Drugiego dnia świąt – w Wielki Poniedziałek (6 kwietnia) – parlamentarzysta Nowej Lewicy udostępnił zdjęcia dzikich zwierząt, które zostały odstrzelone.
Do zdarzenia doszło na terenie jednej z warszawskich dzielnic. Osoba mieszkająca na terenie blokowiska zobaczyła, że przy tulipanach w ogródku obok budynku, znajdują się dziki. Było ich tam dokładnie siedem (jeden dorosły i sześć małych).
Co stało się kilkanaście minut później? Jak twierdzi poseł Litewka, zostały na oczach mieszkańców zabite, a następnie ich ciała umieszczono w śmietnikach.
Internauci wstrząśnięci. Łukasz Litewka zwrócił się do Rafała Trzaskowskiego. Głos ws. zabrali urzędnicy
Oto pełna treść popołudniowego posta polityka. „W Warszawie święta obchodzono w wyjątkowy sposób. Osoba mieszkająca w bloku zgłosiła, że przy jej tulipanach kręci się kilka dzików. Dokładnie siedem – w tym sześć małych. Wszystkie po kilkunastu minutach zostały odstrzelone na oczach mieszkańców (w tym dzieci) i wrzucone do kubłów na śmieci. Panie Rafał Trzaskowski, żeby Pana służby tak szybko działały tam, gdzie są potrzebne. Trudno gratulować «interwencji». Te obrazki zostaną dłużej [w pamięci – red.] niż te tulipany” – zakończył z bólem.
Reakcje użytkowników Facebooka mówią same za siebie – „rozzłoszczoną” emotkę kliknęło blisko 22,5 tys. osób. Wśród ponad 13,5 tys. komentarzy pojawiła się cała masa niepochlebnych słów, zaadresowanych do tych, którzy odstrzelili zwierzęta, jak i urzędników, którzy na to zezwolili.
A co na to magistrat? – Mieszkańcy przez dziewięć godzin zgłaszali nam obecność dzików. Zwierzęta były przepędzane z różnych miejsc. W sumie było to 18 zgłoszeń od mieszkańców i cztery zgłoszenia od policji. W wyniku tych zgłoszeń oraz wiedzy naszych łowczych, że w tej sytuacji nie jesteśmy w stanie tych dzików nigdzie przepłoszyć, zapadła decyzja o ich uśpieniu – poinformowała dyrektorka-koordynatorka ds. Zielonej Warszawy. I choć dziki nie zostały odstrzelone, jak zasugerował w poście Litewka, to jednak później je zabito – ale nie przy użyciu ostrej amunicji. – Nigdy nie strzelamy w tak gęstej zabudowie. To jest kwestia życia i zdrowia ludzi. Nigdy nie strzelamy ostrą amunicją w przestrzeni tak mocno zurbanizowanej. W takich przypadkach, zgodnie z wszystkimi przepisami dotyczącymi m.in. ASF [Afrykański Pomór Świń – red.], my mamy obowiązek te dziki zutylizować. Tym zajmują się odpowiednie firmy. Te dziki są czasem zabierane w takich plastikowych pojemnikach do pojazdu, który potem przewozi je do utylizacji – wskazała Magdalena Młochowska. Jak wyjaśniła, wśród zwierząt, które zostały wczoraj pozbawione życia, nie było warchlaków.
Ekspertka zaalarmowała. „Przepłaszany z miejsca na miejsce dzik może zaatakować”
Przedstawicielka magistratu wskazała, że miasto musi to robić – utylizacją zajmują się firmy do tego uprawnione. – Te dziki są czasem zabierane w takich plastikowych pojemnikach do pojazdu, który potem przewozi je do utylizacji – ujawniła. Jak dodała, według przepisów takie zwierzęta uznawane są za odpady niebezpieczne. Ponadto „taki dzik, który jest cały czas przepłaszany z miejsca na miejsce, w końcu zaczyna też odczuwać stres i może zaatakować” – wyjaśniła w rozmowie z redakcją rozgłośni.
Kontynuują wątek ASF, Młochowska wytłumaczyła, że z uwagi na to zagrożenie nie można relokować dzików. – Przez lata my wywoziliśmy tysiące dzików rocznie z terenu Warszawy. To było bardzo pomocne z punktu widzenia kontroli populacji i rzeczywiście wpływało na to, że nie mieliśmy tak dużo interakcji między dzikiem a człowiekiem – powiedziała. Dzisiaj jednak mieszkańcy stolicy potrafią nawet 300 razy dziennie zgłaszać m.in. służbom, że dziki uprzykrzają im życie. – Bardzo wiele z tych interwencji nie kończy się uśmierceniem dzika, natomiast w tym przypadku zapadła taka decyzja. Jeśli interwencja dotyczy miejsc bardziej zielonych, taka decyzja nie zapada – podkreśliła szefowa programu Zielona Warszawa.
facebookCzytaj też:
Plac zabaw zamienił się w śmiertelną pułapkę. Dziki nie żyją, mieszkańcy wściekliCzytaj też:
Dziki w mieście. Jak bardzo są niebezpieczne dla człowieka?
