Sondaże to nie wszystko

Sondaże to nie wszystko

Dodano:   /  Zmieniono: 
Z badaniami opinii publicznej jest jak z obietnicami wyborczymi – nie należy im zbytnio wierzyć.
Przewaga Obamy w sondażach nie oznacza jeszcze, że wyścig się skończył. Po pierwsze, podają one rozbieżne wyniki. W zasadzie jedynym, co można z nich wywnioskować, jest to, że Obama prowadzi. W ciągu minionych kilku dni, jego przewaga wahała się od 3 (Fox News) do 15 procent (Pew Research). Zważywszy na margines błędu, który w przypadku czarnoskórego kandydata może być większy niż zwykle, ostateczne wyniki wciąż mogą być niespodzianką. Po drugie, z uwagi na specyficzny system wyborczy USA, sondaże ogólnokrajowe nie są najlepszym sposobem na wytypowanie zwycięzcy. Kilka razy zdarzyło się nawet tak, że kandydat, który zdobył więcej głosów w wyborach powszechnych, przegrał prezydenturę w Kolegium Elektorskim.

Z drugiej strony, badania opinii publicznej prowadzone w pojedynczych stanach również wskazują na przewagę kandydata Demokratów. Tyczy się to szczególnie swing states, zdobyciu których poświęcona jest cała kampania. Floryda, Ohio, czy Pensylwania, które do niedawna nie opowiadały się jednoznacznie za żadną z partii, w sondażach coraz bardziej przechylają się na stronę Obamy. Kandydat, który wygra w tych stanach i tym samym wykroczy poza tradycyjne bastiony Republikanów czy Demokratów, zyska 270 głosów elektorskich niezbędnych do zwycięstwa. Istnieją więc sondaże, na podstawie których można rzeczywiście przewidzieć wygraną Obamy, ale nie są to te, o których najczęściej mówią media.