Witajcie w absurdzie

Witajcie w absurdzie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Gdyby osiem lat temu któraś ze stacji telewizyjnych wyemitowała "Witajcie w życiu", dziś już pewnie nikt o filmie by nie pamiętał. Amway postanowił jednak, blokując sądowo emisję filmu, zapewnić mu niespotykaną w polskiej kinematografii reklamę.
Kasety z "Witajcie w życiu" pojawiły się na bazarach, organizowano - niczym w czasach komunizmu - tajne projekcje tylko dla zaufanych, dokument można również ściągnąć z internetu. Każdy kto był zainteresowany filmem, mógł go zdobyć. A że zakazany owoc smakuje najlepiej, takich osób było wiele.

W "Witajcie w życiu" nie zobaczymy filmowanych w cieniu, ze zmienionym głosem, anonimowych byłych dystrybutorów Amwaya, którzy chcą się zemścić na swoim pracodawcy. Wszyscy rozmówcy Dederki byli ówczesnymi pracownikami Amwaya, wychwalającymi system tej amerykańskiej korporacji. Mimo to w opinii sądu i samego Amwaya, film stawia firmę w złym świetle. Dlaczego?

Dlatego, że występujący w filmie ludzie przypominają członków sekty po praniu mózgu. Przeraża kobieta ze sztucznie przyklejonym uśmiechem, niczym u Jokera w "Batmanie" Tima Burtona. Przeraża mężczyzna, któremu wydaje się, że używanie przez niego produktów Amwaya stworzy z niego lepszego człowieka. Przeraża również tłum dystrybutorów zebranych w warszawskiej Sali Kongresowej, którzy wysłuchawszy ekstatycznej przemowy amerykańskiego lidera Amwaya odśpiewują "Jeszcze Polska nie zginęła". Problem w tym, że wszystkie te zachowania są autentyczne. To właśnie pokazanie ideologii firmy, metod werbowania współpracowników i fragmentów ich szkolenia, a nie wplecione w film fabularne scenki, będące komentarzem, są dla Amwaya nie do przyjęcia.

Kiedy w końcu Sąd Najwyższy "uwolni" film (inny wyrok byłby kompromitacją sądu), jego emisja będzie największym telewizyjnym wydarzeniem sezonu. I wtedy dopiero Amway przekona się, że blokując "Witajcie w życiu" strzelił sobie samobójczą bramkę.

Sergiusz Sachno