim skrócono czas gwarancji dla dostarczanego sprzętu z pięciu do trzech lat. Były dyrektor Departamentu Strategii i Analiz MSW: „Zmianę czasu gwarancji zaproponował COI, wiem, że kierownicy projektów nie chcieli wyrazić zgody na krótszy czas gwarancji. Tak naprawdę decyzja o zmianie gwarancji była podjęta przez Rafała Magrysia i dyskusja była zbędna”. Kolejny kierownik w projekcie pl.ID Monika Orzeł-Popławska: „Na tym etapie projektu nie było innej osoby niż Rafał Magryś, która byłaby upoważniona do podpisywania zleceń z COI. Moje doświadczenia ze współpracy z Magrysiem tylko potwierdzają powyższe. Nie liczył się on kompletnie ze zdaniem kierowników projektu i kierownika programu. (…) Upraszczając, można powiedzieć, że wiele decyzji wypływało od wykonawcy i nie mieliśmy (kierownicy projektów i kierownik programu) możliwości opiniowania tych decyzji, nie mówiąc już o ich modyfikacji”. Poza skróceniem czasu gwarancji obniżono także ewentualne kary umowne. Stukrotnie. Z 1 proc. za dzień opóźnienia do 0,01 proc.

Zmieniono też terminy oddania projektu, sposobu płatności i odbioru prac z całościowego na etapowy. Te zmiany były wbrew umowie generalnej między COI a MSW. Korzystny dla COI aneks został formalnie zawarty pomiędzy Magrysiem a Bończą- -Tomaszewskim. Faktycznie ze strony MSW podpisała go Koszalska. Oto jej zeznanie w tej sprawie: „Mimo braku naszej zgody na zapisy proponowane przez COI byłam przymuszona przez Magrysia do podpisania aneksu. Choć zastosowanie odbiorów cząstkowych nie dawało gwarancji działania całego programu”. Mimo zastrzeżeń Koszalskiej właśnie w ten sposób projekt odebrano. Co więcej, jak się okazuje, agenci CBA nie znaleźli protokołu końcowego odbioru projektu. „Zlecenia nr 11 nieudało nam się odebrać w całości, co mogło nieść w sobie zagrożenie w postaci odbioru sprzętów, który nie zadziała w całości – powiedziała CBA Koszalska, dodając, że był o tym informowany Magryś. Na tym projekcie COI zarobił na czysto przeszło 18,2 mln zł. Agenci CBA ustalili, że w przypadku procedowania tego zlecenia naruszono warunki umowy pomiędzy MSW i COI. Wskazują, że odpowiedzialnym za to jest Rafał Magryś, który działał na podstawie pełnomocnictwa szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza i w jego imieniu.

Zlecenie nr 29/plid/2013 

Projekt pl.ID zakładał także stworzenie instalacji i konfigurację urządzeń dostarczanych przez COI, które działają w tzw. niejawnym środowisku programistycznym, czyli są tajne. By budować taką infrastrukturę, trzeba mieć koncesję na wytwarzanie i operowanie urządzeniami o przeznaczeniu wojskowym i policyjnym. COI jej nie miał, a mimo to podjął się realizacji tego zadania. Rozmowy na temat jego realizacji pomiędzy COI a MSW rozpoczynają się w październiku 2013 r. COI za realizację zadania zażądał 8 mln zł brutto. We wniosku zapomniał jednak dodać, że nie posiada niezbędnych certyfikatów. Dlaczego mimo tego umowa została podpisana? Koszalska twierdzi, że najprawdopodobniej została do tego przymuszona przez Rafała Magrysia. Tak jak w poprzednim zleceniu, tak i tu COI po raz kolejny wymusił korzystne dla siebie zmiany w umowie. Po raz kolejny skrócono terminy gwarancji, zmniejszono kary umowne za zwłokę, a nawet podniesiono kwoty wynagrodzenia za realizację. W sumie podpisano trzy aneksy. COI kilkakrotnie przesuwał termin oddania projektu, m.in. dlatego, że nie miał stosownych certyfikatów. Za każdym razem podpisywanie aneksów na kierowniczce projektów wymuszał wiceminister Magryś. Koszalska: „Byłam przymuszana do podpisania tego zlecenia (aneks nr 2) przez Rafała Magrysia i Monikę W. (naczelnik jednego z wydziałów MSW). W tym dniu siedziałam tak długo w pracy, aż podpisałam ten aneks. Wszystkie ustalenia odbywały się na poziomie Magrysia i dyrektora COI Bończy-Tomaszewskiego”. W przypadku tego zlecenia CBA ustaliło, że naruszono prawo dwa razy. Skrócenie umów gwarancji łamało wcześniejsze ustalenia pomiędzy COI a MSW. Obciąża to Rafała Magrysia, który był pełnomocnikiem Bartłomieja Sienkiewicza i działał w jego imieniu. Drugie naruszenie przepisów to niewłaściwy nadzór nad terminowością realizacji projektu, co obciąża Katarzynę Koszalską działającą na podstawie pełnomocnictwa wiceministra spraw wewnętrznych Piotra Stachańczyka.

Zlecenie nr 10/plid/2013 

COI był tak pewny siebie, że żaden brak uprawnień nie stanie mu na drodze, iż postanowił bez nich zaprojektować i postawić budynek serwerowni. MSWiA też się na to zgodziło. Monika Orzeł-Popławska z MSWiA: „Ponieważ COI podpisał umowę na realizację całego programu, nie budziło żadnych wątpliwości czy może realizować modernizację serwerowni. W mojej obecności nikt nigdy nie podważał faktu, że COI nie może prowadzić działalności polegającej na budowie budynków i projektowaniu architektonicznym”. Wart przeszło 7,5 mln projekt podpisali w 2013 r. ze strony COI Bończa-Tomaszewski, a ze strony MSW Rafał Magryś. Tradycyjnie już po podpisaniu umowy zawarto do nich aneksy. Przesunięto termin realizacji zadania, obniżono kary umowne. Koszalska także i w przypadku tych niekorzystnych dla MSW rozstrzygnięć wskazuje, że aneksy powstawały nie w MSW, lecz w COI. „Próbowaliśmy do tych aneksów wprowadzać zmiany, ale nie były one brane pod uwagę i ostatecznie były podpisywane w brzmieniu zaproponowanym przez COI. Za taką sytuację odpowiadał minister Rafał Magryś” – zeznała Koszalska. Magryś w pisemnym zeznaniu wskazuje, że to Koszalska podpisywała wszystkie aneksy. Co ciekawe, w sprawie obniżania kar umownych przy tych projektach alarm podnosił audyt wewnętrzny MSW. „W opinii audytorów wewnętrznych niewystarczająco uzasadnione obniżenie kar umownych do ułamka kar pierwotnych może świadczyć o mechanizmie korupcjogennym (…). W opinii zespołu audytu wewnętrznego obniżenie kar było na niekorzyść MSW” – czytamy w audycie, na który powołuje się CBA. Agenci CBA ustalili także, że COI do dnia zakończenia tej inwestycji nie posiadał uprawnień do projektowania budynków. Biuro konkluduje, że za powstanie nieprawidłowości odpowiedzialność ponosi Rafał Magryś, który działał na podstawie pełnomocnictwa Bartłomieja Sienkiewicza.

On jest przymulony

CBA stawia Rafałowi Magrysiowi jeszcze dwa inne zarzuty dotyczące niepowołania w programie pl.ID zespołu audytowo-kontrolnego, a także zespołu ekspertów. Było to wbrew zarządzeniu szefa MSW i de facto pozbawiało projekt jakiejkolwiek wewnętrznej kontroli. CBA zapytało o to samego Magrysia. Ten odpowiedział, że dodatkowa instytucja kontrolna „mogłaby wpłynąć negatywnie na harmonogram pracy projektu”. Wyjaśniał, że zespół ekspertów nie był potrzebny, bo „projekt był szeroko konsultowany”.

Kluczowa w tym wszystkim jest tzw. kwalifikowalność projektów. Oznacza to, że mogą one być rozliczone z pieniędzy UE. Umowa pomiędzy MSW a COI nie pozwalała tego projektu włączyć do puli pieniędzy unijnych. W czerwcu 2014 r. wiedziała o tym minister Elżbieta Bieńkowska. Tak relacjonowała to w podsłuchanej rozmowie z Pawłem Wojtunikiem: Bieńkowska: „Wiesz, ale ona [Iwona Wendel, od stycznia 2011 r. podsekretarz stanu w MRR – red.] im [MSW – red.] nie certyfikuje 100 mln. I ona uważa, że oni na nią dybią. To znaczy między nimi są bardzo złe relacje. Ona oczywiście z Bartkiem [Sienkiewiczem – red.] nie ma relacji. Tylko z tym jakimś… Wojtunik: Z Magrysiem. A ten jest po prostu przymulony.

Bieńkowska: Ja wiem, czy przymulony. On jemu sprzedaje (…) Ja nie wiem, czemu ten Bartek jemu tak ufa”. MSW rzeczywiście nie udało się zaliczyć pieniędzy z umowy z COI do funduszy unijnych. Mówi o tym w raporcie CBA urzędnik z Departamentu Ewidencji Państwowych MSWiA: „MSW w okresie 2013-2015 do dnia 17 marca złożyło łącznie 16 wniosków o płatność (…). Żaden ze złożonych wniosków nie został zatwierdzony, a tym samym przedstawione wydatki MSW nie zostały certyfikowane”. Z raportu CBA wynika, że COI wystawił ministerstwu faktury na blisko 106 mln zł. MSWiA próbowało zaliczyć do wydatków unijnych niespełna połowę z tej kwoty. To się jednak nie udało. Zresztą, że takie ryzyko istnieje, informował audyt wewnętrzny MSW jeszcze pod koniec 2014 r. Audytorzy ustalili, że COI nie jest w stanie dostarczyć dokumentacji świadczącej o tym, że wydawał pieniądze racjonalnie, co jest niezbędne do rozliczania środków unijnych. Chodzi głównie o dedykowaną księgowość i dokumentację czasu pracy. Jednocześnie COI na pl.ID zarobił w 2013 r. blisko 22 mln zł. Co się stało z tymi pieniędzmi? MSW nie wie. Urzędnik z Departamentu Kontroli Skarg i Wniosków MSW odpisał CBA, że „departament nie posiada takich danych, bo COI poinformował go, że nie jest zobowiązany do prowadzenia tego typu wyliczeń”. Agenci dotarli jednak do korespondencji z marca 2015 r. pomiędzy MSW a Ministerstwem Finansów. Dowiadujemy się z niej, że cały zysk za 2013 r. (25,8 mln zł) COI przeznaczył na fundusz instytucji, czyli na siebie. Tyle że MSW w styczniu 2015 r. samo uznało, że generowanie zysku przez instytucje takie jak COI jest sprzeczne z ustawą o finansach publicznych. Pod koniec 2015 r. nowy rząd zgłosił projekt pl.ID jako niefunkcjonujący. Ma nam to dać dodatkowy czas, by do 2019 r. dokończyć go według ustaleń z UE. Jednak włożonych pieniędzy nie odzyskamy. Teraz gra się toczy o to, by nie było konieczności zwrotu środków, które w ramach tego projektu UE nam już wypłaciła. Fiasko projektu pl.ID nie zniechęciło spółki Magryś–Bończa-Tomaszewski do dalszej kariery w instytucjach należących do Skarbu Państwa. Były dyrektor COI został w maju prezesem państwowego Exatela, a Magryś trafił do zarządu tej spółki. Tym razem próbują uczynić z Exatela państwowego operatora, który obsługiwałby sieci telekomunikacyjne dla administracji, służb mundurowych i specjalnych.

Rozmawia wojtunik i bieńkowska (2014 r.)

PAWEŁ WOJTUNIK: À propos Bartka [Sienkiewicza – red.]. To Bartek się na mnie obraził. Miałem nieprzyjemną z nim rozmowę na twój temat. Znaczy na temat informacji, jaką napisałem do premiera. Napisaliśmy informację, że jednak z COI to tam powinniście coś... Bo wiesz, ja nie mam wpływu na treść tej informacji, bo u mnie pisze to dział analiz. A on tam ma, on tam ma syf.

ELŻBIETA BIEŃKOWSKA: Ja wiem.

P.W.: On mówi, że to poza nim. Ja mówię – Bartek, ty to czytasz przecież, jak idzie do premiera.

E.B.: Znaczy on... on jest… On na mnie jest niby obrażony.

P.W.: Na mnie jest obrażony.

E.B.: On nie przyjmuje do wiadomości, że tam jest coś źle.

P.W.: Źle to robią. Źle to robią.

E.B.: I to jest teraz, słuchaj, naprawdę w ogóle... Ta Iwonka moja [Iwona Wendel od stycznia 2011 r. wiceminister rozwoju regionalnego, od listopada 2013 r. wiceminister infrastruktury i rozwoju – red.], która w ogóle ma już naprawdę dość, ona…

P.W.: A wiesz, że znaleźliśmy pieniądze w COI? Wiesz, że znaleźliśmy pieniądze? Dwadzieścia parę baniek ponad. Tylko wiesz, co to te pieniądze, co znaleźli? To są pieniądze MSW. Oni nie zarabiają inaczej.

E.B.: Wiesz, ale ona im nie certyfikuje stu milionów. I ona uważa, że w ogóle oni na nią dybią. To znaczy między nimi są bardzo złe relacje. Ona oczywiście z Bartkiem nie ma relacji. Tylko z tym jakimś…

P.W.: …z Magrysiem. A ten jest po prostu przymulony.

E.B.: Znaczy, ja wiem, czy przymulony? No on po prostu… on jemu sprzedaje.

P.W.: Ale on jest jak muł uparty.

E.B.: Ja nie wiem, dlaczego Bartek jemu tak ufa. Bo ze mną było ileś tam spotkań…

P.W.: Chyba że ufa mu tak bardzo.

E.B.: Z Trzaskowskim [minister administracji i cyfryzacji od grudnia 2013 r. do września 2014 r. – red.]. No w każdym razie tam naprawdę cały czas idzie źle. Znaczy, to jest tam źle. I ona im naprawdę jak w końcu napisze to pismo, jakby wiesz, nie dostaną z powrotem, to on…

P.W.: Znaczy, wiesz. Bartek mówi – wiesz, myślałem, że to załatwimy między sobą, a nie wynosimy tego na zewnątrz.

E.B.: Ja mam dokładnie to samo.

P.W.: Ja mówię – Bartek, ja mam, ja piszę raporty do premiera. Nie mogę nie napisać, jeżeli mi przynosi dyrektor, do którego mam zaufanie.

E.B.: Tak. P.W.: My to robimy na twoją rzecz. Znaczy, jakby tobie pokazujemy to samo, co ty widzisz.

E.B.: Tak, tak. My mamy to samo, dokładnie.

P.W.: Bartkowi się wydaje, że tak – my sobie rozmawiamy tu tru-tu-tu-tu, będzie elegancko, ja sobie stanę z tyłu, nie będę się angażował, ty mu pozwolisz robić, tak jak on to chce. A później, że ja nie fair piszę do ciebie pisma.

E.B.: Ale wiesz, o co chodzi, że ja, znaczy, że ja już nawet nie jako bezpośrednio… Ale my tego nie możemy jakby zostawić, tak jak jest. Znaczy nie możemy.

P.W.: Ale wiesz, potem siadamy u ciebie, a on przekonany, że myśmy wszystko załatwili razem. Jeszcze że ja zagwarantuję, że…

E.B.: Tak, ale ja jeszcze miałam potem dwa jeszcze takie spotkania. I na każdym spotkaniu na początku jest jakby fala takich wyrzutów właśnie. Że on sobie tego… że on myślał, że to jest ustalone, że on sobie w ogóle nie wyobraża, jak to tak może być.

P.W.: To niech poczyta!

E.B.: I my mu, wiesz… Iwona, ja mu z Trzaskowskim tego… no że nie potrafimy, nie możemy tego zrobić, jak chcecie. Bo oni dają mu wszystko bez przetargów. Można. Tylko musicie uzasadnić, musicie tak napisać. Wiesz – no za rękę ich prowadzi. Znaczy oni tego nie zrobili. Ja po prostu się kilka miesięcy temu od tego znaczy, nie że odczepiłam, tylko po prostu, wiesz, nie będę się z nim spotykać. Myślałam, że to jest na dobrej drodze.

Czytaj także

 63
  • marudny_smerf IP
    Tak się robi "deal" na publicznych pieniądzach. Najlepiej handlować czymś niedotykalnym, czyli produktem który jest tylko wizją, pomysłem, programem komputerowym, bo wówczas trudno ustalić ile i dlaczego tak drogo. Przy okazji jak w napisach końcowych filmu, z mała zmianą na "za udział wzięli". Kiedyś dawna ekipa lewicowa budowała Laboratorium Frakcjonowania Osocza, więc jak widać Każda Ekipa ma swoje Waterloo, czyli Sezamie Otwórz Się.
    • ciekawy IP
      kiedy te dwie kanalie na zdjęciu trafią za kratki bo skala ich przekrętów jest porazajca.!!!!
      • Damadea IP
        • wyborca polski IP
          @Czytelnik .Co z "wypowiedzi" skoro wydano ponad 1000 000 000 [mld.] pln. na system który nie funkcjonuje.!?@wiewiór.Nie "pol" miliarda tylko ponad 3 miliardy[skoki Wołomin i Kopernik].I nie PIS tylko WSIoki Bulowe i Banda Rudego.
          • wiewiorka IP
            co to 100 mln do pol miliarda przekretu pisdaczy przy skok-ach!
            orzeszki.

            Czytaj także