Politycy wkraczają w decydującą fazę kampanii wyborczej. Już tylko trochę ponad tydzień pozostał im do ostatecznego rozstrzygnięcia. Warto zastanowić się, czego nowego dowiedzieliśmy się od czasu zakończenia pierwszej tury.
Po pierwsze wiemy już, że nie tak łatwo przygotować debatę między dwoma kandydatami. To co przez tyle lat wydawało się rzeczą naturalną, że w pewnym momencie spotykają się oponenci polityczni by stawić czoła poglądom przeciwnika, nagle okazało się rzeczą nad wyraz skomplikowaną. Trzeba ustalić pasującą obu kandydatom datę, wybrać telewizję, tematykę rozmów i masę innych szczegółów. W całym tym zamieszaniu wyborca wydaje się schodzić na plan dalszy.
Dowiedzieliśmy się również, że stacja telewizyjna Polsat zbyt wiele wspólnego z polityką nie ma. Wieczoru wyborczego nie było, debaty będą w TVP i TVN, nawet Jarosław Kaczyński ma przeprosić w konkurencyjnych stacjach. Bardzo szkoda, bo sytuacja jaka miała miejsce w mediach po katastrofie smoleńskiej pokazała potencjał jaki tkwi w Polsat News i dawała nadzieję na obiektywną telewizję informacyjną. Niestety Polsat News bez Polsatu będzie niewiele znaczącą hybrydą, a kampania prezydencka wydawała się najlepszym momentem do wypromowania konkurencji TVN24.
I przede wszystkim dowiedzieliśmy się, że Grzegorz Napieralski właśnie rozmienia swoje poparcie na drobne. Nie dość, że zastanawia się jak panna na wydaniu, kogo poprzeć, to jeszcze rozpoczął ze swoimi wyborcami dość dziwną grę. Bo czy polityk powinien się pytać swoich wyborców, kogo ma poprzeć? Jeżeli garstka osób sprawi, że Grzegorz Napieralski zmieni swoje zdanie to jest on politykiem niewiarygodnym. Jeżeli owa garstka osób nie wpłynie wystarczająco na kandydata lewicy i okaże się, że ich głos w dyskusji nie miał znaczenia to jest to niepotrzebne zawracanie głowy wyborcom i lekceważenie ich zdania. Jeśli znów Grzegorz Napieralski sam nie wie, kogo wybrać to może lepiej niech się do tego nie przyznaje, jeżeli chce być traktowany jako poważny kandydat. Lider SLD był określany jako zwycięzca po pierwszej turze, teraz strzela sobie wyrównującego samobója.
Piotr Kalsztyn
Dowiedzieliśmy się również, że stacja telewizyjna Polsat zbyt wiele wspólnego z polityką nie ma. Wieczoru wyborczego nie było, debaty będą w TVP i TVN, nawet Jarosław Kaczyński ma przeprosić w konkurencyjnych stacjach. Bardzo szkoda, bo sytuacja jaka miała miejsce w mediach po katastrofie smoleńskiej pokazała potencjał jaki tkwi w Polsat News i dawała nadzieję na obiektywną telewizję informacyjną. Niestety Polsat News bez Polsatu będzie niewiele znaczącą hybrydą, a kampania prezydencka wydawała się najlepszym momentem do wypromowania konkurencji TVN24.
I przede wszystkim dowiedzieliśmy się, że Grzegorz Napieralski właśnie rozmienia swoje poparcie na drobne. Nie dość, że zastanawia się jak panna na wydaniu, kogo poprzeć, to jeszcze rozpoczął ze swoimi wyborcami dość dziwną grę. Bo czy polityk powinien się pytać swoich wyborców, kogo ma poprzeć? Jeżeli garstka osób sprawi, że Grzegorz Napieralski zmieni swoje zdanie to jest on politykiem niewiarygodnym. Jeżeli owa garstka osób nie wpłynie wystarczająco na kandydata lewicy i okaże się, że ich głos w dyskusji nie miał znaczenia to jest to niepotrzebne zawracanie głowy wyborcom i lekceważenie ich zdania. Jeśli znów Grzegorz Napieralski sam nie wie, kogo wybrać to może lepiej niech się do tego nie przyznaje, jeżeli chce być traktowany jako poważny kandydat. Lider SLD był określany jako zwycięzca po pierwszej turze, teraz strzela sobie wyrównującego samobója.
Piotr Kalsztyn