Legiony prałata

Legiony prałata

Nowy Obóz Narodowo-Radykalny tworzy się wokół księdza Henryka Jankowskiego Boże, pokonaj biskupa masona" - plakaty takiej treści od kilku dni wiszą w sąsiedztwie gdańskiej parafii świętej Brygidy. Na niedzielnych wiecach tłum obrońców prałata Henryka Jankowskiego skanduje: "Powiesić biskupa!". Samochód nowego administratora parafii księdza Krzysztofa Czai ozdobiły swastyki, gwiazdy Dawida i hasło "Żyd i ch... to ty". Przed kościołem św. Brygidy pojawiły się nie tylko nowe hasła, ale także nowi ludzie. Związkowców z tzw. pierwszej "Solidarności" (u boku prałata Jankowskiego pozostała już tylko Anna Walentynowicz) zastąpili działacze radykalnych ugrupowań narodowych - Ubolewam, że prałat Jankowski będzie się teraz kojarzył z postawami skrajnie nacjonalistycznymi i skandalami, a nie z tym, co robił w latach 80. dla stoczniowców i ich rodzin - mówi Jerzy Borowczak, jeden z inicjatorów strajku w gdańskiej stoczni w sierpniu 1980 r., były już współpracownik prałata Jankowskiego.
Borowczakowi nie podoba się to, że ksiądz Jankowski tworzy nową formację polityczną, radykalniejszą nawet niż zwolennicy ojca Rydzyka, bo przypominającą przedwojenny Obóz Narodowo-Radykalny. Co ciekawe, ojciec Rydzyk nie wsparł księdza Jankowskiego, bo jest on dla niego konkurentem w walce o rząd dusz. Zdaniem byłych współpracowników, ks. Jankowski jest nie tyle liderem tworzącej się formacji, ile jej zakładnikiem. - Jego obrońcy od dawna nakręcali radykalizm prałata, a on głosił z ambony ich idee. Zyskiwał dzięki temu poklask wśród ludzi, którzy na każdym kroku wymyślają nowe teorie spisku - twierdzi Bogdan Lis, legenda gdańskiej "Solidarności".

LOS, czyli Samoobrona plus ONR
- Jestem przekonany, że zdecydowana większość protestujących pochodzi z zewnątrz. Parafianie nieraz mówili mi, że chcieliby mieć wreszcie normalny kościół. A skoro w pobliżu są inne świątynie - kapucyni, oblaci, palotyni i karmelici - chodzą na msze właśnie tam - mówi abp Tadeusz Gocłowski. Rzeczywiście, u św. Brygidy, zwłaszcza podczas niedzielnej mszy o jedenastej, dominują wierni z importu. To oni właśnie pod bramą św. Brygidy budują nową, skrajnie nacjonalistyczną partię. "Niewinna ofiara arcybiskupa", czyli prałat Jankowski, jest dla nich "świętym za życia męczennikiem". W odbywających się od kilku tygodni wiecach poparcia dla prałata jego odwołanie odgrywa drugoplanową rolę. Na pierwszym planie są interesy Ligi Obrony Suwerenności walczącej o "Polskę dla Polaków". Liga została założona ponad dwa lata temu w Gdańsku.
Działacze ligi nie ukrywają, że manifestacje przed kościołem św. Brygidy to dla nich wymarzona okazja, ich pięć minut w historii. Na reklamę, jaką dzięki temu zyskują, musieliby wydać co najmniej setki tysięcy złotych, a tak rozgłos i poparcie tłumów mają za darmo. Działacze ligi nie wykluczają podjęcia zbiorowej głodówki i pikiet siedziby kurii, bo "biskup musi czuć na swych plecach oddech wzburzonych wiernych". - Wyrośliśmy z buntu przeciwko zdradzie i korupcji na rządowych szczeblach, czyli z tego, co boli cały naród. To nasza siła, dzięki której wymieciemy całą nomenklaturę postkomunistyczną, wszystkich aferzystów i złodziei winnych kradzieży publicznego dobra. Stworzymy wielką i silną Polskę, którą rządzić będą Polacy - deklaruje Wojciech Podjacki, przewodniczący ligi i lider niedzielnych manifestacji przed św. Brygidą. To połączenie programu Samoobrony i przedwojennego ONR.

Armia prałata
Trzydziestoletni Wojciech Podjacki jest absolwentem Studium Pedagogicznego w Gdańsku. Ma żonę i trzech synów. Najpierw działał w Związku Białego Orła, potem w Narodowym Froncie Polskim, który 2,5 roku temu przekształcił w partię zrzeszającą - jak twierdzi - około 600 członków. Ale to partia kadrowa, więc liczby nie grają roli. - Naszym wrogiem nie jest ani Żyd, ani Niemiec, jak próbują to pokazywać media, ale ten, kto występuje przeciwko interesom polskiego narodu. Przeciwstawiamy się wywłaszczaniu naszych rodaków z ich narodowego majątku, do czego prowadzą złodziejska prywatyzacja i wyprzedaż majątku, szczególnie w niemieckie ręce - podkreśla współzałożyciel partii Wiesław Kozłowski z Sopotu. Kozłowski ma solidarnościowy rodowód: działał w KOR, roznosił ulotki o Katyniu, w 1980 r. organizował strajki w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunalnym. Później przyłączył się do Ruchu Odbudowy Polski Jana Olszewskiego, ale się rozczarował, bo "z adwokata marny był przywódca". Od ośmiu lat Kozłowski współpracuje z Podjackim. Ze składek członkowskich (10 zł miesięcznie) wydają "Głos Sumienia" - biuletyn ligi.
W programie Ligi Obrony Suwerenności pełno jest słusznych postulatów ściągniętych z programów prawicy. Ma to ułatwić pozyskanie poparcia osób z innych części kraju, nie znających założycieli partii. Liga domaga się więc m.in. zniesienia immunitetu poselskiego, likwidacji zbędnych urzędów państwowych (Senatu, sejmików wojewódzkich, powiatów), wprowadzenia zakazu finansowania partii z publicznych pieniędzy, przeprowadzenia pełnej dekomunizacji i lustracji oraz przywrócenia kary śmierci.

Pokrzywdzeni przez władzę i Kościół
Odwołanie prałata Jankowskiego z parafii jego obrońcy określają jako "działania polityczne zmierzające do złamania ducha narodowego". Ksiądz Jankowski to dla nich wzór prawdziwego Polaka i patrioty. Skazywanie go na "tułaczkę po strychu kościoła, który odgruzowywał ze zniszczeń wojennych własnymi rękami", uważają nie tylko za deptanie godności księdza, ale i zabijanie narodowego etosu. - Nasz ruch ma patriotyczny charakter, dlatego protestujemy przeciwko krzywdzie, jaka spotkała wielkiego patriotę księdza Henryka Jankowskiego - tłumaczy Andrzej Sułkowski, jeden z liderów LOS.
Prof. Jacek Wódz, socjolog polityki z Uniwersytetu Śląskiego, uważa, że partia tworzona wokół Jankowskiego może przechwycić tych wyborców, którzy wahają się w sympatiach między Ligą Polskich Rodzin a Samoobroną. Tym bardziej że na polskiej scenie politycznej brakuje partii skrajniejszej niż oba te ugrupowania. - Poglądy głoszone przed kościołem św. Brygidy mogą trafić do ludzi, którzy twierdzą, że władza od lat ich krzywdzi, a jeśli włącza się do tego hierarchia kościelna, czyniąca krzywdę wielkiemu - w ich oczach - kapłanowi, to znak, że muszą brać sprawy w swoje ręce i położyć kres tej krzywdzie - mówi prof. Wódz. - Nie można wykluczyć, że to, co się dzieje podczas protestów, jest aprobowane przez prałata Jankowskiego. Próby budowania partii na konflikcie wewnątrz Kościoła uważam jednak za żenujące i godne potępienia - mówi Bogdan Borusewicz, działacz pierwszej "Solidarności".

Liga za ligę
Działacze Ligi Obrony Suwerenności twierdzą, że każdego dnia odbierają setki telefonów i dostają dziesiątki listów z poparciem z całej Polski. Przyłączyły się do nich Liga Polska, Stronnictwo Narodowe i Polski Front Narodowy. Odcinają się od prowokacji, jaką miało być pomalowanie sprayem samochodu ks. Krzysztofa Czai. Twierdzą też, że to nie oni obrzucili jajami ekipę TVN relacjonującą wydarzenia spod św. Brygidy. - To jakaś patologia, działania oszołomów, którzy przyszli nie wiadomo skąd - przekonuje Ryszard Petrak z Legionu Białego Orła, stowarzyszenia, które działa od kwietnia 2001 r. Legion to młodzieżówka LOS zorganizowana na wzór wojskowy. Jego działacze noszą mundury z czasów marszałka Piłsudskiego, organizują obozy szkoleniowe w terenie, podnoszą sprawność fizyczną i uczą się prawdziwej historii Polski, czyli tej bez "komunistycznych fałszerstw".
- Bez wsparcia i jednoznacznego określenia się prałata Jankowskiego ta grupka nie będzie w stanie zwojować niczego wielkiego. Jankowski chyba nie jest tym zainteresowany, bo musiałby wejść w bardzo ostry konflikt z arcybiskupem Gocłowskim. A chyba nie o to mu teraz chodzi - mówi prof. Paweł Śpiewak, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Działacze LOS deklarują, że jeżeli prałat Henryk Jankowski pogodzi się z wolą biskupa, odstąpią od protestów. Wojciech Podjacki informuje, że podczas kolejnych manifestacji liga zamierza rozdawać kartki pocztowe zaadresowane do biskupa, by każdy mógł wyrazić swój sprzeciw wobec odwołania prałata. - Nie przerażają mnie te manifestacje. Niech sobie budują partię. Ubolewam tylko, że wielu z tych ludzi nie wie, dla kogo i w jakim celu przychodzą do świątyni - mówi "Wprost" ksiądz Krzysztof Czaja.
Twórcy Ligi Obrony Suwerenności i Legionu Białego Orła chcą powtórzyć drogę Ligi Polskich Rodzin. Ona też przez lata nie odnosiła sukcesu, ale jej działacze byli uparci i małymi krokami dążyli do Sejmu. Obie ligi łączy również posiadanie radykalnej i zdeterminowanej młodzieżówki (dla LPR pracuje Młodzież Wszechpolska). LOS liczy nawet na zastąpienie LPR w Sejmie.
Okładka tygodnika WPROST: 50/2004
Więcej możesz przeczytać w 50/2004 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0