Całowali go, wkładając mu skarpety

Całowali go, wkładając mu skarpety

Do samej śmierci przy papieżu siedziała jego przyjaciółka Wanda Półtawska. Jak zmarł, nie była sobą. Bałem się, że postradała zmysły - mówi abp Mieczysław Mokrzycki, sekretarz Jana Pawła II.

Czy Jan Paweł II był święty?

Teraz mnie pani o to pyta? Kiedy Kościół oficjalnie potwierdził jego świętość? Ja zawsze wiedziałem, że jest święty. Przecież widziałem, jak żył, jak się modlił.

„Co ze mną zrobiliście?” - napisał na kartce podczas ostatniego pobytu w szpitalu. Miał pretensje do was, swojego najbliższego otoczenia.

Był po operacji, na którą nie chciał się najpierw zgodzić. Lekarze zapewniali, że będzie mówił. A mówić nie mógł. Myślałem, że ma do nas żal. Przykro mi było.

Wściekł się?

On nigdy się nie wściekał.

Nigdy nie walił pięścią w stół?


Walił, ale tylko wtedy, kiedy ręka mu się trzęsła. Uderzał nią w stół i się uspokajała. A pod zdaniem „Co ze mną zrobiliście?” dopisał „Totus Tuus”. Niezależnie od tego, co się działo, ufał Bogu. Nawet w najtrudniejszych chwilach.

Po tej operacji musiał od nowa uczyć się jeść.

W tchawicy miał rurkę. Bolało bardzo, ale się nie skarżył. Pokazywał tylko ręką na ranę po operacji. Kroiliśmy mu jedzenie na malutkie kawałeczki. Miksowaliśmy, ale i tak nie zawsze się udawało. Potwornie się męczył, dusił, ale się nie poddawał.

Wy też nie.

Był członkiem naszej rodziny, ojcem. Chcieliśmy, żeby miał jak najlepszą opiekę lekarską, komfortowe warunki. Żeby mimo choroby czuł się jak najlepiej.

Umierał w mediach.

Proszę nie przesadzać. W apartamentach nie było kamer ani dziennikarzy. W ostatnich dniach jego życia przekazywano prasie komunikaty. Ojciec Święty był człowiekiem medialnym, doskonale zdawał sobie sprawę z siły środków masowego przekazu, potrafił je wykorzystać do swojej posługi. On mediom wierzył.

Pojawiały się głosy, że wy, jego otoczenie, nakładacie na niego za dużo obowiązków.

Nieprawda. Ojciec Święty był bardzo zdyscyplinowany. Dokładnie wiedział, ile czasu może na coś przeznaczyć. Oczywiście, chciał brać udział w sympozjach, w konferencjach. W czasie letnich wakacji uczestniczył na przykład w kongresie literatów. Stanisław odradzał, mówił, że to męczące. A papież na to: „Nic mnie to nie kosztuje, a tyle rzeczy się dowiem”. Sam wiedział, że musi trzymać dyscyplinę. Kiedy przyjeżdżali do niego przyjaciele, np. kard. Franciszek Macharski, widać było, że chciał z nimi spędzić dużo czasu. Mimo to po posiłku się żegnał i umawiał na następny dzień.

W ostatni Wielki Piątek oglądał Drogę Krzyżową z Koloseum w swojej kaplicy. Cały świat go widział siedzącego tyłem. Dlaczego?

Ojciec Święty miał wtedy w gardle rurki. Trzeba mu już było znieczulać gardło, żeby mógł cokolwiek zjeść. Nie chcieliśmy, żeby w telewizji było widać jego wielkie cierpienie. Myślę, że to była dobra decyzja. Papież trwał w modlitwie, przytulony do krzyża. Najbardziej przejmujący widok, jaki pamiętam z tamtego czasu.

Księże arcybiskupie, jeden z szefów BOR, który ochraniał wiele papieskich pielgrzymek do Polski, mówił mi, że przed mszami sekretarze faszerowali Ojca Świętego morfiną. Twierdzi, że pod ołtarzem zostawały strzykawki.

Nieprawda. Jedyna sytuacja, jaką pamiętam, podczas której potrzebna była interwencja medyczna w trakcie mszy, dotyczyła rany palca. Mój poprzednik zamykał za Ojcem Świętym drzwi w samochodzie i przytrzasnął mu dłoń. Papież zacisnął z bólu zęby, ale nic nie powiedział. W czasie mszy rana zaczęła bardzo krwawić. Lekarz próbował tamować. Zmieniano opatrunek.

Ksiądz arcybiskup mówi: to wielka łaska, że mogłem przy nim być, kiedy umierał. Nie wydaje się to paradoksem? Kiedy ktoś bliski umiera, ludzie cierpią.

W swoim odchodzeniu Ojciec Święty pokazywał nam, co to znaczy być człowiekiem wiary. W nim nie było lęku. Przecież my nie znamy do końca tajemnicy cierpienia, planów Bożych wobec nas. Hiob w Starym Testamencie mówił, że skoro umiemy przyjąć dobro, to dlaczego zła przyjąć nie możemy…

Zaczyna ksiądz arcybiskup kazanie. A mnie chodziło jednak o bardziej...

Rozumiem, że nie chce pani kazania. Myślałem, że trzeba pani wytłumaczyć, co znaczyła ta łaska. (Abp Mokrzycki uśmiecha się i mówi ciszej): Bo to była łaska.

Próbuję to sobie wyobrazić. Ale wydaje mi się, że w takiej chwili od myślenia o łasce bardziej naturalny jest smutek.

Ostatnie chwile były bardzo trudne. Pamięta pani te tłumy na placu Świętego Piotra? One dawały siłę. Wiedzieliśmy, że nie jesteśmy sami.

Tuż po śmierci płakał ksiądz?

Płakałem. Poszedłem na górę, do swojego pokoju, i płakałem.

„Był piękny, jak umarł” - to księdza słowa.

Kiedy powstał film o papieżu, miałem pretensje, że Ojciec Święty został w nim przedstawiony jako stary, pomarszczony człowiek. Podobno zamysłem reżysera było pokazanie, że to był papież cierpiący. Nie podobało mi się to. Jan Paweł II nawet w ostatnim okresie życia miał twarz pogodną i łagodną.

Do kiedy był świadomy?

W dniu śmierci około godziny 14 zaczął tracić świadomość. Potem co jakiś czas jeszcze do nas wracał i lekko się uśmiechał. Każdy po kolei podchodził, całował jego dłoń. Mówił kilka słów.

Co ksiądz arcybiskup powiedział?

„Bóg zapłać, Ojcze Święty. Proszę o błogosławieństwo”. Pobłogosławił mnie. Jego twarz promieniała. Tak umierają święci.

Jakie były ostatnie słowa papieża?

Usłyszała je siostra Tobiana. Kiedy nachyliła się nad nim, powiedział: „Pozwólcie mi odejść do Pana”. Około 19 zapadł w śpiączkę. W oknie sypialni postawiliśmy gromnicę. O 20 odprawiliśmy mszę. Stanisław podał Ojcu Świętemu kilka kropli Krwi Chrystusa jako wiatyk.

O 21.37...

Monitor pokazał, że serce przestało bić. Doktor Buzzonetti nachylił się nad papieżem, a potem powiedział: „Powrócił do domu Ojca”. Stanisław zaintonował Te Deum, czyli hymn „Ciebie Boga wysławiamy”. Najpierw się zdziwiłem, że dziękczynienie zamiast rozpaczy. Potem zrozumiałem, że tak trzeba.

Trzeba było przygotować ciało.

Znam to z relacji abp. Konrada Krajewskiego, wtedy papieskiego ceremoniarza. Zajmował się ciałem Ojca Świętego przez siedem dni, od śmierci do pogrzebu. W ubieraniu Jana Pawła II pomagało mu trzech pielęgniarzy, wysokiej klasy specjalistów intensywnej opieki medycznej, którzy normalnie nie zajmują się zwłokami. Choć od momentu śmierci minęła więcej niż godzina, cały czas z nim rozmawiali. Jak z ojcem. Zanim wykonali jakikolwiek ruch, całowali w rękę, w policzek, w czoło... Wkładając mu skarpety, koszulę, sutannę... Głaskali, dotykali – tak, jak to się czyni wobec najbliższych członków rodziny. To były najprawdziwsze ucałowania relikwii.

Ile relikwii pierwszego stopnia zostało po Ojcu Świętym? [Relikwie pierwszego stopnia to fragmenty ciała osoby zmarłej w opinii świętości, np. krew, kości. Są cenniejsze niż relikwie drugiego stopnia, czyli przedmioty należące do świętego lub błogosławionego – red.].

Proszę wybaczyć, ale nie będę o tym mówił.

Ale jest ksiądz arcybiskup w ich posiadaniu?

Tak.

Po śmierci Jana Pawła II opuścił ksiądz arcybiskup Watykan.

Prywatne pokoje papieża zostały zapieczętowane. Ojciec Święty przed śmiercią zmienił jednak przepisy, dzięki czemu my, jako domownicy, mogliśmy w swoich apartamentach zostać. Ale bez niego było pusto. To już nie był ten dom. Któregoś dnia poszedłem pod drzwi papieskich apartamentów. Przytuliłem się do tych drzwi i... Wie pani, moje życie dzieli się na to do jego śmierci i po niej.

Ksiądz arcybiskup, chyba jako jedyny, wymienia wszystkich obecnych przy śmierci papieża.

Oprócz lekarzy i pielęgniarzy byli obaj sekretarze, czyli ja i kard. Dziwisz. Byli też kard. Marian Jaworski i abp Stanisław Ryłko, ks. prof. Tadeusz Styczeń, o. Czesław Drążek, siostry sercanki, które prowadziły papieżowi dom, papieski ceremoniarz Konrad Krajewski, ówcześnie prałat. Była też Wanda Półtawska.

Właśnie o panią Wandę Półtawską chciałam zapytać. Słyszałam, że została wyproszona przez kard. Dziwisza.

To nieprawda! Siedziała przy papieżu do samej śmierci. Modliła się. Wychodziła tylko wtedy, kiedy przeprowadzane były zabiegi pielęgniarskie, i jej, jako kobiecie, nie wypadało tam być.

Nikt nie miał nic przeciwko temu, że świecka kobieta jest w takiej chwili przy papieżu?

Proszę pani, my wszyscy doskonale wiedzieliśmy, że Ojciec Święty ją szanował.

Szanował - to chyba nie jest dobre słowo. To była wieloletnia, intensywna przyjaźń.

Bardzo to wszystko przeżywała, widziałem, że nie ma już sił. Pamiętam jej reakcję po tym, jak Ojciec Święty zmarł. Aż się przestraszyłem. Nie wiedziałem, co robić. Przyszła do kaplicy i nie była sobą. Mówiła nielogicznie. Bałem się, że to wylew, że postradała zmysły. Pierwszy raz to mówię...

Wielkie emocje.

Wielkie. Na szczęście pani Półtawska wróciła do domu, odpoczęła.

Dopytuję o nią u źródła, bo w Polsce wokół jej osoby narosły niepotrzebne emocje. Podobno nie była mile widziana przez papieskie otoczenie.

Przecież już mówiłem, że panią Półtawską łączyła z Ojcem Świętym wielka czysta przyjaźń. To było porozumienie dusz i umysłów. On umiał się w nią wczuć, w jej sytuację, przeżycia, problemy rodzinne. Ona z kolei, jako psycholog, też znakomicie rozumiała Ojca Świętego.

To zapytam wprost: podobno starano się, by pani Półtawska nie przyjeżdżała zbyt często do Watykanu. Mówi się, że kard. Dziwisz nie bardzo ją lubił, że trochę z sobą rywalizowali.

Chce pani plotkować? To nie ma żadnego sensu. Stanisław był sekretarzem Ojca Świętego i spełniał jego życzenia. Na pewno nie ograniczał spotkań z Wandą Półtawską. Ale starał się nie dopuszczać do papieża ludzi niekoniecznie przychylnych Kościołowi.

To Wanda Półtawska takich ludzi przywoziła?

Często prosiła papieża, by z kimś się spotkał.

A ks. Stanisław selekcjonował?

Między innymi on. Musi pani sobie wyobrazić, jak bardzo wielu ludzi chciało się spotkać z Ojcem Świętym.

A on był otwarty na wszystkich. Tymczasem ksiądz arcybiskup mi mówi, że niedopuszczani byli ludzie spoza Kościoła albo tacy, którzy zrobili coś złego.

Był otwarty na wszystkich, ale niektóre spotkania były niepotrzebne. Staraliśmy się nie dopuszczać ludzi, którzy mogliby mieć zły wpływ na jego posługę.

Ukrywaliście coś przed nim? Chroniliście przed negatywnymi informacjami w mediach na temat Kościoła?

Nawet nie było takiej możliwości! Ojciec Święty codziennie rano dostawał najważniejsze gazety z całego świata i wszystko czytał. Nic nie uszło jego uwadze.

Skandale pedofilskie w Kościele też?

Wiedział o nich, reagował i potępiał. Już w „Liście do dzieci” w 1994 r. pisał: „Wiele dzieci w naszych czasach w różnych częściach świata cierpi i podlega wielorakim zagrożeniom. Cierpią głód i nędzę, umierają z powodu chorób i niedożywienia, padają ofiarą wojen, […] ulegają rozmaitym formom gwałtu i przemocy ze strony dorosłych. Czy można przejść obojętnie wobec cierpienia tylu dzieci, zwłaszcza gdy jest to cierpienie w jakiś sposób zawinione przez dorosłych?”.

Kilka lat temu włoska prasa pisała, że najbliższe otoczenie Jana Pawła II blokowało dostęp do informacji o nadużyciach seksualnych w Kościele. W obawie, żeby nie przysparzać bólu choremu papieżowi. Że, mówiąc wprost, pedofilskie skandale zamiatano pod dywan.

Nie zgadzam się.

Był ksiądz arcybiskup świadkiem jakichś rozmów Ojca Świętego na ten temat?

Jan Paweł II mówił o pedofilii bardzo jasno. Nie było to może nagłaśniane w mediach. Ale proszę mi wierzyć, że w tej kwestii Jan Paweł II był bardzo stanowczy. Był bardzo wyczulony na krzywdę dzieci.

Jak by zareagował na informację o podejrzeniach pedofilskich zachowań ks. Gila i abp. Wesołowskiego?

Błyskawicznie. Kazałby zbadać sprawę.

Równie stanowczo jak papież Franciszek?

Nie namówi mnie pani na ocenianie papieża Franciszka. On też jest moim papieżem.

W wielu sprawach jest bardziej radykalny niż Polak.

O wielu sprawach mówi to samo. Jan Paweł II również wiele razy apelował do kapłanów, by żyli ubogo, więc to, co mówi dziś Franciszek, nie jest niczym nowym. Tyle że te słowa padają w innym, trudniejszym dla Kościoła czasie. I są bardziej zauważane.

Ale Franciszek nie zamieszkał w bogatych apartamentach papieskich, tylko w Domu Świętej Marty.

Czyli w hotelu, a nie w domu. Nie wiem, co jest tańsze (śmiech). ■

Dusia

Wanda Półtawska to najbardziej tajemnicza postać w otoczeniu Jana Pawła II. W 2009 r. włoski dziennik „La Stampa” ogłosił, że przyjaciółka papieża jest w posiadaniu prywatnej korespondencji z papieżem, której treści nie zna nawet watykański trybunał beatyfikacyjny. Gazeta sugeruje, że treść listów jest tak intymna, iż mogą one nawet opóźnić wyniesienie papieża na ołtarze. Spekulacje te się nie potwierdziły; dwa lata później Jan Paweł II został ogłoszony błogosławionym. 93-letnia dziś Półtawska jest doktorem nauk medycznych, specjalizuje się w dziedzinie psychiatrii. Podczas II wojny światowej więziona w niemieckim obozie koncentracyjnym w Ravensbrück. Karola Wojtyłę poznała jeszcze w czasach krakowskich. Gdy w 1962 r. zachorowała na raka, ówczesny arcybiskup Wojtyła w liście do o. Pio osobiście prosił o modlitwę w intencji jej uzdrowienia. Bliska znajomość biskupa i świeckiej kobiety zainteresowała SB. Funkcjonariusze długo próbowali znaleźć dowody romansu między Wojtyłą a Półtawską. Bezskutecznie. Przyjaźń przetrwała, gdy metropolita krakowski został papieżem. Nadal pisali do siebie listy, w których zwracali się do siebie „siostro” i „bracie”. Półtawska wraz z mężem spędzała z papieżem Wigilie, wakacje. Była przy nim w szpitalu po zamachu w 1981 r. Według niektórych komentatorów „Dusia” była też najbliższą doradczynią papieża w sprawach rodziny i etyki seksualnej. W 2002 r. to właśnie ona poinformowała papieża o tym, że abp. Juliusz Paetz dopuszcza się molestowania seksualnego kleryków (oficjalne kanały informacyjne zawiodły). Aleksandra Klich w książce „Brat Karol, siostra Wanda” sugeruje, że przez wiele lat trwał konflikt między Półtawską a Stanisławem Dziwiszem. Sekretarz papieski w swojej książce „Świadectwo” nie pisze o niej ani razu. Nie wymienia też jej nazwiska wśród osób, które były obecne przy śmierci Jana Pawła II. ■

Okładka tygodnika WPROST: 48/2013
Więcej możesz przeczytać w 48/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • nawrucony IP
    Oczywiscie ze byl i jest to czlowiek swiety ja go tak odbieralem odmienil moje zycie mial dar nadprzyrodzony ale nie wszyscy musza to rozumiec do tego sie dochodzi.Sa ludzie kturzy mowia ze go nie rozumieli .ja rozumiaem karzde jego slowo i bede swiatkiem do konca.