Jesień pod znakiem Smoleńska

Jesień pod znakiem Smoleńska

Dodano:   /  Zmieniono: 7
Obchody miesięcznicy katastrofy smoleńskiej przed Pałacem Prezydenckim, Warszawa, 10 czerwca 2016 r.
Obchody miesięcznicy katastrofy smoleńskiej przed Pałacem Prezydenckim, Warszawa, 10 czerwca 2016 r. / Źródło: MARCIN OBARA/PAP
Po blisko roku od przejęcia władzy przez PiS wraca sprawa katastrofy smoleńskiej. Zapowiadają się gorące spory między partią rządzącą a opozycją.

Witold Waszczykowski, szef MSZ, zadeklarował niedawno upublicznienie zastrzeżonych dokumentów, które mają rzucić światło na przygotowanie wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu. Podkomisja ekspertów powołana przez Antoniego Macierewicza zamierza w połowie września przedstawić swoje ustalenia. Na dodatek na ekrany polskich kin wchodzi film „Smoleńsk”, który na pewno podgrzeje polityczną atmosferę. W przemówieniu w szóstą rocznicę katastrofy smoleńskiej prezes PiS Jarosław Kaczyński dawał do zrozumienia, że oczekuje, iż wznowione w marcu przez prokuraturę śledztwo zaowocuje nowymi ustaleniami na temat przyczyn katastrofy, a ewentualni winni zostaną ukarani.

Wyścig ministrów

Przez pięć lat w PiS obowiązywała narracja, że rządząca PO blokuje porządne śledztwo, bo boi się prawdy o katastrofie smoleńskiej. Ale od listopada ubiegłego roku już takich przeszkód nie ma. Tymczasem nasza wiedza o przyczynach katastrofy nie powiększyła się o żadne nowe ustalenia. Nic więc dziwnego, że politycy Prawa i Sprawiedliwości rywalizują o to, kto dostarczy więcej oczekiwanych informacjina ten temat prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu. – Witold Waszczykowski i Zbigniew Ziobro chodzą do prezesa z nowościami na temat ustaleń w sprawie katastrofy smoleńskiej, bo wiedzą, że dla Jarosława jest to najważniejsze – mówi polityk PiS. Ale co jest w tych ustaleniach – tego szeregowi posłowie PiS nie wiedzą. 21 marca Ziobro w drodze zarządzenia powołał zespół prokuratorów w sprawie prowadzenia śledztwa dotyczącego wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej. Na czele zespołu stanął zastępca prokuratora generalnego Marek Pasionek, który w 2010 r. był jednym z prokuratorów nadzorujących śledztwo Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie w sprawie katastrofy prezydenckiego Tu-154.

Politycy PiS lubią podkreślać, że teraz w odróżnieniu od czasów rządów PO śledztwo jest uczciwe. Ale na razie prokuratura nie informuje o efektach swoich prac. Na naszą prośbę o informację nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Śledztwo prowadzone przez cywilną prokuraturę zostało umorzone w 2014 r. Śledczy ocenili wówczas, że choć były nieprawidłowości przy organizacji lotów, to nie wystarczają one do postawienia zarzutów. Z kolei Waszczykowski w niedawnym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” zapowiedział, że niebawem upubliczni kilkadziesiąt dokumentów, wśród których są notatki z rozmów pracowników MSZ z ówczesnym ambasadorem rosyjskim w Polsce Władimirem Grininem, wiceszefów MSZ z rosyjskimi odpowiednikami, a nawet byłego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Z tych dokumentów – zgodnie ze słowami Waszczykowskiego – ma wynikać, że obie umawiające się strony nie chciały, by w uroczystościach 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, które odbyły się 7 kwietnia z udziałem premiera Donalda Tuska i premiera Władimira Putina, uczestniczył prezydent Lech Kaczyński. To Rosjanie mieli wyjść z propozycją rozdzielenia wizyt Tuska i Kaczyńskiego. W tle pobrzmiewa sugestia, że obaj premierzy nie bez powodu doprowadzili do rozdzielenia wizyt, skoro Tusk 7 kwietnia poleciał do Smoleńska i wrócił żywy, a Kaczyński poleciał 10 kwietnia i już nie wrócił.

Katastrofa, a nie zamach

O ile posłowie PiS przekonują, że kwestię tak zwanego rozdzielenia wizyt trzeba drążyć, parlamentarzyści opozycji sugerują, że nie ma to sensu. – Teza o intencjonalnym rozdzieleniu wizyt w Katyniu to oszczerstwo – mówi twardo Mariusz Witczak z PO. – Tracimy czas na kolejne oskarżenia ze strony PiS, który za cel postawił sobie za wszelką cenę udowodnienie, że winnym katastrofy smoleńskiej był ówczesny rząd. Od dawna słyszymy z tamtej strony radykalne wypowiedzi i kłamstwa w tej sprawie. W podobnym duchu wypowiada się Jerzy Meysztowicz z Nowoczesnej, oddelegowany przez partię do pilotowania tematu katastrofy smoleńskiej. – Mówienie, że winnym katastrofy był ten, kto zdecydował o rozdzieleniu, jest absurdem – mówi Meysztowicz. – Przypuszczam, że teraz szuka się materiałów, dokumentów, mam tylko nadzieję, że się ich nie produkuje.

Nie tylko szef polskiej dyplomacji przygotowuje swoje ustalenia w sprawie katastrofy smoleńskiej. Do przedstawienia własnych wniosków szykuje się także podkomisja przy Komisji Badania Wypadków Lotniczych powołana przez Antoniego Macierewicza. Podkomisja liczy 21 członków. Jej szefem został dr inż. Wacław Berczyński, a jego zastępcą Kazimierz Nowaczyk. Wśród członków są tacy naukowcy, jak: prof. Wiesław Binienda, autor tezy, że skrzydło prezydenckiego samolotu nie mogło odpaść z powodu zderzenia z brzozą, czy Grzegorz Szuladziński, który postawił hipotezę, iż bezpośrednią przyczyną katastrofy smoleńskiej były dwa wybuchy w ostatniej fazie lotu – przy lewym skrzydle i wewnątrz kokpitu. Podkomisja ma też zagranicznych doradców: prof. Michaela Badena, specjalistę od medycyny sądowej z USA, Franka Taylora, inżyniera lotniczego z Wielkiej Brytanii i zarazem konsultanta ds. bezpieczeństwa lotniczego, Glenna Jørgensena, inżyniera, pilota, biznesmena i wynalazcę z Danii, oraz Andrieja Iłłarionowa, ekonomistę z Rosji, byłego doradcę prezydenta Władimira Putina. Te nazwiska mają dodać ciężaru gatunkowego całemu zespołowi, bo niektórzy członkowie podkomisji byli mocno dyskredytowani przez niektóre media. Choć komisja została powołana w lutym, to dotychczas nie ujawniła efektów swojej pracy. – W połowie września przedstawimy ustalenia, do których doszliśmy podczas prac komisji. Najpierw poznają je rodziny ofiar, a potem zorganizujemy konferencję dla mediów – zapewnia Nowaczyk. Paweł Deresz, mąż posłanki SLD Jolanty Szymanek-Deresz, która zginęła w katastrofie, twierdzi, że nie jest ciekawy ustaleń podkomisji. – Zostałem zaproszony na jej posiedzenie 14 września, z możliwością zadawania pytań – mówi. – Do tej pory nikt mnie nie informował, co dzieje się na komisji, ale już dziś mogę otwarcie powiedzieć, co o niej myślę – to pic na wodę, fotomontaż. A poseł Meysztowicz z Nowoczesnej dodaje: – W podkomisji Macierewicza nikt nie jest specjalistą od wypadków lotniczych. Eksperci z tej dziedziny są niewygodni dla przekazu PiS. Za to prokuratura zgodnie ze słowami Deresza jest bardzo aktywna. – Raz na tydzień informuje mnie, że dopuszcza kolejne dowody w sprawie – mówi. – To, co mnie najbardziej cieszy, to fakt, że prokuratura podczas śledztwa używa sformułowania katastrofa smoleńska, a nie zamach.

Proces trwa

Na razie więc najwięcej informacji o przyczynach katastrofy smoleńskiej można wynieść z procesu ws. niedopełnienia obowiązków przy organizacji lotu prezydenta, który rodziny 14 ofiar katastrofy wytoczyły Tomaszowi Arabskiemu, byłemu szefowi kancelarii premiera, i kilku innym urzędnikom. Były szef biura obsługi organizacyjnej prezydenta RP Janusz S. mówił w sądzie, że wizyta prezydenta 10 kwietnia – w odróżnieniu od wizyt oficjalnych i roboczych – miała charakter okolicznościowy, niepoparty oficjalnym zaproszeniem. – W przypadku takiej wizyty wszystkie relacje są trochę rozmyte, co wymaga większego zaangażowania naszych placówek dyplomatycznych – mówił urzędnik. – Strona gospodarza jest zaangażowana w organizację takiej wizyty w ograniczonym stopniu. Była pracownica Centrum Informacyjnego Rządu zeznała na procesie, że według strony rosyjskiej lotnisko w Smoleńsku miało być przygotowane na obie wizyty. Z kolei urzędnik Maciej J., który pracował w Biurze Spraw Zagranicznych Kancelarii Prezydenta, zeznał, że Rosjanie mówili, iż podczas wizyty Donalda Tuska 7 kwietnia lotnisko w Smoleńsku będzie w pełni gotowe, ale dodawali, że „utrzymanie pełnej gotowości 10 kwietnia będzie trudne”. Chodziło o koszta utrzymania sprzętu i obsługi na lotnisku, które miała ponieść strona wizytująca. Świadek dodał, że „było przekonanie, że sprawa lotniska jest rozwiązana”. Niejasności dotyczą też faktu, czy wizyty Kaczyńskiego i Tuska zostały rozdzielone, czy od początku planowano, że obaj politycy nie polecą razem na uroczystości 70. rocznicy mordu katyńskiego. Świadek Maciej J. mówił, że od początku nie było mowy o wspólnej wizycie w Katyniu premiera i prezydenta. Dodał, że od swoich przełożonych, m.in. Mariusza Handzlika (zginął w katastrofie), dowiedział się, iż były naciski ze strony kancelarii premiera i MSZ, by prezydent w ogóle nie leciał do Katynia, tylko wziął udział w obchodach w Charkowie. Niezależnie jednak od tego, czy sąd uzna urzędników kancelarii premiera za winnych zaniedbań podczas przygotowania wizyty głowy państwa w Katyniu, czy też oczyści ich z tego zarzutu, w sprawie katastrofy smoleńskiej najważniejsze jest, czy PiS będzie chciał bronić tezy o domniemanym zamachu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego. A jeżeli tak, to jak będzie to udowadniał.

Okładka tygodnika WPROST: 36/2016
Więcej możesz przeczytać w 36/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 7
  • Aneta IP
    Ojej,
    samolot odlecial bez glownego pasazera....................dobrze, ze schodkow nie schowal!
    • akcent IP
      ...poza iście bolszewicka-widac ,że wyrósł w PRLu i nie dojrzał jeszcze gamoń ale żyje na koszt suwerena -pasozyt
      • Polonus IP
        Nie macie racji, sprawa Smoleńska jest już na ukończeniu, jeszcze BND nie chce wydać dokumentów, jeszcze pozycja Tuska jest dla Niemców wazna, ale powoli jest im niepotrzebny i sami zobaczycie że Roth miał racje. Bo sama katastrofa nie była w powietrzu, ale  już w trakcie przygotowania. Stara "gwardia UB i KGB zrobili swoje, a znaczącą rolę odegrał Turowski...Kto go i dlaczego powołał...może być odpowiedzią na to co wiedzą obce wywiady.
        • taboret z pisuaru IP
          bez krzesla rewolucja prapała !!!!!!!
          • alberta IP
            Nowy Lenin ? Oby nie odleli z brązu tej postaci z tą wyciągniętą ręką !

            Czytaj także