Interes nie do końca publiczny

Interes nie do końca publiczny

Dodano:   /  Zmieniono: 
Koteria, klientelizm, POLITYCZNA KORUPCJA. Tak opisują życie samorządowe polscy radni. Obawiają się, że służba publiczna staje się biznesem.

W radzie poznałem wiele osób, które znałem z gazet lub telewizji. Po pewnym czasie stwierdziłem, że niektóre z nich weszli do rady wyłącznie dla własnych korzyści. Poznałem brutalność polityki, gdzie nie ma sentymentów, jest tylko na zimno wyliczony rachunek. Kolega, w imię partykularnych interesów, zdradza kolegę. Postanowiłem być sobą, nawet gdy oportuniści mówią: – Daj spokój, dogadajmy się z tymi, którzy mają władzę” – opisuje swoje pierwsze kroki w samorządzie Stargardu Szczecińskiego Marcin Badowski. Był rok 2006, miał 29 lat i pracował w miejskim przedsiębiorstwie gospodarki komunalnej. Po objęciu mandatu złożył wypowiedzenie w pracy. – Co prawda spółka jest według prawa handlowego bytem niezależnym, ale samorząd miejski ma w niej 100 proc. udziałów. Uznałem, że taka praca i bycie radnym nie jest w porządku – tłumaczy. Kiedy więc trzech innych radnych znalazło wkrótce zatrudnienie w podległych miastu firmach, ostro zaprotestował. Ale nic się nie zmieniło. – Wiadomo, o co chodziło. Zaczęli wspierać prezydenta – dodaje Badowski, który w kolejnych wyborach zmienił radę miejską na powiatową.

Więcej możesz przeczytać w 49/2013 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także