Powstanie, jakie przez dwa tygodnie ogarniało ten kraj, pokazało, że są gigantyczne problemy z integracją ponad 5-milionowej rzeszy "nowych Francuzów". Właśnie ogłoszone wyniki gospodarcze to sygnał, że dużych zmian wymaga tamtejsza ekonomia. W ostatnich kwartale francuskie PKB wzrosło zaledwie o 0,7 proc., co i tak jest kolosalnym postępem - w poprzednim kwartale zanotowało wzrost zaledwie o 0,1 proc.
76 proc. Francuzów nie ufa elitom politycznym kraju - takie wyniki przyniósł ubiegłotygodniowy sondaż. Przy tym nie ma znaczenia, czy chodzi o tych z rządu, czy z opozycji. To najlepszy dowód, że nadchodzi czas zmiany warty we francuskiej polityce. Stara gwardia z Jacquesem Chirackiem, Alainem Juppem, lub socjalistami Francoisem Hollande'em, Dominiquem Straussem-Kahnem, czy Jacquesem Langiem powinna odejść i ustąpić miejsca politykom potrafiącym reagować na szybko zmieniający się świat.
Tymczasem mówi się, że Chirac jeszcze raz wystartuje w wyborach prezydenckich w 2007 roku, Hollande jest faworytem wyborów na przywódcę Partii Socjalistycznej, które mają się odbyć pod koniec listopada. "Trzeba otworzyć okna w naszym życiu politycznym" - apelował półtora roku temu Francois Bayrou, przewodniczący centrowej Nowej Unii na rzecz Demokracji Francuskiej (UDF). Do tej pory nikt go nie posłuchał.
Agaton Koziński