Faktem jest, że instytucja trybunału przetrwała do dziś. Istnieje też co prawda w każdym innym demokratycznym państwie. Jest on demokratycznie wybierany, lecz później nie jest kontrolowany. Wyroki sędziów trybunału nie podlegają zaskarżeniu, a oni sami nie są ze swoich decyzji rozliczani.
Trybunał Konstytucyjny podejmuje też uchwały, które mają często charakter interpretacji politycznej, nie zaś czysto prawnej. W tym momencie trybunał staje się władzą. Władza sądownicza miesza się z władzą wykonawczą. Dlatego niewykluczone, że wraz z dążeniem do zmiany konstytucji, obecny parlament będzie też próbował zmienić pozycję ustrojową trybunału. Póki Polska jest członkiem Unii Europejskiej, na szczęście instytucji tej zlikwidować się nie da. Można co najwyżej upchnąć na stanowiskach sędziów kilku swoich kolegów, ale i to raczej na niewiele się zda. Co więc zrobić, żeby nie mieć na karku Trybunału Konstytucyjnego i żeby nie było konfliktu władzy z władzą ? Odpowiedź wydaje się banalnie prosta: pisać ustawy przyzwoicie, nie na kolanie, naprędce, bo później zwykle okazuje się, że są niespójne i wewnętrznie sprzeczne.
Ale to chyba za trudne dla kolejnych parlamentów.
Krzysztof Grzegrzółka