Obiecać nie grzech?

Obiecać nie grzech?

Dodano:   /  Zmieniono: 

Prawie 20 lat temu, w roku 1996, polski Sąd Najwyższy wydał precedensowe orzeczenie dotyczące obietnic wyborczych. Chodziło o pozew mieszkańca Kęt przeciwko byłemu prezydentowi Lechowi Wałęsie. W kampanii wyborczej w 1990 r. obiecał on wypłacenie każdemu Polakowi kwoty 100 mln zł (sprzed denominacji, czyli 10 tys. nowych) pochodzących z dochodów z prywatyzacji. Zapewne niektórzy pamiętają, że realizacji tej obietnicy domagał się już w 1992 r. Kazik Staszewski w piosence, którą pierwszy raz publicznie wykonał podczas festiwalu w Sopocie.

Sąd Najwyższy stwierdził, że „nie jest dopuszczalne dochodzenie na drodze sądowej spełnienia obietnic wyborczych”. Sędziowie doszli do wniosku, że takie obietnice nie powodują skutków cywilnoprawnych. W efekcie ich składania nie dochodzi pomiędzy kandydatem i wyborcami do zawarcia umowy cywilnej, na którą można byłoby się powoływać przed sądem jako na prawną podstawę dochodzonego roszczenia. Zdaniem sędziów SN wygłaszanie obietnic wyborczych to jedynie „wyrażenie gotowości ich urzeczywistnienia”. Dlatego niezrealizowanie programu wyborczego promowanego w okresie kampanii nie pociąga za sobą odpowiedzialności cywilnej.

Choć to orzeczenie spotkało się z szeroką krytyką, trudno w ostatnich dwóch dekadach znaleźć w Polsce kogoś, komu udałoby się na drodze prawnej uzyskać jakąś, choćby najskromniejszą, rekompensatę za niezrealizowane obietnice wyborcze. A przecież byłoby o co walczyć.

Czy opisana wyżej sytuacja jest wystarczającym uzasadnieniem dla festiwali przedwyborczych obiecanek, kompletnie niemożliwych do wypełnienia? Czy pewność bezkarności uprawnia polityków przeróżnych szczebli do składania wszelkich zapewnień i deklaracji, byle tylko zdobyć przychylność głosujących? Zwłaszcza że – jak przy okazji licznych kampanii wyborczych przekonują politolodzy, socjolodzy i spece od politycznego marketingu – „Polacy lubią być oszukiwani”.

Ksiądz profesor Remigiusz Sobański, wybitny prawnik, stanowczo stwierdził kiedyś, że na czas kampanii wyborczej nie ulegają zawieszeniu moralność i jej zasady. „To nie jest tak, że w czasie kampanii wyborczej »wszystko wolno«. Winni pamiętać o tym zwłaszcza ci politycy, którzy przyznają się do chrześcijaństwa i jego etyki” – napisał w jednym ze swych felietonów.

Afrykańskie przysłowie mówi, że „obietnica to dług”. U nas karierę robi inne powiedzenie: „Obiecać nie grzech”. To nieprawda. Obietnica, której nie zamierza się wypełnić, jest w rzeczywistości kłamstwem. A ono jest złamaniem zasad moralnych. Niezależnie od tego, czy okłamywany lubi, gdy mu się wciska ciemnotę, czy nie. ■

* Ksiądz, dziennikarz, twórca portalu Wiara.pl

Więcej możesz przeczytać w 31/2015 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także