Nic się nie zmienia

Nic się nie zmienia

Dodano:   /  Zmieniono: 3
Kiedy ostatnio przeczytałem wypowiedź politologa George’a Friedmana, że wszystkie jego prognozy się sprawdzają, przypomniał mi się sławny tekst George’a Orwella na temat niegdyś bardzo znanego politologa Jamesa Burnhama. Orwell pisał: „Burnham przewiduje, że to, co jest, będzie trwało. Jest to nie tylko zły nawyk myślowy czy przesada, lecz poważna choroba umysłowa, której źródłami po części są tchórzostwo, a po części uwielbienie siły – też forma tchórzostwa”. Podejrzewam, że pisząc o obecnej sytuacji na świecie, wielu politologów ulega nieświadomemu wpływowi Jamesa Burnhama (autora znanej „Rewolucji menedżerów”). Też przewidują, że to, co obecnie jest, będzie trwało, a nienawidzą niespodzianek, przez co stają się bezużyteczni.

Mniejsza jednak o niektórych, często bardzo znanych politologów, ważniejszy jest ich wpływ na stagnację naszych poglądów. Na przykład przez ostatnią dekadę słyszeliśmy bez przerwy, jak to gospodarka Chin spowoduje zmianę konfiguracji światowej. Niektórzy jeździli tam bez przerwy i podziwiali oraz prorokowali. Kiedy teraz nagle okazuje się, że to kolos na glinianych nogach, następuje odwrót i w zachodnich periodykach czytam nowe objawienie: w Chinach miliard ludzi głoduje, gospodarka wyczerpała impulsy rozwojowe, Brazylia – to jest to. Nie ma rozwoju gospodarczego bez demokracji, bo brak demokracji sprawił, że w Chinach nie ma nowej myśli technicznej, a jest tylko naśladownictwo. Gdyby ktoś to powiedział sześć lat temu, wyśmiali by go.

Podobnie z Grecją, ze spekulacjami finansowymi czy z rosnącym nacjonalizmem. Kiedy George Soros lata temu pisał, iż państwa narodowe powinny roztropnie kontrolować swoje pieniądze i nie dawać mu zarobić kroci w jedną noc (miliard funtów na Wielkiej Brytanii), traktowano to niemal jako żarty wielkiego finansisty, który tak usprawiedliwia swoje poczynania. Teraz wszyscy o tym myślą, ale politologowie boją się wypowiedzieć, bo jeszcze nie ma gotowego stanowiska silnych, czyli polityków i miliarderów. Poczekamy na wybory w Ameryce i, zależnie od rezultatu, będziemy mieli masy zwolenników zwiększenia nadzoru państwa oraz podatków lub odwrotnie. A ja bym naiwnie chciał wiedzieć, co by było lepiej uczynić, jakie rozwiązanie ma większy sens. Dopóki siła się nie wypowiedziała, dopóty komentatorzy polityczni też milczą lub piszą na zasadzie: z jednej strony, z drugiej strony.

Całkiem inny przykład: stan demokracji. Po fali entuzjazmu, że świat arabski się demokratyzuje (co dla każdego rozsądnego człowieka było co najmniej pod znakiem zapytania), przychodzi fala rozczarowania, że to jednak są muzułmanie i zachowują się jak muzułmanie. Nikt tego przedtem nie zauważał. Jednak, co ważniejsze, większość politologów zgadza się, że mamy kłopot z demokracją. Przed kilkoma dekadami politologią rządzili uczeni przekonani, że demokracji nie trzeba specjalnie zmieniać, wystarczą lekkie poprawki. Panował demokratyczny entuzjazm. Obecnie wszyscy boją się zabierać głos na ten temat, bo jeszcze nie wiadomo, co lepiej – więcej demokracji czy mniej demokracji, a więcej decyzji odgórnych. Konieczność dokonania zmian wprawia komentatorów w stan osłupienia, bo dla nich zmiana jest nieszczęściem. Żeby dokonać zmiany, trzeba coś wymyślić. Dawniej czyniono to nieustannie, obecnie – ponieważ rozlicza się politologów i komentatorów natychmiast po ich wypowiedziach – wielkich planów i propozycji brak. A przecież właśnie dzięki takim szaleńczo odważnym planom intelektualnym w ogóle mamy demokrację, inaczej byśmy do dzisiaj trwali w oświeconym (daj Boże) absolutyzmie. W jakim kierunku zmieniać, co zmieniać, jak to wyjaśnić społeczeństwom przywykłym do mechanicznej demokracji arytmetycznej? Pytam gromkim głosem: kto nie tyle zna odpowiedź, bo wiem, że nikt, ile kto o tej odpowiedzi odważa się myśleć? Politologowie na pewno nie, bo, jak widzieliśmy, zmiana nie jest ich domeną.

Trzeba zatem sięgnąć do wróżek, czyli do filozofów, którzy odważą się przezwyciężyć wspominany przez Orwella strach i zaryzykować konstruowanie zupełnie nowych scenariuszy. Albowiem już niedługo świat niekoniecznie będzie gorszy, ale na pewno zasadniczo inny.
Więcej możesz przeczytać w 41/2012 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 3

Czytaj także