Głód potępienia

Głód potępienia

Władze II Rzeczypospolitej najwięcej wiedziały o Wielkim Głodzie na Ukrainie
Dramat Wielkiego Głodu na Ukrainie rozgrywał się przy całkowitej obojętności Zachodu. Ale w Polsce najlepiej wiedziano o sytuacji za Zbruczem. Do Warszawy regularnie nadchodziły raporty dyplomatyczne i informacje Oddziału II Sztabu Głównego, czyli wywiadu. Paradoks Wielkiego Głodu polega na tym, że Ukraina przez stulecia była jednym z największych producentów zboża w Europie. Bolszewicy ze spichlerza Europy uczynili obszar nędzy i niedoboru. Kolektywizacja, rozkułaczanie, nadmierne kontyngenty i bezwzględne rekwizycje zboża rozpoczęte w 1929 r. przez Stalina doprowadziły ukraińskie rolnictwo do ruiny, a chłopów - do straszliwego głodu (ukr. hołodomor). W latach 1932-1933 zmarło z tego powodu co najmniej 3 mln osób. Wielki Głód jest jedną z największych tragedii europejskich XX wieku, a także jedną z największych zbrodni reżimu bolszewickiego. Aż do czasów Gorbaczowowskiej pierestrojki ta zbrodnia była przez komunistów negowana.

Bolszewicki raj
Polskie konsulaty w Charkowie i Kijowie, a także poselstwo w Moskwie czerpały wiadomości o Wielkim Głodzie od petentów, a także z nadchodzącej korespondencji. Niejednokrotnie polscy dyplomaci mogli na własne oczy zaobserwować przerażającą nędzę, w której znaleźli się mieszkańcy bolszewickiego państwa. Jan Karszo-Siedlewski, kierownik Konsulatu Generalnego RP w Charkowie, 16 marca 1933 r. informował, że robotnicy miejscy, którzy przywożą dla konsulatu drewno, węgiel i inne produkty, na oczach pracowników placówki rzucają się na obierzyny kartofli i inne resztki znalezione w śmietniku. Z kolei robotnicy, którzy wywozili śmieci, zjadali na podwórzu konsulatu pokarm przygotowany dla psów.
W polskich raportach z lat 1932-1933 dobrze opisano ówczesną rzeczywistość "bolszewickiego raju": niegospodarność w kołchozach, brak zainteresowania chłopów pracami polowymi, tragiczny stan żywego inwentarza, zwłaszcza koni, a także katastrofalną sytuację głodującej ludności.
Apogeum głodu przypada na wiosnę 1933 r. Jan Karszo-Siedlewski 12 kwietnia 1933 r. alarmował, że sytuacja na Ukrainie ewoluuje ku powszechnej nędzy. Niektóre wsie, na przykład w okolicach Sum, które miały około tysiąca mieszkańców, opustoszały albo zostało w nich po 150-200 osób. Ludzie żywili się wtedy przeważnie makuchami (wytłokami z rzepaku) i obierzynami z kartofli, jedli też psy, koty, zdechłe konie. Zdarzały się nawet wypadki ludożerstwa.
Porucznik Jerzy Niezbrzycki, kierownik referatu Wschód Oddziału II Sztabu Głównego (wywiad), na podstawie przekazanych mu informacji tak opisywał sytuację na Ukrainie między 15 maja a 25 czerwca 1933 r.: "Głód na Ukrainie bardzo wielki. Wsie liczące ongiś 5-6 tys. ludności zamieszkiwane są obecnie przez 20-30 rodzin. W jednej wsi, liczącej przedtem ok. 1000 osób, w maju zmarło ok. 50 młodych ludzi w wieku 16-20 lat. Z powodu braku ludzi do grzebania trupów w niektórych wsiach początkowo trupy były wrzucane do piwnic opustoszałych domów, a kiedy zabrakło ludzi trudniących się wrzucaniem trupów do piwnic, trupy leżały nie chowane przez dłuższy czas w domu. Na porządku dziennym trupów nie chowało się przez 3-4 dni. W związku z tym w niektórych wymarłych prawie zupełnie wsiach panuje smród nie do zniesienia".
Niezbrzycki pisał, że do więzień trafiało coraz więcej ludożerców. Na ulicach miast leżały osoby umierające z głodu, przeważnie młodzi. We wsi Czerkasy koło Białej Cerkwi z 2500 mieszkańców pozostało zaledwie 80 mężczyzn i 140 kobiet. We wsiach Żydowczyk i Budzionówka zmarło z głodu ponad 80 proc. mieszkańców, a we wsi Dubriwka - 50 proc. W wielu wsiach nie miał kto zbierać plonów, choć zboże obrodziło.

Kanibale z sąsiedztwa
W dokumentach polskich placówek można znaleźć informacje o licznych aktach ludożerstwa. Do pierwszych takich zdarzeń doszło wczesną wiosną 1932 r. Wiadomości były tak potworne, że niektórzy polscy dyplomaci nie chcieli w to wierzyć. Radca handlowy poselstwa RP w Moskwie A. Żmigrodzki pisał 7 maja 1932 r. do ministra przemysłu i handlu w Warszawie, że "roi się tu od plotek o kanibalizmie". I dodawał, iż "to są oczywiście brednie". Mniej sceptyczny był Henryk Jankowski, konsul RP w Kijowie, który 11 maja 1932 r. informował posła RP w Moskwie, że rozboje i morderstwa na tle głodowym na wsi ukraińskiej są na porządku dziennym.
O prawdziwej pladze ludożerstwa dyplomaci oraz polski wywiad informowali na początku 1933 r. Jan Karszo-Siedlewski pisał, że 21 lutego 1933 r. przyłapano na ludożerstwie stróża kolejowego na stacji Pieczanowska w okręgu berdyczowskim. Wydała go własna żona, którą terroryzował, każąc jej gotować obiady z mięsa zabijanych ludzi, których ściągał do swego domu pod pretekstem udzielenia noclegu. Mięso mordowanych stróż także sprzedawał sąsiadom.

Nie prowokować!
Mimo wiarygodnych informacji o głodzie na Ukrainie polscy politycy nie rozgłaszali tego, aby nie prowokować Sowietów (w lipcu 1932 r. Polska podpisała z ZSRR pakt o nieagresji). Jan Karszo-Siedlewski w raporcie z 6 marca 1933 r. sugerował MSZ, że warto by było z tym stanem rzeczy zapoznać polskie społeczeństwo, zwłaszcza mieszkańców Kresów Wschodnich, nie zawsze zdających sobie sprawę z niebezpieczeństwa płynącego z Ukrainy. Jego inicjatywa pozostała jednak bez odpowiedzi. Polskie władze nie chciały zaogniać stosunków z ZSRR, tym bardziej że akurat wtedy zabito sekretarza konsulatu sowieckiego we Lwowie Aleksieja Majłowa. Zabójcą był członek Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Mykoła Łemyk. Podczas procesu Łemyka sąd nie zezwolił - ze względów politycznych - na przytaczanie "faktów obecnego stanu na Ukrainie".
Wymowne jest pismo poselstwa RP w Moskwie z 24 stycznia 1934 r., gdzie ustosunkowano się do raportu konsulatu RP w Kijowie w sprawie głodu na Ukrainie. Skrytykowano raport za zbytnie generalizowanie wiadomości o głodzie, nędzy czy prześladowaniach ludności.

Wewnętrzny problem
Sprawy głodu na Ukrainie nie chcieli podnosić nie tylko Polacy, ale też inne państwa europejskie oraz USA. Uważano, że ważniejsze są dobre stosunki z ZSRR, szczególnie w obliczu zwiększającego się niebezpieczeństwa ze strony hitlerowskich Niemiec. Dramat na Ukrainie uznawano za "wewnętrzny problem ZSRR". Trafnie przedstawił to przewodniczący Klubu Ukraińskiego w Genewie Jewhen Baczynski w liście do Społecznego Komitetu Ratunku Ukrainy we Lwowie z 14 kwietnia 1934 r. "W Genewie wszędzie panuje skrajna obojętność polityczna na los głodujących Ukraińców. W to nie wierzą i nie chcą się wtrącać. Koła dyplomatyczne zajmują się wielką polityką, w której pierwsze miejsce zajmuje kwestia wstąpienia Związku Radzieckiego do Ligi Narodów. Śmierć milionów chłopów tych polityków w ogóle nie obchodzi" - pisał Baczynski. Piotr Kurnicki, wicekonsul RP w Kijowie, zauważył natomiast, że na Zachodzie obserwuje się swego rodzaju modę na Sowiety, więc zbrodni się im nie wypomina.


Kanibalizm podczas wielkiego głodu na Ukrainie
Najbardziej potworną konsekwencją głodu były akty antropofagii. Głód działał na psychikę ludzką w różnoraki sposób. Jedni umierali w domach w samotności, jeszcze inni posuwali się do aktów kanibalizmu. Z punktu widzenia medycznego organizm człowieka, który nie dostaje pożywienia, spala własne białko (katabolizm). Codziennie spada masa ciała. Pojawiają się bóle żołądka, które po jakimś czasie zanikają. Człowiek wpada w letarg. Dochodzi do zaburzeń umysłowych.
„Z powodu głodu - mówił jeden ze świadków - ludzie zatracili wszelkie ludzkie uczucia i stali się dzikimi zwierzętami zjadającymi swoje dzieci". O kanibalizmie pisano w tajnych raportach partyjnych, milicji i GPU, potwierdzają to też naoczni świadkowie. Do pierwszych aktów ludożerstwa doszło już w marcu 1932 r. Wiele aktów kanibalizmu popełnili rodzice, którzy zabijali własne dzieci, próbując ratować przed śmiercią siebie i pozostałe dzieci.
Zastępca naczelnika milicji rejonu berdiańskiego (obwód dniepropietrowski) Rudow informował 22 sierpnia 1932 r. główny zarząd milicji w Charkowie o kanibalizmie we wsi Sofijiwka. W dokumencie opisywał, że 6 lipca 1932 r. mieszkaniec Berdiańska Nikołaj Czułkow zawiadomił o zaginięciu półtorarocznej córki Walentyny, która była pod opieką jego byłej żony Kseni Bołotnikowej, mieszkanki wsi Sofijiwka. W śledztwie ustalono, że kobieta mająca na utrzymaniu dwójkę dzieci za pracę w kołchozie w 1931 r. otrzymała 133 kg zboża. W grudniu 1931 r., nie mając karmy dla zwierząt, zarżnęła krowę i świnię. Wtedy skończyły się jej zapasy zboża, od tego czasu spożywała jedynie mięso zarżniętych zwierząt. Na początku marca 1932 r. mięso się skończyło, Bołotnikowa odżywiała się już tylko wywarem z kości. Z powodu braku żywności kobieta zaczęła puchnąć. Kilka razy bezskutecznie zwracała się o pomoc do rady wiejskiej i zarządu artelu. Nie mając nadziei na uzyskanie pomocy, postanowiła zabić i zjeść własną córkę.
Pod koniec marca 1932 r., kiedy usnął syn, zawołała do siebie córkę, następnie wziąwszy nóż stołowy, poderżnęła jej krtań. Później położyła jej ciało na ławce, przykryła i poszła spać. Następnego dnia odcięła dziewczynce głowę i włożyła do kotła. Pozostałą część ciała pokroiła i zakopała w gnoju.
Iwan Wołosenko (wieś Steciwka, obwód kijowski) wspomina, jak udało mu się uniknąć śmierci. „Było to wiosną 1933 r., kiedy brat Mitia poszedł do szkoły, mama poszła do sieni i zablokowała ryglem drzwi, żeby nikt nie mógł wejść do chaty. Sama pozostała w sieni, żeby nie patrzeć na to, co się miało stać. Ojciec zaczął ostrzyć nóż: pewnie myślał (a może był już zupełnie nieprzytomny), że nic nie rozumiem (miałem wtedy sześć lat). Patrzę na nóż, ogarnia mnie strach (rzecz jasna domyśliłem się, po co ostrzy się nóż) i zacząłem straszliwie krzyczeć. A ojciec choćby co - nadal ostrzył nóż. Widocznie z głodu stracił rozum. Słysząc mój krzyk, przybiegł do naszej chaty sąsiad Fedir Pikowśkyj, który mnie uratował."
Istniały też grupy, zajmujące się mordowaniem ludzi, których następnie zjadano, niejednokrotnie przy tym sprzedawano ludzkie mięso na bazarach.
Dokładnie nie wiadomo, do ilu aktów kanibalizmu doszło podczas Wielkiego Głodu na Ukrainie. Kijowskie GPU 12 marca 1933 r. informowało szefa GPU USRR, że „ostatnio" codziennie z rejonów obwodu otrzymuje dziesięć i więcej doniesień o kanibalizmie. Pewne pojęcie o liczbie aktów ludożerstwa dają materiały Archiwum Państwowego MSW Ukrainy. W 1933 r. za kanibalizm skazano na okres od 3 lat do 5 lat łagrów 1483 osoby. 1022 sprawy dotyczą osób skazanych za popełnienie aktów antropofagii na karę 10 lat łagrów lub śmierci. Z tych danych wynika, że w latach 1932-1933 skazano za kanibalizm co najmniej 2505 osób. Należy pamiętać, że często jedna skazana osoba miała na sumieniu kilka lub kilkanaście ofiar, więc można sobie uświadomić, ile osób poniosło śmierć w ten właśnie sposób. 
Okładka tygodnika WPROST: 10/2007
Więcej możesz przeczytać w 10/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 2
  • wioleta IP
    W Irlandii pod koniec XIX wieku też był Wielki Głód: Great Famine, który spowodował, że ze społeczeństwa 8mln do nie dawna było 3.5mln. 2 mln umarły z łodu a 2 mln wyemigrowały do USA i Kanady. Stało się tak dzięki temu, iż podczas nieurodzaju ziemniaków resztki tych co były uprawiane i zbierane Kościół Katolicki sprzedawał Anglikom i Francji, a rolnicy, którzy przy nich pracowali umierali z głodu. Dzięki temu teraz budynki kościołów stoją w Irlandii puste. Każdy się poznał na biznesie Kościoła a księży poznał jako normalnych ludzi: raz chłopczyk a raz dziewczynka.
    • olki1988@op.pl IP
      System bolszewicki to był jeden wielki terror.W imię ateizacji niszczono kościoły, zabijano księży i wiernych.Ktokolwiek broni zsrr a;bo się nim zachwyca jest albo komunistą albo jest niedinformowany albo uległ propagandzie

      Czytaj także