Skaner

Skaner

Dodano: 
INTERNET
Polska Partia Pedofilów
Zwolenników zalegalizowania w Polsce pedofilii odkryli dziennikarze "Wprost". Działają oni całkiem bezkarnie i reklamują się w Internecie. Niczym zalegalizowana w ubiegłym tygodniu w Holandii partia Dobroczynność, Wolność i Różnorodność (NVD), która ma wywalczyć dla pedofilów podobne prawa, jakimi cieszą się tam geje i lesbijki. W polskim Internecie kreuje się wizerunek "pozytywnego pedofila" - osoby mającej się kojarzyć z takimi cechami, jak opiekuńczość, odpowiedzialność czy przywiązanie. O takich pedofilach mówi się nie jako o osobach chcących uprawiać seks z dziećmi, ale jako o ludziach pełnych miłości, którzy chcą dla tych dzieci jak najlepiej. Na stronie "Mały Książę - dobra strona pedofilii i dziecięcej seksualności" możemy się dowiedzieć, jakie to dobre strony ma pozytywna pedofilia: "Nikt z tak zwanych 'normalnych' ludzi nie wie, co to znaczy kochać, prawdziwą miłością kochać małego chłopca. ...Uśmiech... głos... krótko ostrzyżone włosy... słoneczny zapach opalonej skóry... szczuplutka szyja... gorąca mała rączka na tkaninie dżinsów... lekko zawstydzone spojrzenie... wielkie, przejrzyste oczy... malutkie rączki... czapeczka z daszkiem... podrapane kolanka... brzoskwiniowy puszek na policzkach... nagły wybuch śmiechu i zapach czystego oddechu... ostrożne, nieśmiałe wargi... pierwszy raz...".
Zmianie wizerunku pedofilów mają służyć plakaty, które możemy znaleźć na stronie. Przedstawiają małych uśmiechniętych chłopców, którzy tulą się do mężczyzn. Plakatom towarzyszą takie hasła: "Dokąd zmierza świat, skoro już dziś prześladuje i karze za miłość!", "Stop psychozie strachu przed pozytywnymi pedofilami" czy "Boże! Pozwól mi kochać i być kochanym w sposób, który najbardziej mi odpowiada". Autorzy strony oskarżają społeczeństwo o to, że łamie prawa dzieci, nie pozwalając im na uprawianie seksu z dorosłymi, jeśli same tego chcą.
Strona pozytywnych pedofilów jest legalna, ponieważ nie prezentuje dziecięcej pornografii. Zawiera jednak takie na przykład dowcipy. "Tata kąpie się z córeczką w wannie. Nagle dziewczynka patrzy na przyrodzenie taty i mówi: - Tato, kiedy ja będę miała coś takiego jak ty między nogami? Tata rozejrzał się, zbliżył do córeczki i szepce: - Jak będziesz cicho, to za chwilkę". Można również przeczytać opowiadania dla pedofilów pod wiele mówiącymi tytułami: "Przypowieść o mrówce pedofilu", "Chłopiec z parkowej ławki" czy
"O Misiu i Rysiu". W dziale porad można zaś znaleźć m.in. "rady dla dziecka, które pragnie uwolnić swojego pedofila" czy "BHP dobrego pedofila".
Jarosław Stróżyk

KADRY
Bauc do PKO
Jarosław Bauc, dotychczasowy szef Polkomtela, jest najpoważniejszym kandydatem na stanowisko prezesa PKO BP. Nowy prezes będzie mógł zarabiać więcej niż poprzedni, bo skarb państwa pozbędzie się części udziałów w banku PKO (ma 51 proc.) - 1,5 proc. zostanie sprzedanych Bankowi Gospodarstwa Krajowego. Jeśliby do takiej zmiany nie doszło, nowy prezes zostałby objęty tzw. ustawą kominową, która ogranicza zarobki prezesów spółek, w których państwo ma ponad połowę udziałów. Ta niewielka zmiana spowoduje, że pensja nowego prezesa będzie mogła wynosić tyle, ile w prywatnych instytucjach bankowych. Przeciętne zarobki wynoszą tam 150 tys. zł miesięcznie. Rekordzistą jest Bogusław Kott, prezes Banku Millennium, którego miesięczne zarobki sięgają 300 tys. zł.
Miejsce Bauca w Polkomtelu zajmie Piotr Gaweł, który jest teraz członkiem zarządu tej firmy. Z informacji, które uzyskał "Wprost", wynika, że już wtedy był plan, aby Bauc objął funkcję prezesa w PKO BP, a Gaweł poszedł na jego miejsce. (ju)

MODA
Lepper od Zegny
Wicepremier Andrzej Lepper lubi teraz garnitury Ermenegildo Zegny - szyte na miarę. Te, które zamawia, kosztują około 12 tys. zł. Lepper nosi do nich buty za mniej więcej 3600 zł. Wcześniej ubierał się u Hugo Bossa. Dlaczego zmienił firmę? Zegna to jeden z najdroższych sklepów z męskimi ubraniami. Klientami Zegny są m.in. były prezydent Aleksander Kwaśniewski i Aleksander Gudzowaty. Kiedy pierwszy raz wicepremier znalazł się w sklepie Zegny, przy zakupie garnituru postawił warunek: "Żeby się nie miął". (ju)
O letnim kodzie ubioru polskich polityków więcej w artykule "Wiocha na Wiejskiej", s. 62

FILM
"Ryś", czyli "Miś 2"
Stanisław Tym wskrzesza prezesa Ryszarda Ochódzkiego! Długo oczekiwany film Tyma, zapowiadany jako "Miś 2", będący kontynuacją losów znanego z "Misia" i "Rozmów kontrolowanych" prezesa klubu Tęcza Ryszarda Ochódzkiego, będzie zatytułowany "Ryś". Stanisław Tym wystąpi w potrójnej roli: jako reżyser, autor scenariusza i odtwórca roli prezesa Ochódzkiego. Z opinii tych nielicznych, którym udało się przeczytać chroniony przed konkurencją scenariusz, wynika, że w lutym 2007 r. do kin wejdzie naprawdę znakomita komedia. Akcja toczy się we współczesnej Polsce, gdzie prezes Ochódzki znakomicie prosperuje, klub Tęcza nadal istnieje, a prezesa wciąż kochają piękne kobiety - czasami już zajęte.
Zdjęcia do "Rysia" ruszą w połowie sierpnia 2006 r. Jak zapewnia Roma Hulewicz z produkującej "Rysia" firmy Jawa, w filmie wystąpią gwiazdy polskiego filmu. - Wciąż trwa podpisywanie umów, więc nie mogę zdradzić szczegółów, ale to naprawdę znane nazwiska - mówi Hulewicz. Na razie wiadomo, że u boku Stanisława Tyma ponownie pojawią się Zofia Merle, Krzysztof Kowalewski i Jerzy Turek. Autorem zdjęć będzie Marian Prokop. Film jest finansowany z prywatnych pieniędzy. Producentem jest Wydawnictwo Jawa, współproducent filmu opartego na powieści Katarzyny Grocholi "Ja wam pokażę!", który obejrzało ponad 1,2 mln widzów.

LATO
Indeks opalenizny
Zbyt długie wystawianie skóry na promieniowanie ultrafioletowe może powodować oparzenia i alergie, przyspieszone starzenie się skóry, nowotwory, a nawet zaćmę. Jak temu zapobiec? Najlepiej poznać swój typ skóry, od niego bowiem zależy, jak długo możemy bezpiecznie przebywać na słońcu. Promieniowanie UV jest znacznie wyższe na południu Polski niż na północy. Dlatego bezpieczniej jest się opalać nad morzem niż w górach.

TELEWIZJA
Udzielne królestwo
TVP to w tej chwili bardzo źle funkcjonująca instytucja, struktura całkowicie dysfunkcjonalna i korupcjogenna. Przerażające jest marnotrawstwo wszystkiego - od pieniędzy, przez ludzki wysiłek, aż po twórczość. TVP jest w takim stanie w momencie, gdy do Polski wszedł telewizyjny potentat Rupert Murdoch, a do ekspansji na nasz rynek szykuje się Bertelsmann.
Niezdrowa jest sytuacja, kiedy rada nadzorcza ma tak olbrzymi wpływ na pracę zarządu TVP, bo rada staję się de facto superzarządem. Dość powiedzieć, że każdy zakup powyżej 50 tys. euro musi być akceptowany przez radę, co przy obrotach rzędu pół miliarda euro jest absurdem. Gdy rada nie obraduje permanentnie, często długo trzeba czekać na jej decyzję. W normalnych firmach to sytuacja nie do pomyślenia. Tymczasem rada powinna się zajmować oceną działań strategicznych.
Zarząd w obecnej formie jest ciałem dziwnym, w którym każdy z jego członków dysponuje udzielnym królestwem. Podobnie jest z innymi częściami TVP, które działają kompletnie niezależnie od siebie. To przedziwny konglomerat dublujących się kompetencji, przypominający mnożenie się komórek rakowych. W sytua-cjach kryzysowych stacje komercyjne wysyłają jeden wóz transmisyjny i nadają non stop. TVP wysyła trzy wozy z trzech różnych komórek. To marnowanie pieniędzy. Dlatego powołałem szefa ds. finansów. Zdumiewające jest to, że takiej osoby telewizja, finansowana w części przez podatników, dotychczas nie miała, a stać ją było na zatrudnianie 800 księgowych.
TVP ma wpływ na preferencje wyborcze. Nie dziwi więc, że politycy chcą mieć wpływ na telewizję. Kiedy mnie mianowano, miałem nadzieję, że ma to służyć zmianie tego stanu rzeczy. Że będzie można stworzyć dobrą telewizję publiczną niezależną od politycznych wpływów. Byłoby to zresztą realizacją norm prawnych zapisanych w ustawie. Szkoda, że politycy działają pod presją chwili, a tylko mężów stanu stać na działanie długofalowe. Telewizja publiczna winna być naprawdę niezależna, powinna budować metapolityczny wymiar. PiS mogłoby sobie to poczytywać za zasługę - jako partia, która to umożliwiła. Tak długo, jak będę wierzył, że stworzenie takiej telewizji jest możliwe, będę trwał. Ale ani dnia dłużej.
Bronisław Wildstein
prezes TVP SA

TELEWIZJA
Alternatywy 4 bis
Maciej Rybiński i Marcin Wolski, felietoniści "Wprost", piszą scenariusz serialu komediowego, a Krzysztof Zaleski go wyreżyseruje. Emisja już jesienią 2006 r. w TVP. Autorzy będą w żartobliwy sposób komentowali sytuację w Polsce. Jak zapewnił "Wprost" Marcin Wolski akcja serialu będzie się rozgrywać w stacji telewizyjnej. Komediowych bohaterów wymyślili autorzy scenariusza. Tylko jedna z osób, które wystąpią, będzie grała samą siebie. Pozostałe postacie są fikcyjne. U wielu bohaterów uważny widz zauważy cechy, które można odnaleźć u znanych osób z mediów. (ju)
Więcej o zmianach w TVP w artykule "Wojna na ekranie", s. 98


WOJNA
Musimy się bronić sami
Izrael znajduje się w sytuacji, w której dwa państwa i dwie organizacje terrorystyczne są głuche na wszelkie działania dyplomatyczne i polityczne, to znaczy Iran, Syria, Hamas i Hezbollah. Nikt nie ma na nie wpływu. Nie posłuchają nikogo: ani ONZ, ani Stanów Zjednoczonych, ani Unii Europejskiej, ani Rosji, ani nawet państw arabskich czy szefa rządu libańskiego. Pierwszy raz świat stanął bezradny wobec poczynań Iranu i Syrii, które kpią ze społeczności międzynarodowej, wysyłając Hamasowi i Hezbollahowi broń i pieniądze, aby te organizacje wzniecały wojnę. Izrael pozostał sam na polu walki. Nikt inny ich nie powstrzyma. Ale także nikt nas nie obroni. Sami musimy się bronić w świecie, w którym międzynarodowa dyplomacja jest tak słaba, że Irańczycy kpią sobie ze wszystkich. W niebezpiecznym świecie, w którym granice nie chronią przed pociskami.
Dlatego prowadzimy w Libanie operację wojskową. I być może dajemy narodowi libańskiemu pewną nadzieję, bo do tej pory libańska armia - w sile 70 tys. żołnierzy - nie spełnia swego zadania, gdyż na przeszkodzie stoi Hezbollah. Być może przywracamy społeczności międzynarodowej pewien wpływ na sytuację w Libanie. Gdyby Izrael się poddał, nikt nie stawiłby czoła Iranowi, Syrii, Hezbollahowi, Hamasowi i im podobnym.
Nie chcemy niczego od Libanu. I Liban nie chce niczego od nas. Pragniemy tylko jego integralności terytorialnej, pomyślności i wolności od obcego ciała, jakim jest Hezbollah, zagrażający bytowi i życiu Libańczyków. Zostaliśmy zaatakowani bez powodu. Wycofaliśmy się z Libanu i oddaliśmy mu całą ziemię oraz zasoby wody, zgodnie z rezolucjami ONZ. I oddaliśmy Palestyńczykom całą Gazę. Teraz domagają się od nas wymiany więźniów. Zanim porwali żołnierzy izraelskich, premier Olmert dał do zrozumienia, że jest gotów rozmawiać w tej sprawie. Nikt nie powinien myśleć inaczej: Izrael nigdy nie był bardziej zdeterminowany niż dziś. Nigdy nie był bardziej zjednoczony. Przechodzimy przez bolesne doświadczenie. Nie mamy najmniejszego zamiaru poddawać się czy przepraszać.
Naszym celem jest powstrzymanie ataków rakietowych Hezbollahu, trwałe zapobieżenie powrotowi tej organizacji na granicę Libanu z Izraelem i umożliwienie libańskiemu wojsku przejęcia kontroli w kraju, zgodnie z warunkami rezolucji ONZ. Naszym celem jest także uwolnienie izraelskich żołnierzy.
Notował Nathan Gardels (TMI)
Szymon Peres
wicepremier Izraela

Więcej o wojnie na Bliskim Wschodzie w artykule "Jajecznica w Bejrucie", str. 88

OBOZY PRACY
Przeklęta ziemia obiecana
Tonie były miejsca pracy, ale łagry - mówi Piero Grasso, włoski prokurator ds. walki z mafią, o warunkach, w jakich przymusowo pracowali Polacy. Dzięki współpracy włoskiej i polskiej policji akcja "Ziemia obiecana" doprowadziła do zatrzymania 16 osób zamieszanych w proceder trwający co najmniej od dwóch lat. Giuseppe Politi, przewodniczący Włoskiego Zrzeszenia Rolników, potępił wykorzystywanie przez zorganizowaną przestępczość w okolicach Foggii polskich robotników najemnych i zaapelował do włoskiego rządu o jak najszybszą interwencję. Sprawa wywołała najpierw oburzenie, lecz wkrótce media uspokajały sumienia Włochów, akcentując, że "oprawcami byli Polacy".
Obóz pracy w Foggii nie był jedynym we Włoszech.
W Osmannoro na peryferiach Florencji w barakach przekształconych w małe fabryki wegetują rzesze Chińczyków. Na przedmieściu Brozzi policja znalazła w ubieg-łym roku pięćdziesięcioro nieletnich, zatrudnionych przy produkcji torebek, portfeli i pasków.
Jolanta Kondraciuk (Rzym)

FRANCJA
Opactwo pod prądem
Francuskie Le Mont-Saint-Michel, piękne i słynne na całym świecie, będzie podświetlone. Normandzkie opactwo i wieś to drugie po Paryżu najchętniej odwiedzane przez turystów miejsce we Francji. Połączona z lądem wąską groblą osada jest podczas przypływu odcięta od lądu. Oświetlenie będzie zmieniało barwę w zależności od wysokości, na której leżą iluminowane budynki.

FRANCJA
Thuram na prezydenta!
Zinedine Zidane na prezydenta - takie hasło pojawia się od 1998 r., kiedy trójkolorowi zdobyli mistrzostwo świata. Po tym jak Zizou z byka uderzył włoskiego piłkarza podczas ostatniego finału, te głosy zamilkły. Nowym kandydatem na szefa państwa jest Lilian Thuram, czarnoskóry obrońca francuskiej drużyny. "Ciągle mówimy o lepenizacji, a trzeba także wspomnieć o sarkoizacji umysłów" - oznajmił Thuram. Nawiązał w ten sposób do projektu Nicolasa Sarkozy'ego, ministra spraw wewnętrznych i kandydata na prezydenta, który zaproponował wyrzucenie części imigrantów z Francji. Temperatura dyskusji, która wybuchła po wypowiedzi Thurama, wyraźnie pokazuje, że poparcie piłkarzy dla jednego z kandydatów może rozstrzygnąć przyszłoroczne wybory prezydenckie we Francji. (WAK)

REKORD
Rowerem do wieczności
Greg Kołodziejczyk, emerytowany amerykański przedsiębiorca, planuje pobić rekord odległości pokonanej w ciągu doby pojazdem napędzanym wyłącznie siłą ludzkich mięśni (dotychczasowy rekord ustanowiony ponad 10 lat temu przez Axela Fehlaua w Kolonii wynosi 1021,36 km).
W tym celu zaprojektował i zbudował rower o nazwie "Siła krytyczna". Wykonany z włókna węglowego pojazd jest w stanie na prostej rozwinąć prędkość 50 km/h. Próba bicia rekordu odbędzie się na torze w Eureka w Kalifornii. (PB)

GADŻET
Toilet iPod
Wygląda jak uchwyt na papier toaletowy, a jest stacją dokującą do iPoda. iCarta ma wbudowane czetry odporne na wilgoć głośniki - dwa wysoko- i dwa niskotonowe. iPod po włożeniu do iCarty jest automatycznie ładowany. Urządzanie można powiesić na ścianie, ale jego zastosowanie nie kończy się w toalecie. Po wyjęciu rolki można złożyć uchwyty do papieru i używać iCarty w dowolnym miejscu jako głośników do iPoda.



SKOCZEK SPADOCHRONOWY PRZEKROCZY BARIERĘ DŹWIĘKU
ZIEMSKI KOSMITA
Czy można skoczyć na spadochronie ze stratosfery i lecąc głową w dół, rozpędzić się do prędkości większej niż prędkość dźwięku? Tego za kilka dni zamierza dokonać 62-letni Michel Fournier, który ma wykonać skok na spadochronie z wysokości 40 km. Francuz chce przy okazji pobić aż cztery rekordy świata: wysokości skoku, długości lotu swobodnego, wysokości lotu balonem i uzyskać największą prędkość, z jaką człowiek może swobodnie spadać w kierunku Ziemi.

Ludzki pocisk
Wysokość, z jakiej Fournier chce skoczyć, jest już przedsionkiem przestrzeni kosmicznej. Pod swoimi stopami Francuz będzie miał 99 proc. ziemskiej atmosfery. Na wysokość 40 km Fourniera wyniesie tzw. balon stratosferyczny. Ważąca tonę, wypełniona helem czasza ma wysokość niespełna 100 m. Podczepiona do balonu gondola pomieści skoczka oraz przyrządy elektroniczne i zapasy tlenu. Przez trzy godziny lotu Michel Fournier będzie zamknięty w puszce o wysokości około 3 m i średnicy 1,1 m. Na wysokości 40 km ubrany w specjalnie skonstruowany kombinezon Fournier wyskoczy i rozpocznie trwający 6 minut i 25 sekund lot w kierunku Ziemi. Po 30 sekundach od opuszczenia gondoli, na wysokości około 35 km, skoczek przekroczy barierę dęwięku. Najszybciej będzie się poruszał z prędkością około 1,7 macha, czyli około 1800 km/godz. Dopiero na wysokości kilkuset metrów otworzy spadochron.
Michel Fournier jest emerytowanym oficerem armii francuskiej, pilotem i doświadczonym spadochroniarzem. Ma za sobą ponad 8500 skoków, w tym rekord Francji w najdłuższym - z wysokości 12 km - skoku spadochronowym. Od wielu lat próbuje pobić rekord skoku na spadochronie ze stratosfery. Poprzednie starania, we wrześniu 2002 r. i sierpniu 2003 r., nie doszły do skutku z powodu złej pogody. Od ostatniej próby zespół, z którym Fournier współpracuje, udoskonalał konstrukcję balonu stratosferycznego oraz kombinezon skoczka. Syntetyczny materiał o grubości 2 mm, z którego jest wykonany ten strój, został wyprodukowany na potrzeby skoku przez Textile Institute of France. Kombinezon musi dawać skoczkowi pełną swobodę ruchów, ale równocześnie musi być szczelny i chronić go przed temperaturą spadającą poniżej minus 70 stopni Celsjusza. "Mogę w nim przetrwać godzinę przy ciśnieniu tysiąc razy mniejszym niż ciśnienie na poziomie gruntu" - opisywał swój skafander Michel Fournier.

Skoczek ekstremalny
Fournier i eksperci z jego zespołu podkreślają, że sam skok to jedynie zwieńczenie długoletnich badań, które mogą być wykorzystane w innych dziedzinach. Chodzi m.in. o badania mechanizmów pogodowych na dużych wysokościach, które zespół Fourniera musiał przeprowadzić na potrzeby programu. Ważne będzie też badanie ludzkiego organizmu poddawanego ekstremalnym warunkom na dużych wysokościach. Koszt skoku Fourniera wynosi około 250 tys. euro, z czego 10 proc. stanowi ubezpieczenie skoczka.
W przyszłości, wraz z rozwojem kosmicznej turystyki, konieczne będzie opracowanie metod ewakuacji ludzi z pokładu wahadłowców znajdujących się na niskich orbitach okołoziemskich. Takie procedury będą przydatne także dla regularnie latających w przestrzeń okołoziemską kosmonautów. Udany skok Fourniera może zapoczątkować narodziny nowej dyscypliny sportów ekstremalnych - spacediving, czyli skoków z przestrzeni kosmicznej.
Tomasz Rożek

Balon Fourniera, do którego przyczepiona będzie hermetyczna gondola, po napełnieniu helem będzie ważył około tony. Grubość powłoki polietylenu, z której jest wykonany, wynosi zaledwie 16 mikrometrów - nieco mniej niż najcieńsze ludzkie włosy. Aby balon razem z gondolą się uniósł, wystarczyłoby go napełnić około 4 tys. m? helu. Jego całkowita objętość wyniesie jednak 600 tys. m?. Napełnienie helem czaszy, która ma wysokość około 90 m i największą średnicę około 110 m, zajmie 50 minut. Czas wyniesienia gondoli na odpowiednią wysokość wynosi 3 godziny.
Po skoku gondola z balonem opadną (w ciągu 40 minut) i będą mogły być wykorzystane ponownie.


Fot: M. Stelmach
Okładka tygodnika WPROST: 30/2006
Więcej możesz przeczytać w 30/2006 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

Czytaj także