Kamikadze

Kamikadze

O sprawie Olina, szafie Lesiaka i teczce Bolka opowiada Andrzej Milczanowski, były minister spraw wewnętrznych i szef UOP.

Józef Oleksy wciąż opowiada o prowokacji i zamachu stanu, które pan przeprowadził na jego rząd.

Czuję się dotknięty, że powtarza tę nieprawdę jak katarynka. Nie będę się z nim sądził, ale trudno mi zostawić tę sprawę bez komentarza. Przez 15 lat wyjaśniały to prokuratury i sądy. Pan Oleksy powinien te orzeczenia szanować, a nie opowiadać o zamachu, którego nie było.

Pamięta pan, jak to się zaczęło?

Na temat samej sprawy i umorzenia nie chcę rozmawiać, bo wszystko jest tajne.

Oleksy jest premierem, pan ministrem w jego rządzie. 4 sierpnia 1995 r. zaprasza pan na rozmowę ministra spraw zagranicznych Władysława Bartoszewskiego i w towarzystwie oficerów UOP informuje go o podejrzeniach współpracy premiera z rosyjskim wywiadem.

Premiera nie mogłem poinformować, bo istniały wobec niego podejrzenia.

Trzeba mieć nerwy ze stali, żeby wiedząc o tym, spotykać się z nim i nie zdradzić się nawet gestem.

To są zupełnie różne sprawy. Chodziło o bezpieczeństwo państwa. Zostały mi tylko dwie osoby, którym mogłem zaufać i o tym powiedzieć – prezydent i szef polityki zagranicznej. Chciałem, żeby na zebrany materiał spojrzał człowiek kompetentny i uprawniony, ale z zewnątrz. Ktoś, kto ma świeże oko, żeby nie rozmawiać o tym tylko we własnym sosie. Bałem się zarzutu, że bezpieka kombinuje coś we własnym gronie. Było jednak za wcześnie na zawiadomienie prokuratury o przestępstwie. Byliśmy w fazie czynności sprawdzających i nieprocesowych. Prezydent Wałęsa jeszcze nie wiedział o sprawie. Ministra Bartoszewskiego postanowiłem poinformować najpierw.

Dlaczego Bartoszewski?

To autorytet, człowiek doświadczony, do którego mam bezwzględne zaufanie. Poprosiłem o spotkanie i pan minister się nie uchylił. Proszę pamiętać – zbliżają się wybory prezydenckie. Zdaje pan sobie sprawę, co mogłoby się stać, gdyby informacje o naszych podejrzeniach wyciekły? To uderzałoby w kandydata SLD i mogło zmienić losy wyborów.

Bał się pan przecieków?

Wszystko było możliwe. Uważam jednak, że takie ryzyko nie istniało, gdy o tym wiedział minister Bartoszewski.

Rozważał pan ujawnienie sprawy wcześniej?

Nie, bo byłby zarzut, że próbujemy wpływać na wybory. Od początku moja sytuacja była trudna. To był trup w szafie. I nie było dobrego wyjścia, bo sprawę na poziomie operacyjnym należało prowadzić jeszcze jakiś czas. Po wygranej Aleksandra Kwaśniewskiego postanowiłem powiadomić o wszystkim prezydenta elekta. W grudniu 1995 r. poszedłem do niego z ministrem Bartoszewskim. Urzędował w pałacyku Foksal, gdzie miał tymczasową siedzibę. Dałem mu do przeczytania obszerną informację na temat tzw. sprawy Oleksego, prosząc, żeby potwierdził, że się z nią zapoznał. Odmówił.

Miał pomysł, co robić dalej?

Kwaśniewski chciał, żebym kontynuował moją ministerialną misję. Nie zgodziłem się, bo nie widziałem możliwości swobodnego prowadzenia śledztwa.

Dlaczego? Skoro prezydent stwarza panu taką możliwość.

Czy pan mnie uważa za kretyna? Ja byłem kamikadze, ale nie kretynem. Jak miałem to wyjaśnić? W grudniu 1995 r. koalicja SLD z PSL miała trzy czwarte posłów w Sejmie i swojego prezydenta. Zdawałem sobie sprawę, że jeśli zostanę na stanowisku, to i tak mnie rozjadą. Chyba że będę im jadł z ręki. Przecież tej sprawy nie można było zamieść pod dywan. Wyobraża pan sobie, co by się stało, gdyby została wtedy ukryta? Może byłbym ministrem jeszcze przez jakiś czas, ale w końcu i tak musiałbym odejść. Do władzy dochodzi AWS, znajdują dokumenty i do jakiego wniosku dochodzą? Widocznie sam minister w tym tkwił, skoro tego nie ujawnił.

Pan złożył zawiadomienie do prokuratury i z mównicy sejmowej powiadomił posłów, że podejrzewa urzędującego premiera o szpiegostwo. Nie żałuje pan?

Musiałem spełnić swój obowiązek. Nie było to przyjemne. Pamiętam, że na koniec tego przemówienia ogłosiłem swoje odejście. Powiedziałem, że odchodzę z prezydentem Wałęsą, a z ław SLD zaczęli krzyczeć: na szczęście! Stojąc na tej mównicy, nasłuchałem się od nich inwektyw. Kiedy wracałem do ław rządowych, to jeden z ich ministrów wycisnął przez zęby: „skurwysyn”. Nie mogłem dać mu w zęby, bo byliśmy na sali sejmowej.

A na co pan liczył?

Od początku miałem świadomość, że po czymś takim zacznie się na mnie polowanie. Z SLD poszedł na mnie atak szerokim frontem. Wściekły i nieprzerwany, do którego dołączyły się gazety: „Nie”, „Przegląd” i „Polityka”. Pisano o mnie: „notariusz z miasta Filipinek”, „człowiek o miedzianym czole”. Z jednej strony szyderstwa, z drugiej ciężkie zarzuty. W 1996 r. powołano nadzwyczajną komisję sejmową w sprawie Oleksego i zaraz ruszyło śledztwo w prokuraturze wojskowej, w którym byłem świadkiem. Do dziś pamiętam przesłuchanie. Przesłuchiwał mnie jeden prokurator, a drugi w tym czasie był instruowany, o co ma pytać. Mniemam, że trwały jakieś konsultacje.

Była jeszcze Sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej.

Próbowano postawić mnie przed Trybunałem Stanu, ale we wrześniu 2001 r. Sejm odrzucił ten wniosek. Wcześniej Oleksy i SLD złożyli do prokuratury zawiadomienie o przestęstwie, m.in. o zamach stanu i prowokacji. Gdy w 2004 r. prokuratura większość zarzutów umorzyła, oskarżono mnie o zdradę tajemnicy państwowej. Odnośnie do zarzutów umorzonych przez prokuraturę, pan Oleksy jako pokrzywdzony wniósł przeciwko mnie akt oskarżenia. Z jednej strony zarzucił mi, że wprowadziłem w błąd prokuraturę, zawiadamiając ją o przestępstwie, którego nie było, z drugiej – że zrobiłem to za późno. Że nie poinformowałem prezesa Rady Ministrów, czyli jego, o szpiegowskim zagrożeniu państwa, czym działałem na szkodę państwa. Że ujawniłem tajne informacje prezydentowi elektowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu i że w obecności ministra Bartoszewskiego zażądałem dymisji premiera. Niewiele osób wie, że w 2005 r. Józef Oleksy wycofał te oskarżenia i sąd umorzył sprawę.

Jak pan myśli, dlaczego Oleksy się wycofał?

Sadzę, że nie miał żadnych szans na zwycięstwo. Większość tych zarzutów już wcześniej badała prokuratura i je umorzyła. W tej sytuacji szanse skazania mnie były niewielkie. Pełnomocnik Oleksego skupił się wówczas na ostatniej sprawie: zdrady tajemnicy państwowej. Miałem się jej dopuścić, ujawniając dokumenty w tzw. sprawie Oleksego ministrowi Bartoszewskiemu, prezydentowi Kwaśniewskiemu, marszałkom Sejmu i Senatu oraz posłom. Ta sprawa zakończyła się moim uniewinnieniem w 2010 r., co Sąd Najwyższy potwierdził, oddalając skargę kasacyjną Oleksego.

Sąd po przeczytaniu zgromadzonych dokumentów uznał, że miał pan podstawy do uzasadnionego podejrzenia współpracy Oleksego z obcym wywiadem i że pana zachowanie było motywowane interesem państwa. Jednocześnie prokuratura uznała jednak, że na podstawie zgromadzonych przez UOP dokumentów nie można postawić zarzutu szpiegostwa premierowi Oleksemu.

I nie ma w tym sprzeczności. Jeżeli istnieje uzasadnione podejrzenie popełnieniaprzestępstwa, to minister ma psi obowiązek złożyć zawiadomienie o przestępstwie, co nie koliduje z tym, że prokurator może taką sprawę umorzyć.

Gdy z mównicy sejmowej oskarżał pan Oleksego o współpracę z obcym wywiadem, miał pan 56 lat i był to koniec pana kariery. Sprawa Oleksego złamała panu życie?

Zajęło mi 15 lat, by się oczyścić. Nie oceniam tego czasu jako zmarnowany. Prowadziłem kancelarię notarialną z żoną, na którą spadało gros obowiązków, bo ja jeździłem na przesłuchania do Warszawy. Musiałem też przeczytać wiele tomów akt, by dobrze znać materiał dowodowy. Gdy po 18 latach pytają mnie, czy jeszcze raz bym to zrobił, odpowiadam: tak, zachowałbym się identycznie, wiedząc, czym to się dla mnie zakończyło. Zrobiłbym to nie dlatego że jestem uparty, ale dlatego, że informacje, które posiadałem, uprawniały mnie do skierowania sprawy do prokuratury.

Może zbyt łatwo uwierzył pan byłym funkcjonariuszom SB, którzy tłumnie zasilili Urząd Ochrony Państwa.

Zdziwię pana, ja nie dzieliłem funkcjonariuszy na tych z „Solidarności” i tych z SB. Początkowo podchodziliśmy do siebie jak pies do jeża. Powiedziałem im na początku: zapisujecie sobie nową kartę i są dwa kryteria, według których będziecie oceniani: lojalność wobec państwa i wyniki pracy. Nie wierzyli. Gadaj zdrów – mówili. Jednak kiedy po kilku miesiącach przyszły awanse i nagrody, to się przekonali, że nie są to czcze obietnice. Było wśród nich wielu wybitnych specjalistów. Przemawiały za nimi wyniki. To oni robili sprawę Art B i FOZZ, akcję wyprowadzenia amerykański agentów CIA z Iraku i operację „Most” – przerzucenia Żydów ze Związku Radzieckiego do Izraela.

Była też szafa Lesiaka, w której, jak twierdził Jarosław Kaczyński, pułkownik gromadził dokumenty, mające skompromitować partię prezesa.

To nie tak. À propos – Lesiak to był dobry oficer. Podczas weryfikacji funkcjonariuszy SB wstawił się za nim Jacek Kuroń, a ja wystawiłem mu bardzo dobrą opinię w czasie jego procesu, na którym byłem świadkiem.

Po co te dokumenty zbierał w szafie?

Te dokumenty w ogromnej większości zawierały informacje operacyjne o – najłagodniej mówiąc – nieprawidłowych i nierzetelnych działaniach niektórych ludzi prawicy. Od razu dodaję, że nie dotyczyły panów Kaczyńskich.

Kaczyński mówi, że inwigilował pan jego partię.

Przesada. Obserwowałem uważnie nieprawidłowości zarówno z prawej, jak i z lewej strony sceny politycznej.

Wcześniej odszedł pan z UOP, gdy powstał rząd Olszewskiego wspierany przez partię Kaczyńskiego. Miał pan konflikt z Antonim Macierewiczem?

Z UOP odszedłem w styczniu 1992 r., gdy przyszedł tam Macierewicz, z którym, najogólniej mówiąc, nie znalazłem wspólnego języka.

Bo pan był przeciwko lustracji, a on nie?

Mnie się nie podobało jego zachowanie, jak traktował ludzi. Potrafił wyższego oficera trzymać na stojąco przez dłuższy czas w swoim gabinecie, podczas gdy sam siedział. Mnie wzywał co kilka godzin do swojego gabinetu, bym mu wyjaśniał jakieś sprawy. W końcu mnie to zezłościło i powiedziałem: „Panie ministrze, czy panu się wydaje, że szef UOP jest chłopcem na posyłki?”. I złożyłem rezygnację. Po moim odejściu nastąpiły w MSW pierwsze istotne zmiany. Macierewicz powołał wtedy zespół młodych ludzi, który zajmował się teczkami. To był początek złego.

Teczkami to pan się pierwszy zajął.

Musiałem wiedzieć, kto do tego Sejmu idzie. Siłą rzeczy zdobyłem tę wiedzę przed wyborami 1991 r. Poddałem wtedy weryfikacji 6 tys. kandydatów.

Dlaczego musiał pan to wiedzieć?

Jak to dlaczego? Nie było ustawy lustracyjnej, ale jako szef urzędu miałem prawo wglądu do teczek i możliwość poznania, czy ktoś współpracował z SB, czy nie. To była weryfikacja na potrzeby wewnętrzne urzędu. Dla bezpieczeństwa państwa.

Czy ta wiedza nie zatruła panu życia? Dowiedział się pan przecież o współpracy z SB swoich kolegów z podziemia, np. Mariana Jurczyka, przywódcy szczecińskiego strajku.

Znałem historię Jurczyka i mam na ten temat własne przemyślenia. Część ludzi, którzy poszli na współpracę, to byli nieszczęśnicy, uwikłali się z powodu przypadków losowych. Na to trzeba patrzeć chłodnym okiem. Byli również tacy, którzy się ześwinili, ale w każdym środowisku są ludzie porządni i świnie, tchórze i bohaterowie, karierowicze i nikczemnicy. W „Solidarności” też były kanalie. Obrazek, że my jesteśmy tacy dobrzy, a oni tacy źli, jest zupełnie fałszywy.

Macierewicz mówił, że 90 proc. jego listy pokrywa się z pana typowaniami.

Ja nie publikowałem żadnej listy agentów. To była wiedza na wewnętrzne potrzeby urzędu.

Co się stało z tą wiedzą?

Macierewicz do niej dotarł i ujawnił.

I umieścił na liście agentów nawet Lecha Wałęsę. Znał pan teczkę Bolka?

Dotarły do mnie te dokumenty w postaci kserokopii przed wyborami prezydenckimi w 1990 r. Czytałem je nie raz. Jako szef UOP przekazałem je do laboratorium kryminalistycznego policji. Odpowiedzieli, że nie są w stanie potwierdzić ich autentyczności, bo są to tylko kserokopie.

Potem przecież miał pan do czynienia z oryginałami.

To były inne dokumenty. Uważnie je przeczytałem i odkładając na bok sympatię do Wałęsy, mogę powiedzieć, że według mojej oceny były niewystarczające, by oskarżyć Wałęsę o współpracę z SB, jak zrobili to Gontarczyk z Cenckiewiczem.

Dlaczego wydał pan Lechowi Wałęsie teczkę Bolka?

Kiedy zostałem po Macierewiczu ministrem spraw wewnętrznych, to widziałem, jaką cenę Lech Wałęsa płacił za te wszystkie pomówienia, które pojawiły się po ujawnieniu listy Macierewicza. Widziałem zasłabnięcia, nerwy. On chciał to wyjaśnić. Zwrócił się do mnie, żebym akta przekazał prezesowi Sądu Najwyższego Adamowi Strzemboszowi, który miał wydać opinię. Odmówiłem, bo nie było podstaw prawnych. Wałęsa poczerwieniał ze zdenerwowania i powiedział, że to jest jego polecenie. „Panie prezydencie – odpowiedziałem – nie ma podstaw, żeby pana akta przekazywać prezesowi Sądu Najwyższego. Jak pan będzie nalegał, to złożę dymisję”. I złagodniał. Potem poprosił, bym dostarczył akta do jego kancelarii, i to zrobiłem, bo jako prezydent miał do tego prawo. Wróciły niekompletne, więc poprosiłem o zwrot brakujących dokumentów. Przysłał je w zaklejonej kopercie z adnotacją: otworzyć tylko na polecenie prezydenta. Potem drugi raz je wypożyczył. Zwrócił już zapakowane w całości z taką samą adnotacją. Napisałem o tym notatkę, którą podpisałem razem z gen. Czempińskim. Po przejęciu władzy SLD dobrał się do tych akt. Ówczesny szef UOP Andrzej Kapkowski poprosił prezydenta Kwaśniewskiego o zgodę na otwarcie i ten się zgodził. Tak wyglądają fakty.

Co z tych faktów wynika dla Lecha Wałęsy? Zabrakło mu odwagi, by się z tym zmierzyć?

Wałęsa, cokolwiek by o nim mówić, jest jedną z największych postaci drugiej połowy XX w. Do wyborów prezydenckich miał niezawodną intuicję i szósty zmysł. Myślał z wyprzedzeniem, do przodu. Czuł politykę, jak tygrys wyczuwa słonia. To on nas przeprowadził przez najtrudniejszy czas – okres pierwszej „Solidarności”, stan wojenny, Okrągły Stół, czerwcowe wybory.

Doradzał mu pan, co mógłby zrobić z teczką Bolka?

Nic nie można zrobić.

Okładka tygodnika WPROST: 31/2013
Więcej możesz przeczytać w 31/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 31/2013 (1588)

  • Panie Jarku, Pan się nie boi 28 lip 2013, 20:00 Panie Jarku, piszę do Pana, żeby dodać Panu otuchy. Nie chodzi o żadne zwycięstwo w wewnętrznych wyborach w Platformie, bo obaj wiemy, że nie ma Pan żadnych szans. Nie chodzi też o jej zreformowanie, bo postawił Pan na niej krzyżyk.... 4
  • Rostowski mówi: inni chorują - zachorujmy i my 28 lip 2013, 20:00 Nigdy nie przestanie mnie zadziwiać sposób rozumowania, będący pokłosiem keynesowskiego ukąszenia, zgodnie z którym najlepszą metodą na radzenie sobie z niepokojąco rosnącym długiem jest… zaciąganie kolejnych długów. Wszystko... 4
  • Wyjaśnienie 28 lip 2013, 20:00 Wątpliwości odnośnie do oświadczenia majątkowego Piotra Guziała nie zostały upublicznione przez wojewodę mazowieckiego Jacka Kozłowskiego ani z jego inicjatywy. Upubliczniło je Radio Zet, które miało te informacje z innego źródła.... 4
  • Skaner 28 lip 2013, 20:00 Tu jesteśmy! Jeśli czujesz się ważny, wyobraź sobie, że patrzysz na Ziemię z gwiazd – pisał rzymski cesarz Marek Aureliusz, kontemplując znikomość człowieka wobec ogromu wszechświata. Gdyby żył dziś, na pewno dałby wiele,... 6
  • Kulisy reanimacji bankruta 28 lip 2013, 20:00 LOT poprawił wyniki, ale w firmie aż trzeszczy od afer nazywanych lotowszczyzną. 10
  • Fabryka przegranych 28 lip 2013, 20:00 Powstanie Warszawskie przechodzi ze sfery dokumentacji, wywiadów i oddawania czci do sfery popkultury. W ten sposób zyskujemy bohaterów, ale tracimy wymiar tragedii. Krew, pot i łzy stają się odrealnione, na pierwszy plan wychodzą młodość i miłość. 12
  • Klęska i legenda 28 lip 2013, 20:00 Mit powstania jest wciąż żywy. Odwołują się do niego wszyscy, którzy mają ważne sprawy do załatwienia – mówi Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego. 18
  • Rostowski to socjalizm 28 lip 2013, 20:00 Z Jarosławem Gowinem, kandydatem na szefa PO, rozmawia Marcin Dzierżanowski. 20
  • Koko, Euro spoko 28 lip 2013, 20:00 Grzegorz Lato i Adam Olkowicz wciąż zarabiają na Euro 2012 w Polsce. Mimo że mistrzostwa skończyły się rok temu. 24
  • Kamikadze 28 lip 2013, 20:00 O sprawie Olina, szafie Lesiaka i teczce Bolka opowiada Andrzej Milczanowski, były minister spraw wewnętrznych i szef UOP. 26
  • Sługa Wałęsy 28 lip 2013, 20:00 Milczanowski zbudował służby III RP, opierając się w dużym stopniu na funkcjonariuszach PRL. Po latach się okazało, że także wykorzystując ich metody. 28
  • Wsparcie dla regionów 28 lip 2013, 20:00 W Lubelskiem postawili na turystykę, a w Łódzkiem – na naukę i kulturę. O tym, do kogo trafią euro z Regionalnych Programów Operacyjnych, decyduje 16 województw. 32
  • Nie byłem katem 28 lip 2013, 20:00 Nie mam pretensji do TVP, że opłaca ludzi tylko dlatego, że mają ładny uśmiech – mówi Andrzej Turski, twarz „Panoramy”, dziennikarz, którego „7 dni świat” wraca po latach na antenę. 35
  • Centralne Biuro Absurdu 28 lip 2013, 20:00 CBA taśmowo pozbawia funkcji samorządowców pod pozorem drobnych uchybień proceduralnych. – To zamach na samorządność – oburzają się posłowie. 38
  • Wojna z ciałem 28 lip 2013, 20:00 Wyczekiwane lato nie dla wszystkich jest źródłem radości. Plaża stała się targowiskiem próżności i źródłem frustracji. 40
  • Witajcie w stresolandii 28 lip 2013, 20:00 Blisko trzy czwarte Polaków uważa, że Polska szkodzi ich zdrowiu psychicznemu, a aż 86 proc. odczuwa nieustanny stres. Jak żyć, panie premierze? 44
  • Proszę, pozwól mi odejść 28 lip 2013, 20:00 Nie skarżył się, bo kto by uwierzył, że przystojny facet, dyrektor w międzynarodowej korporacji, jest ofiarą przemocy domowej. 48
  • Tokio zamienię na Karpaty 28 lip 2013, 20:00 Kariera w Nowym Jorku albo Tokio – to sen Polaków. Ich marzenie było odwrotne: porzuciły drapacze chmur dla błota w polskich górach. 52
  • Koronni i Szkatuła 28 lip 2013, 20:00 Na procesie słynnego gangstera Rafała S. ps. Szkatuła świadkowie koronni plączą się w zeznaniach i zapominają, co uzgodnili z prokuratorem. 56
  • Mały książę, wielki kac 28 lip 2013, 20:00 O narodzinach George’a Alexandra Louisa informowały histerycznie wszystkie media. Następnego dnia obudziły się z niesmakiem. Komu potrzebny był ten cyrk? 60
  • Przerwa na tragedię 28 lip 2013, 20:00 Katastrofa kolejowa przyszła w najczarniejszym dla Hiszpanów momencie ostatnich dziesięcioleci. Kraj jest pogrążony w korupcji i marazmie. Ulica już nawet nie protestuje. 64
  • Dyskoteka u Benbenka 28 lip 2013, 20:00 Hazard, internet, prasa, radio, a teraz telewizja. Zbigniewa Benbenka pasjonuje wszystko, na czym można zarobić. 66
  • Balcerowicz musi krzyczeć 28 lip 2013, 20:00 Reformy są politycznie ryzykowne, ale bez nich możemy zapomnieć o dogonieniu pod względem zamożności krajów Europy Zachodniej – mówi prof. Leszek Balcerowicz. 70
  • Nowy garnitur biznesu 28 lip 2013, 20:00 Firmy są jak ludzie. Od czasu do czasu muszą zmienić garderobę na modniejszą, by bardziej się podobać swoim klientom. 72
  • Kod zdrowia 28 lip 2013, 20:00 Jesteś biologicznym robotem. Dlatego lekarz, niczym informatyk, wymieni twój zły kod na nowy. Terapia genowa to przyszłość medycyny. 74
  • Lutosławski i wódka 28 lip 2013, 20:00 O swoim mistrzu Witoldzie Lutosławskim, wpływie polityki na muzykę i fascynacji metalem opowiada Esa-Pekka Salonen, jeden z najlepszych dyrygentów świata. 76
  • Zbrodniarze pełni wdzięku 28 lip 2013, 20:00 Gdy prawo nie radzi sobie ze sprawiedliwością, telewizyjni antybohaterowie muszą brać sprawy w swoje ręce. 80
  • Film 28 lip 2013, 20:00 Zamieszkać w muzeum Giuseppe Tornatore znowu opowiada o sztuce. Kiedyś w „Cinema Paradiso” stworzył piękny hymn na cześć kina, które zmieniło życie chłopca z sycylijskiej wioski. Dziś jest bardziej sceptyczny. W... 82
  • Muzyka 28 lip 2013, 20:00 Między jawą a snem Późnowieczorne opowieści to już swoista instytucja. Muzyczne zestawy na tę szczególną porę mają na koncie m.in. Jamiroquai, Belle and Sebastian, Air i The Flaming Lips. Wydawana od 2001 r. seria (poprzednio nazwana... 84
  • Książka 28 lip 2013, 20:00 Liczby mogą zabijać Thrillery z filozoficznymi pretensjami przeważnie bywają okropnie głupie, ale to szczęśliwie nie przypadek „Głosów chaosu” Leonarda Rosena – solidnej, mocno depresyjnej literatury sensacyjnej z... 84
  • Co nas gryzie 28 lip 2013, 20:00 Komary mogą uprzykrzyć wakacje, kleszcze – zostawić przykrą pamiątkę na całe życie. Bądźmy czujni. 86
  • Ubezpieczenie dla turysty 28 lip 2013, 20:00 Wakacje za granicą dostarczają mnóstwa wrażeń, wiążą się jednak z większym niż w wypadku urlopu w kraju ryzykiem. Dlatego przed wyjazdem warto pomyśleć o odpowiedniej ochronie. 88
  • Pierwsza pomoc? To łatwe! 28 lip 2013, 20:00 Jak udzielić pierwszej pomocy, wie niewielu z nas. A przecież w każdej chwili możemy być świadkiem wypadku albo ktoś może koło nas nagle upaść na ulicy. 89
  • Kiedy zginie paszport 28 lip 2013, 20:00 Paszportu za granicą trzeba pilnować, najlepiej nie trzymać go razem z portfelem, bo na niego najczęściej polują złodzieje. Co robić, gdy jednak go stracimy? 90
  • Wiatr w żaglach 28 lip 2013, 20:00 Sto największych i najpiękniejszych na świecie żaglowców już za kilka dni dobije do portu w Szczecinie 92
  • Ulecz się jedzeniem 28 lip 2013, 20:00 Lato to czas, kiedy stragany pełne są soczystych owoców, kolorowych warzyw. Warto korzystać z bogactw natury pełnymi garściami – a zamiast po kolejną pigułkę sztucznych preparatów witaminowych sięgnąć po jabłko, pomidora, fasolę. 94
  • Sztuka przyrządzania 28 lip 2013, 20:00 Nie wystarczy wiedzieć, co jeść, by zachować formę. Trzeba jeszcze umieć gotować! 96
  • Gotuj na zdrowie 28 lip 2013, 20:00 W naczyniach ze szkła żaroodpornego Termisil można gotować zdrowo i smacznie. Ich używanie pozwala zaoszczędzić czas i uchronić potrawę przed utratą cennych mikroelementów. 97
  • Bomba tygodnia 28 lip 2013, 20:00 Mistrzowie przy garach Żadna praca nie hańbi, szczególnie w kryzysie. Zarabiać nie ma gdzie. No, chyba że przy garnkach. Dostajesz bilet na występ kabaretowy Andrzeja Grabowskiego, Jerzego Kryszaka czy Cezarego Pazury. Z radości nie... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany