Szkoła władzy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Od euforii po zwątpienie - takie reakcje wzbudziło zapewne wśród Irakijczyków przekazanie im władzy przez Amerykanów. Nikt nie wątpi w doniosłość tego kroku. Nikt jednak nie wie, co on tak naprawdę oznacza.
Dotychczasową Radę Zarządzającą, która z amerykańską pomocą rządziła do tej pory Irakiem i tak naprawdę nie dysponowała zbyt wielkim zakresem władzy, zastępuje suwerenny gabinet z sześcioma kobietami (ewenement na skalę świata arabskiego!) w składzie. Nowy rząd kierowany przez Ijada Alawiego tworzą starzy polityczni wyjadacze, których kompetencje nie budzą żadnych wątpliwości. Daje to nadzieje, że proces odbudowy kraju nabierze tempa, bowiem Irakijczycy być może wreszcie zaczną się utożsamiać z decyzjami podejmowanymi przez ich własną władzę, a przynajmniej nie będą jej postrzegać jako okupantów.

Z drugiej strony, czy można mówić o w pełni suwerennym Iraku, jeśli cały czas będą stacjonować w nim międzynarodowe siły stabilizacyjne kierowane przez USA, a dotychczasowego amerykańskiego administratora Iraku Paula Bremera zastąpi John Negroponte, oficjalnie ambasador USA w Iraku. Jego nieoficjalnej roli w procesie decyzyjnym w tym kraju można się tylko domyślać - na pewno jednak będzie ona znacząca. Również premier Alawi w przeszłości współpracował z CIA.

Mimo tych wszystkich zastrzeżeń, dobrze się stało, że Irakijczycy będą wreszcie samodzielnie rządzić we własnym kraju, choć zawsze istnieje ryzyko, że, biorąc pod uwagę istniejące poważne zagrożenia, może im się nie powieść. Ale czyż można się nauczyć jeździć na koniu, jeśli się choć raz z niego nie spadnie?

Agaton Koziński