W "Witajcie w życiu" nie zobaczymy filmowanych w cieniu, ze zmienionym głosem, anonimowych byłych dystrybutorów Amwaya, którzy chcą się zemścić na swoim pracodawcy. Wszyscy rozmówcy Dederki byli ówczesnymi pracownikami Amwaya, wychwalającymi system tej amerykańskiej korporacji. Mimo to w opinii sądu i samego Amwaya, film stawia firmę w złym świetle. Dlaczego?
Dlatego, że występujący w filmie ludzie przypominają członków sekty po praniu mózgu. Przeraża kobieta ze sztucznie przyklejonym uśmiechem, niczym u Jokera w "Batmanie" Tima Burtona. Przeraża mężczyzna, któremu wydaje się, że używanie przez niego produktów Amwaya stworzy z niego lepszego człowieka. Przeraża również tłum dystrybutorów zebranych w warszawskiej Sali Kongresowej, którzy wysłuchawszy ekstatycznej przemowy amerykańskiego lidera Amwaya odśpiewują "Jeszcze Polska nie zginęła". Problem w tym, że wszystkie te zachowania są autentyczne. To właśnie pokazanie ideologii firmy, metod werbowania współpracowników i fragmentów ich szkolenia, a nie wplecione w film fabularne scenki, będące komentarzem, są dla Amwaya nie do przyjęcia.
Kiedy w końcu Sąd Najwyższy "uwolni" film (inny wyrok byłby kompromitacją sądu), jego emisja będzie największym telewizyjnym wydarzeniem sezonu. I wtedy dopiero Amway przekona się, że blokując "Witajcie w życiu" strzelił sobie samobójczą bramkę.
Sergiusz Sachno