Białoruś: krwawa rozprawa z opozycją

Białoruś: krwawa rozprawa z opozycją

Dodano:   /  Zmieniono: 
Białoruska milicja rozpędziła wiec w Mińsku, kiedy jeden z opozycyjnych kandydatów w wyborach prezydenckich Alaksandr Kazulin wezwał zebranych, by pójść pod areszt, gdzie przetrzymywana jest większość zatrzymanych.
Kazulina aresztowano, nie potwierdzono natomiast informacji o ofierze śmiertelnej starć z milicją, która użyła w nich pałek, a zapewne także granatów głuszących (słyszano cztery wybuchy). Według świadków ranne zostały trzy osoby, w tym jedna ciężko. Szef białoruskiego MSW Uładzimir Naumou poinformował na konferencji prasowej, że tylko jeden z demonstrantów został przewieziony do szpitala oraz że rannych zostało 8 milicjantów. Nie wiadomo, czy był ten sam osobnik, o którym niezależna inicjatywa Karta-97 informowała, że jest "ciężko ranny lub zabity" i ma rozbitą głowę. Według świadków, uderzony pałką upadł i wtedy przeszedł po nim szpaler rozganiających demonstrację OMON-owców.

Naumou nie podał liczby zatrzymanych demonstrantów. Zapewnił przy tym, że nie używano granatów dymnych i nie wiadomo, dlaczego słychać było wybuchy. Szef białoruskiego MSW zaznaczył, że podczas wiecu Alaksandr Kazulin wzywał do "obalenia władzy państwowej" i "fizycznej rozprawy z szefem państwa". Kazulin szedł na czele pochodu pod  areszt na ul. Akreścina z hasłem odbicia zatrzymanych. Został aresztowany.

Przywódca białoruskiej opozycji demokratycznej Alaksandr Milinkiewicz ocenił działania Kazulina jako "prowokację". "Uważam, że to prowokacja, która przynosi korzyść władzom. Jest mi bardzo żal ludzi, którzy tam ucierpieli, jestem przeciwnikiem takich marszów" - powiedział Milinkiewicz dziennikarzom. "Jestem odważnym człowiekiem. Nie boję się więzienia, lecz uważam, że politycy nie mają prawa do takich kroków" - dodał. Według Milinkiewicza wynikiem działań Kazulina jest "histeria w mediach". "To może zrazić do nas nawet naszych zwolenników" - ocenił.

Również wiceszef sztabu wyborczego Kazulina, Uładzimier Niściuk powiedział, że nie może potwierdzić informacji o ofierze śmiertelnej podczas starć z milicją. "Nikt z działaczy naszego sztabu nie widział nikogo zabitego - powiedział. - Widziano natomiast rannych ludzi, zakrwawionych i leżących bez przytomności. Do jednego z nich działacz naszego sztabu sam wzywał karetkę".

Na wiecu, w którym wzięło udział kilka tysięcy ludzi, Milinkiewicz ogłosił utworzenie niezależnego ruchu pod hasłem jego kampanii wyborczej: "Wolność. Prawda. Sprawiedliwość". Kordony milicji zamknęły szczelnie Plac Październikowy, na którym w zeszłym tygodniu zbierały się manifestacje. Tłum, liczący 7-8 tys. ludzi, został wypchnięty przez zwarte szpalery specnazu z  przylegającego do placu Prospektu Niepodległości. Kolumny manifestantów, w eskorcie podążającej za nimi milicji, dotarły do parku po drugiej stronie placu. Tam czekał już Milinkiewicz i około tysiąca jego zwolenników, którzy także od tej strony nie mogli się dostać na Plac Październikowy.

Milinkiewicz przemawiał ze stopni pomnika Janki Kupały, największego poety białoruskiego. Obok niego stali Kazulin i  członkowie rodzin aresztowanych w nocy z czwartku na piątek uczestników protestu na Placu Październikowym. "Możemy być dumni z tego, co zrobiliśmy: przełamaliśmy strach. Ale dzisiaj nie przyszło 200 czy 500 tys. ludzi. Gdyby było tylu, oni uciekliby z kraju" - dodał. Wydarzenia na Białorusi porównał do zdobywania twierdzy. "Dokonaliśmy szturmu na twierdzę - to pierwszy krok. Teraz będziemy walczyć innymi metodami. Zaczniemy oblężenie twierdzy, zrobimy w niej wyłomy. Będzie drugi szturm, jeszcze silniejszy. Nie będziemy czekać pięć lat" - powiedział Milinkiewicz. Podkreślił, że teraz trzeba przekonać społeczeństwo, że  zwolennicy przemian są silni. Wezwał, by zapisywać się do nowo tworzonego ruchu. Obiecał, że ruch będzie walczyć o wolną edukację, wolne słowo i wolne wybory bez obecnego prezydenta. Od razu na wiecu rozpoczęto zapisy do ruchu.

Przemawiający na wiecu lider Białoruskiego Frontu Narodowego Wincuk Wiaczorka przypomniał, że manifestacja została zwołana w  Dniu Wolności, w rocznicę proklamowania w 1918 roku Białoruskiej Republiki Ludowej, pierwszego w historii państwa białoruskiego. "88 lat temu rozpoczęła się droga, którą powinniśmy pójść do  końca" - powiedział.

Na wiecu wystąpiła też posłanka PiS Małgorzata Gosiewska, która przekazała wyrazy solidarności z białoruskim narodem walczącym o  uczciwe wybory.

W sobotę po południu świat zelektryzowała wiadomość agencji Interfax o aresztowaniu Milinkiewicza. Szybko okazało się jednak, że nie była to prawda. - Alaksandr Milinikiewicz nie został aresztowany - zapewnił szef jego służby prasowej Siarhiej Waźniak. Zatrzymany został natomiast rzecznik kampanii wyborczej Milinkiewicza, Pawał Mażejka. Milicja zatrzymała mikrobus, w którym Mażejka wiózł aparaturę nagłaśniającą z wiecu.

O swe bezpieczeństwo obawia się lider Białoruskiego Frontu Narodowego Wincuk Wiaczorka. Powiedział, że nie wyklucza, iż  zostanie aresztowany, ponieważ śledzą go cztery samochody. Miał też trudności ze skontaktowaniem się z Milinkiewiczem, bądź z  ludźmi z jego otoczenia, bo wszystkie telefony komórkowe były wyłączone.

Przed ambasadą RP w Mińsku demonstrowało w sobotę ok. 70 młodych zwolenników prezydenta Łukaszenki. Po półtorej godziny rozeszli się w spokoju. Demonstracja rozpoczęła się o godz. 17.45 (16.45 czasu polskiego). Zgromadzeni przed polską placówką zachowywali się spokojnie, stali po drugiej stronie ulicy. Skandowali hasło "Za  Białoruś", wykorzystywane w kampanii wyborczej Alaksandra Łukaszenki. Wołali, że się "nie sprzedadzą" i żeby Polska nie ingerowała w  sprawy Białorusi. Nieśli oficjalne czerwono-zielone flagi Białorusi.

pap, ss