Proszę, pozwól mi odejść

Proszę, pozwól mi odejść

Nie skarżył się, bo kto by uwierzył, że przystojny facet, dyrektor w międzynarodowej korporacji, jest ofiarą przemocy domowej.

Średniego wzrostu, do czterdziestki zostało mu jeszcze parę lat. Uśmiechnięty człowiek sukcesu. W pracy stanowczy i zdecydowany. Nikt nie miał pojęcia, co się działo za drzwiami jego stumetrowego apartamentu.

Pierwszy raz zdarzył się jeszcze przed ślubem. – Uderzyła mnie w ramię tak, że zrobił się ogromny wylew – mówi Tomek. – Potem kolejny siniak, kolejne wyzwiska. To był dla mnie straszny wstyd. Nie, nie oddawałem, nie umiałem jej uderzyć ani nie umiałem przerwać jej agresji. Teraz wiem, że starała się bić tak, żeby nie było widać śladów. Celowała zwykle w tułów, bo wiedziała, że spod garnituru sińców nie będzie widać. Tylko raz uderzyła mnie w oko. Pamiętam wstyd, gdy w pracy opowiadałem o bliskim spotkaniu z kuchenną szafką. Raczej nie uwierzyli, wiem, że śmiali się po kątach. Czasami drapała. Po twarzy. Tego nie dawało się już ukryć – mówi Tomek. Na początku ataki agresji żony przyjmował jak swoistą normę. – W domu rodzice często się kłócili, więc uznałem, że jest to normalne. Kochałem ją. Oszukiwałem się, że to zdarzenia epizodyczne, że to minie. Niestety było coraz gorzej – mówi. Nie robił obdukcji, nie wzywał policji. Gdy pytam dlaczego, tylko się uśmiecha. – To oczywiste. Bałem się ośmieszyć – mówi.

Mariusza Moderskiego, psychologa i od 11 lat konsultanta w Stowarzyszeniu na rzecz Przeciwdziałania Przemocy „Niebieska Linia”, zachowanie Tomka nie dziwi. – To nic niezwykłego. Zgłosił się do mnie niedawno pan, który przez trzy lata doznawał przemocy psychicznej i fizycznej. Kiedyś nie wytrzymał i wezwał policję. Jeden z funkcjonariuszy spytał go ironicznie: „Co pan? Z babą nie umie sobie poradzić?”. Policjanci odjechali – wspomina Moderski.

Badania TNS OBOP mówią, że wśród ofiar przemocy domowej mężczyźni stanowią 5 proc. Statystyki uwzględniają tylko przypadki, w których ludzie do takiego doświadczenia się przyznają, a to zapewne ułamek rzeczywistej liczby. Wielu pokrzywdzonych nie szuka pomocy.

Przełamując wstyd

Silny i zaradny mężczyzna nie pasuje do wizerunku ofiary. – Ukuło się nawet takie głupie powiedzenie, że gdy mężczyzna bije kobietę, to przestępstwo, a gdy mężczyzna doświadcza przemocy ze strony kobiety, to wstyd – mówi Kamila Kucharczyk, psycholog, terapeuta. – Wynika to głównie z niezrozumienia problemu. Sprawca przemocy wybiera taki rodzaj działania, w którym jest lepszy od ofiary. Mężczyzna zazwyczaj jest silniejszy od kobiety fizycznie, a kobieta od mężczyzny psychicznie. Dlatego kobiety stosują przede wszystkim przemoc psychiczną, czasem ekonomiczną – tłumaczy Kamila Kucharczyk.

Konsultanci Niebieskiej Linii w 2012 r. przeprowadzili prawie 14 tys. rozmów telefonicznych i odebrali ponad 1,2 tys. e-maili (to rekord w historii pogotowia), w tym roku od stycznia do czerwca odebrali 6,7 tys. telefonów, z tego 20 proc. od mężczyzn. – Każda osoba, która zadzwoni, może otrzymać wsparcie psychologiczne, informacje o procedurach i możliwościach prawnych. Możemy też podjąć interwencję, gdy zgłosi się do nas świadek przemocy lub osoba poszkodowana – tłumaczy Karolina Radzikowska, psycholog, konsultantka Niebieskiej Linii. Tyle że mężczyzn zgłasza się niewielu. Z poczucia wstydu i z powodu bagatelizowania problemu, bo przecież spektakularne ataki nie zdarzają się codziennie. Na co dzień są tylko czepianie się, pretensje, opresja słowna. W domu Tomka każdy powód był dobry, by zaczęła się awantura. – Wystarczyło, że kupiłem jej wisiorek, który się nie spodobał, albo do końca czerwca nie mieliśmy zaplanowanego urlopu. Kiedyś zrobiła mi awanturę pod kinem, bo nie umiałem wybrać filmu. Często się żaliła, że jej nigdzie nie zabieram, a kiedy zaproponowałem kolację w piątek o 20.00, mówiła, że to za późno na jedzenie. Powtarzała mi też ciągle: „Nie myśl sobie, że jesteś taki fajny”. Wbijała mnie w ziemię, a moja samoocena spadła do zera. Żeby jej nie skrzywdzić, wyżywałem się na przedmiotach. To wszystko słyszeli sąsiedzi. Było mi przed nimi wstyd, nie miałem odwagi spojrzeć im w oczy – wspomina Tomek.

To twoja wina

Anię poznał na studiach. – Miłość od pierwszego wejrzenia. Szybko zamieszkaliśmy razem – wspomina Tomek. – Wychowywała się bez ojca, jej mama wyraźnie nie radziła sobie z rolą samotnej matki, miała objawy depresji. Kiedyś nawet zapytałem Anię, czy ona nie potrzebuje pomocy, na co usłyszałem, że chcę z jej matki zrobić wariatkę. Czasem dawały o sobie znać jej kompleksy. Ja jestem z rodziny inteligenckiej, ona nie. Frustracja na tym tle zaczęła narastać.

Żona oskarżała Tomka, że ją prowokuje. – Krzyczała: „Widzisz, do czego mnie doprowadziłeś?! Jesteś potworem!”. Teraz wiem, że był to szantaż emocjonalny. Dotąd powtarzała, że to moja wina, aż uwierzyłem – mówi. I to on czuł się winny, że ona „musi” go karać. Jak większość ofiar przemocy. – Sprawca zwykle przenosi odpowiedzialność za to, co się stało, na ofiarę. Wmawia jej, że jego reakcja była odpowiedzią na jej niewłaściwe zachowanie. Poczucie winy to jedno z wielu uczuć, jakie im towarzyszą: osamotnienie, poczucie wyobcowania, znalezienia się w sytuacji bez wyjścia, apatia. W dużej mierze odpowiedzialne za to jest społeczeństwo. Dla wielu Polaków przemoc domowa jest nadal czymś normalnym – podkreśla Kamila Kucharczyk. Teraz pracuje z mężczyzną w podobnej sytuacji jak Tomek. – Tylko z jednym – podkreśla psycholożka. – Większość moich pacjentów to jednak kobiety – dodaje.

Ania usiłowała go wpędzić w poczucie winy także wtedy, gdy Tomek się dowiedział, że go zdradza. – Zapytałem ją, czy to prawda. Liczyłem oczywiście na to, że usłyszę zaprzeczenie. W odpowiedzi rzuciła się na mnie z nożem. Chyba tylko cudem udało mi się go wyrwać z jej ręki. To był przełom – wspomina Tomek. Zrozumiał, że ona naprawdę może go zabić, i zażądał separacji. – Myślałem, że rozwód będzie formalnością. Już wiem, że nie – mówi. – Spotkałem wspaniałą dziewczynę, zupełnie inną od mojej żony. Jej rodzina, wiedząc o moich przejściach, przyjęła mnie z otwartymi rękami. Niestety żona, gdy dowiedziała się, że kogoś mam, zapałała chęcią powrotu i rozpoczęła wojnę. Udało jej się zdobyć numer telefonu mojej partnerki, zaczęły się groźby, straszenie, nękanie. Dziewczyna nie wytrzymała i odeszła – opowiada Tomek.

Żona wykorzystała również jego rodziców. Przekonywała, że są dla niej prawdziwą rodziną, jakiej nigdy nie miała, przecież wychowywała się bez ojca. – Odegrała rolę biednej, skruszonej i skrzywdzonej przez los kobiety. Rodzice stanęli po jej stronie i to ja wyszedłem na drania – mówi Tomek i dodaje: – Ostatnio napisała do mojego szefa, że miałem romans ze współpracownicą, co w firmie jest zabronione. Jej poczynania zaskakują już nawet moich prawników – mówi. Kiedyś żałował, że nie ma dzieci, ale teraz cieszy się z tego, bo gdyby żona dostała jeszcze ten argument do ręki, nigdy by się od niej nie uwolnił. Mariusz Moderski wspomina jednego z pacjentów, którego żona szantażowała dziećmi tak skutecznie, że dostawała wszystko, czego chciała, a chciała głównie pieniędzy.

Nie opuścisz mnie

Większość ofiar nie potrafi odejść od prześladowcy. – Dokąd mają pójść? Często dom, mieszkanie budowali wspólnie przez lata. Z dnia na dzień nie opuszcza się takiego dorobku – tłumaczy Kamila Kucharczyk. Ania postanowiła się wyprowadzić z wynajmowanego mieszkania do ich apartamentu, a jego rzeczy wyrzuciła za drzwi, krzycząc, jakim to jest łajdakiem. Tomkowi zostało błąkanie się po hotelach. Mógłby zamieszkać z rodzicami, którym w końcu opowiedział, co się działo z nim i jego życiem przez dziesięć lat. Zrozumieli, że to nie on jest winien rozpadu związku. Nie chce jednak do nich wracać. Musi być samodzielny, musi w spokoju poskładać się na nowo. Najbardziej go teraz męczy samotność. – Rodzeństwa nie mam. Przyjaciół, takich prawdziwych, z którymi mógłbym bez poczucia upokorzenia rozmawiać o sobie, też straciłem. Rodziców nie chcę wciągać w swoje problemy bardziej niż to konieczne. Po jednej z wizyt mojej żony mama z nerwów wylądowała w szpitalu. Muszę się starać im tego oszczędzić. Jestem z tym koszmarem sam, ale tak naprawdę nikt mi nie pomoże, jeśli sam się nie uporam z przeszłością i nie będę wiedział, czego chcę – przyznaje.

W literaturze fachowej mówi się o cyklach przemocy. Pierwsza faza to narastające napięcie. Zaczynają się kłótnie, atmosfera w domu staje się trudna do zniesienia. Ofiara stara się spełnić wszystkie zachcianki sprawcy, żeby go udobruchać. Druga to faza gwałtownej przemocy: wybuch szału najczęściej spowodowany drobiazgiem. Ofiara przeżywa szok, nie może uwierzyć, że do tego doszło. Trzecia jest nazywana fazą miodowego miesiąca: to czas skruchy, przeprosin, okazywania miłości partnerowi i rodzinie. Ofiara zaczyna wierzyć, że partner się zmienił. A potem znów rośnie napięcie. – Właśnie przez tę cykliczność trudno jest odejść od kata – tłumaczy Kamila Kucharczyk.

Tomek od sześciu tygodni chodzi na terapię. Próbuje uporządkować emocje. – Chcę zacząć nowe życie. Nie zakładam, jaki będzie efekt terapii. Czy wrócę do żony? Z sentymentalnego punktu widzenia wydaje się to możliwe, ale z racjonalnego nie. Wiem, że zależy jej wyłącznie na pieniądzach. Mimo własnej stabilnej pracy ma jasne i proste żądania: oddajesz mi cały majątek plus alimenty z każdej pensji albo wracasz do mnie. A gdzie miejsce na uczucia? To może się wydawać dziwne, ale nie umiem przejść obojętnie obok prośby o jeszcze jedną szansę, bo nie zawsze było źle. Mówi, że coraz częściej ma momenty, że już wie, czego chce i co musi zrobić. Potem jednak wracają stare wątpliwości, bo może ona naprawdę się zmieni? Trudno tak wyrzucić dziesięć lat nie zawsze złego życia. Takie wahania to też norma. – Chcąc pomagać ofiarom przemocy, trzeba przyjąć ich perspektywę. Osoba, która bije, upokarza, znęca się psychicznie, fizycznie i materialnie, to mąż, żona, ojciec, matka. Dla ofiary to nie tylko kat agresor. Takich sformułowań używają obserwatorzy – mówi Kamila Kucharczyk.

Wokół przemocy narosło wiele mitów. Podstawowy to ten, że dotyczy ona prawie wyłącznie rodzin patologicznych. To nieprawda. Jak mówi Karolina Radzikowska, psycholog, konsultantka z Niebieskiej Linii, przemoc nie wybiera, może wystąpić u rodzin o różnym statusie społecznym. Podobnie nieprawdziwe jest przekonanie, że jej ofiarami są wyłącznie kobiety. Takich jak Tomek jest wielu.

Okładka tygodnika WPROST: 31/2013
Więcej możesz przeczytać w 31/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także