Witaj Nowy Roku!

Witaj Nowy Roku!

Skromniej niż w poprzednich latach przywitali Europejczycy Nowy Rok 2005 na placach i ulicach wielu miast. Na sylwestrowych nastrojach zaciążyła niedzielna katastrofa w Azji.
Mniej niż w innych latach Niemców witało Nowy Rok Bramą Brandenburską w Berlinie. Wpłynęła na to oprócz spowodowana przez tsunami tragedia w Azji także deszczowa pogoda. Bawiło się tam ponad pół miliona osób, podczas gdy organizatorzy spodziewali się, że w tym miejscu, symbolizującym przezwyciężenie podziału Europy na Wschód i Zachód, stawi się w sylwestrową noc milion Niemców i zagranicznych turystów z całego świata. Kulminacyjnym punktem uroczystości był jedenastominutowy pokaz sztucznych ogni.

Wesoła zabawa jest wobec katastrofy w Azji niemożliwa. "Myślami jesteśmy z ofiarami i ich najbliższymi" - powiedział burmistrz Berlina Klaus Wowereit otwierając uroczystość.

Rzeczywiście, wielu uczestników imprezy popijało początkowo w milczeniu szampana i grzane wino, rozmawiając przyciszonymi głosami. Jednak stopniowo nastroje poprawiały się i zaczęto odpalać tysiące petard i rac, a nad całym terenem unosiły się kłęby dymu rozświetlane wielobarwnymi fajerwerkami. Nie było ich jednak tak dużo jak w poprzednich latach. Niemieccy politycy i artyści apelowali w minionych dniach o przeznaczenie pieniędzy na datki dla ofiar, zamiast na kupno petard, sądząc choćby po 30-procentowym spadku obrotów sprzedawców fajerwerków. Statystyczny Berlińczyk "odpalał" w sylwestrową noc kilogram fajerwerków. Mieszkańcy stolicy Niemiec wydawali na ten cel ponad 100 milionów euro.

Brama Brandenburska jest od dziesięciu lat "pierwszym adresem" dla zwolenników "tańca, hulanek i swawoli" pod gołym niebem. Jak z dumą podkreślają organizatorzy, w roku ubiegłym bawiło się tutaj więcej osób niż w Nowym Jorku. Po obu stronach alei łączącej Bramę Brandenburską z Kolumną Zwycięstwa w Tiergarten, dla gości przygotowano wiele atrakcji -cztery sceny, osiem dyskotekowych namiotów, stoiska z piwem i grzanym winem oraz "diabelski młyn". Zbudowany z olbrzymich lodowych bloków bar-igloo oferował szampana.

Spokojniej i skromniej powitano Nowy Rok we Włoszech na znak żałoby po azjatyckim kataklizmie. W Rzymie i innych miastach odwołano pokazy sztucznych ogni. Zamiast tego pieniądze przeznaczone na fajerwerki przekazane zostaną regionom, które najbardziej ucierpiały w wyniku ataku żywiołu. Prezydent Carlo Azeglio Ciampi z kolei odstąpił od zwyczaju i nie zszedł do zgromadzonych na placu przed pałacem na Kwirynale widzów koncertu symfonicznego, by jak w latach poprzednich wznieść z nimi toast i złożyć noworoczne życzenia.

Z pierwszych doniesień wynika, że w większości włoskich miast w ulicznych zabawach sylwestrowych uczestniczyło mniej osób niż w latach ubiegłych. W niektórych miastach, między innymi w Turynie i w Pizie, w ogóle odwołano imprezy pod gołym niebem. W Wenecji mieszkańcy i turyści witając Nowy Rok oddali minutą ciszy hołd ofiarom trzęsienia ziemi. Przez całą sylwestrową noc trwała zbiórka pieniędzy na pomoc humanitarną dla krajów Azji.W Neapolu tradycja fajerwerków okazała się silniejsza od dramatycznej rzeczywistości. Mimo, że miejscowy arcybiskup kardynał Michele Giordano apelował o umiar i spokój, jak co roku odbył się tam imponujący spektakl pirotechniczny.

400 tysięcy osób świętowało nadejście Nowego Roku na Polach Elizejskich w Paryżu; zabawa trwała tam do rana. Około 50 tysięcy osób z Francji i zagranicy zebrało się także w drugim najpopularniejszym wśród turystów miejscu francuskiej stolicy, czyli pod Wieżą Eiffla, choć w tym roku nie przygotowano tam specjalnych sylwestrowych iluminacji. Największą atrakcją paryskich obchodów nadejścia Nowego Roku był pokaz sztucznych ogni na Placu Zgody, znakomicie widoczny z Pól Elizejskich.

W tym roku Paryż postanowił zaprezentować się jako kandydat do organizacji igrzysk olimpijskich w roku 2012. Na wielkim diabelskim młynie, jaki w okresie świątecznym stanął na Placu Zgody, po północy obok napisu 2005 zabłysło logo "Paris 2012".

By pomóc uczestnikom zabawy w przemieszczaniu się po mieście i regionie paryskim, władze Paryża zarządziły, że od godz. 17:00 w piątek do 12:00 w sobotę komunikacja miejska i podmiejska jest bezpłatna, a najbardziej uczęszczane linie są obsługiwane przez dodatkowe składy metra i szybkiej kolei dojazdowej oraz autobusy.

W radosnych nastrojach po zwycięstwie pomarańczowej rewolucji witało Nowy Rok kilkaset tysięcy kijowian. Bawili się oni na stołecznym Placu Niepodległości, który jeszcze niedawno był widownią masowych protestów przeciwko naruszeniom wyborczym oraz poparcia dla Wiktora Juszczenki. I tym razem nad całym kijowskim Placu Niepodległości powiewały pomarańczowe sztandary z napisem "Juszczenko Tak". Wraz z mieszkańcami Kijowa nadejście 2005 roku świętowali nowo wybrany prezydent Wiktor Juszczenko, prezydent Gruzji Michaił Saakaszwili, mer Kijowa Aleksander Omelczenko i jedna z głównych postaci ukraińskiej opozycji Julia Tymoszenko. Wiktor Juszczenko, składając gratulacje noworoczne podkreślił, że w Nowym Roku Ukraina wreszcie wkroczyła na drogę do wolności, mimo że formalnie niepodległość odzyskała 15 lat temu.Część jego wypowiedzi zagłuszały przedwczesne wystrzały sztucznych ogni, jednak gdy w Kijowie nastała północ, niebo nad miastem nie rozświetliło się racami. Pierwsze z nich odpalono blisko pięć minut po nadejściu Nowego Roku. Spektakularny pokaz sztucznych ogni w pełni zrekompensował kilkuminutowe oczekiwanie.Kijowianie entuzjastycznie powitali specjalnego gościa noworocznej uroczystości, prezydenta Gruzji Michaiła Saakaszwilego.W przerwach między okrzykami "Juszczenko, Juszczenko" na Placu Niepodległości oraz dochodzących do niego ulicach skandowano "Misza, Misza", co było wyrazem wdzięczności za poparcie, jakie Saakaszwili i Gruzini udzielili ukraińskiej pomarańczowej rewolucji.

Przy głośnej muzyce spędziło sylwestrową noc kilkuset żołnierzy z różnych krajów w obozie Echo w Diwanii; zamiast musujących win polały się bezalkoholowe gazowane napoje z puszek. Na godzinę przed północą czasu miejscowego kilkuset żołnierzy tańczyło na największym wolnym placu w obozie przy dźwiękach muzyki płynących ze sprzętu grającego; niektóre piosenki wykonywał zespół. Odstępstwem od obowiązującego w bazie zaciemnienia były niewielkie reflektory przed przyczepą i wystrzelone o północy race.

Niektórzy żołnierze woleli hiphopowe rytmy w blaszanym hangarze, służącym za warsztat firmie obsługującej wojsko, od wiązanki polskich przebojów. To spotkanie zorganizowali Amerykanie, ale w wir zabawy rzucili się także Bułgarzy, Polacy i przedstawiciele innych nacji.

Dowódca dywizji gen. dyw. Andrzej Ekiert złożył żołnierzom życzenia w kilkunastu językach.

Żołnierze życzyli sobie nawzajem szczęśliwego powrotu do kraju; pierwsza grupa polskich żołnierzy odleci do kraju już na początku stycznia. Wielu wybrało powitanie nowego roku we własnych, mniejszych gronach, niektórym wypadła służba - musieli wyjechać na patrole lub pełnić warty.

em, pap

Czytaj także

 0

Czytaj także