Pawłowicz wzywała Szwecję do oddania skarbów z potopu. Mamy szanse je odzyskać? Pytamy autora książki polecanej przez sędzię TK

Pawłowicz wzywała Szwecję do oddania skarbów z potopu. Mamy szanse je odzyskać? Pytamy autora książki polecanej przez sędzię TK

Rzeczywiście, tuż po zawarciu pokoju oliwskiego, Janowi Kazimierzowi udało się doprowadzić do zwrotu Metryki Koronnej, korespondencji dyplomatycznej oraz pewnej liczby pomniejszych dokumentów i rękopisów, łącznie pięciu skrzyń akt. Na fali dobrych stosunków ze Szwecją, akcję kontynuował Jan III Sobieski. Udało mu się uzyskać 150 pozycji z biblioteki Zygmunta Augusta. Kolejny sukces w odzyskiwaniu akt odnieśli dopiero Czartoryscy w XIX wieku, przywożąc do Polski dokumenty z biskupiego archiwum warmińskiego – 13 tomów ksiąg i listów. Jednak lwia część zagrabionych rękopisów i ksiąg pozostaje do dzisiaj w Szwecji.

„Taki był świat”

A jak Szwedzi patrzą dziś na zrabowane dobra? Oczywiście większość z nich nie ma pojęcia, czym był był potop. Jamkowski opowiedział nam jednak o reakcji pastora ze Skokloster, u którego w parafii również znajdują się zagrabione z polski rzeczy, w tym ambona czy ołtarz. – Pastor, z którym rozmawialiśmy wyraźnie się krygował, mówiąc „tak, oskarżają nas, że mamy kradzione rzeczy, ale taki był świat. A w ogóle my się tym dobrze opiekujemy”.

I jak przyznaje autor książki o zabytkach z potopu, argument o ogólnoeuropejskim dziedzictwie, dobrej opiece nad zbiorami w Szwecji i bezproblemowym udostępnianiu ich jest często powtarzany.

Trzeba przyznać Szwedom absolutnie rację, że udostępnianie polskich zabytków jest wzorowe. Oni je konserwują, dbają o nie, pokazują je, wypożyczają na wystawy w Polsce, udostępniają naukowcom i filmowcom. Nie spotkaliśmy się z absolutnie najmniejszymi problemami z dostępem do poloników w szwedzkich archiwach, a byliśmy w bardzo wielu z nich. Jeśli o to chodzi to Szwedzi zachowują się wzorowo – podkreśla autor. – Oczywiście można powiedzieć: sami również umiemy dbać o swoje rzeczy i nie trzeba nam ich przechowywać po drugiej stronie Bałtyku. Jest w tym wiele racji, ale sytuacja prawna jest taka, że zrzekliśmy się tych rzeczy – dodaje.

„Potrzebna jest dyplomacja, nie pokrzykiwanie na Twitterze”

Czy mimo to istnieje szansa na zwrot zagrabionych dzieł kultury? – Ze zwrotem majątków sprzed ponad 300 lat jest poważny problem. W zasadzie nie ma chyba przykładów masowego zwrotu efektów takiej grabieży – uważa dr Adamkiewicz, jednak od razu przekonuje, że nie wszystko jest stracone. – Teoretycznie traktaty międzynarodowe i ich postanowienia nie ulegają przedawnieniu, ale w praktyce czas, interesy polityczne i odmienna rzeczywistość geopolityczna, leczy rany. Obecnie, jeśli dochodzi do takich zwrotów, to wynika to z dobrej woli strony, która takowe dobro posiada. Dzieje się to często po długich negocjacjach urzędników odpowiednich ministerstw czy instytucji kultury. Na masowy zwrot nie ma więc raczej szans, natomiast na odzyskiwanie pojedynczych rzeczy już jak najbardziej – podkreśla historyk.

Podobnego zdania jest Marcin Jamkowski, który w trakcie kręcenia swojego filmu osobiście rozmawiał ze szwedzkimi muzealnikami.

W tej chwili jest dobry klimat do rozmów o zwrocie zabytków na świecie. Generalnie się o tym zaczyna mówić, zaczyna to być postrzegane jako kwestia istotna, żeby tego typu rzeczy wracały do kraju pochodzenia. Szwedzi mogliby coś nam oddać – ocenia. – Nieoficjalnie historycy szwedzcy mówili nam „słuchajcie, my mamy tego bardzo dużo. To są rzeczy, które dla nas, tak jak rolka sztokholmska, nie miały żadnej wartości”. Nie było koneksji serc. Z niczym im się to nie kojarzyło. Ładny obraz, ale co z tego? A dla nas rolka sztokholmska to tak niesłychanie cenna rzecz, że tylko raz na 10 lat wyjmuje się ją z sejfu na Zamku Królewskim – dodaje.

Rzeczywiście w 1974 roku premier Szwecji Olof Palme zwrócił tzw. rolkę sztokholmską, wysoki na 27 centymetrów, a długi na 16 metrów obraz nieznanego artysty, powstały w pierwszej dekadzie XVII wieku, prezentujący wjazd polskiego króla Zygmunta III do Krakowa z okazji jego małżeństwa z austriacką arcyksiężniczką Konstancją. Obecnie rolka sztokholmska, nazywana także rulonem polskim znajduje się na Zamku Królewskim w Warszawie. Ostatnio była publicznie wystawiona w 2019 roku.

Takich zwrotów mogłoby być prawdopodobnie więcej. Ale do tego jest potrzebna delikatna dyplomacja. Do tego potrzebny jest być może jakiś międzynarodowy deal polsko-szwedzki: My kupimy od was statek, czy helikoptery, ale za to wy nam dorzucicie pisma Kopernika, czy coś innego – uważa Jamkowski. – Takie rzeczy powinno się załatwiać po cichu, powinni to załatwiać dyplomaci. Opinia publiczna powinna się o tym dowiadywać dopiero wtedy, jak ten deal byłby już dopięty – dodaje.

Jamkowski, wywołany bezpośrednio przez sędzię Pawłowicz do dyskusji na Twitterze w tej sprawie ocenia, że zaproponowany przez nią sposób wywarcia nacisku byłby zupełnie nieskuteczny.

Pokrzykiwanie na Twitterze na piłkarzy uważam za rzecz, która nie przyniesie absolutnie żadnej korzyści. Takich spraw nie prowadzi się w taki sposób. To absolutnie bezcelowe, bezzasadne, a dodatkowo szkodliwe działanie – ocenia nasz rozmówca. – Wpisy Krystyny Pawłowicz dla sprawy odzyskania polskich dóbr zrobią tyle samo dobrego, co twitterowe wpisy Donalda Trumpa dla amerykańskiej demokracji – dodaje.

Podobnego zdania jest dr Adamkiewicz. – Zwroty zagrabionych dóbr czasem mają miejsce, ale częściej w wyniku żmudnych rozmów i negocjacji pomiędzy ministerstwami i instytucjami kultury, niż pod wpływem twitterowej szarży sędzi Trybunału Konstytucyjnego – podkreśla.

Czytaj też:
Były prezydent kpi z wpisu Krystyny Pawłowicz: Myślę, że teraz Szwedzi się poddadzą