Reforma MEN obniżyła poziom kształcenia? Jest pomysł, czym zastąpić prace domowe

Reforma MEN obniżyła poziom kształcenia? Jest pomysł, czym zastąpić prace domowe

Barbara Nowacka
Barbara Nowacka Źródło: Shutterstock / Longfin Media
W pierwszej połowie 2024 r. weszła w życie kontrowersyjna – tak oceniała ją część nauczycieli – reforma MEN. Wygląda na to, że nie przyniosła ona oczekiwanych przez resort owoców. Instytut Badań Edukacyjnych zaproponował zmiany, które – według ekspertów – mają poprawić sytuację uczniów i ułatwić pracę belfrom.

Od kwietnia ubiegłego roku uczniowie z klas pierwszy, drugich i trzecich (I-III) nie muszą odrabiać prac domowych (zadań, które zlecone zostały do wykonania w czasie wolnym od zajęć lekcyjnych). Wyjątkiem są jednak ćwiczenia rozwijające motorykę małą (to m.in. rysowanie prostych wzorów i szlaczków, zgniatanie papieru czy nawlekanie koralików – mają one za zadanie poprawić sprawność dłoni i palców).

Jeśli chodzi o klasy czwarte, piąte, szóste, siódme i ósme (IV-VIII), prace domowe wprawdzie mogą zostać zadane uczniom przez nauczycieli, ale ci mogą – bez konsekwencji – odmówić ich wykonania. Jeśli zdecydują się je odrobić, nie podlegają one ocenie.

Portal Forsal przypomina, że reforma ministerstwa edukacji narodowej, którego szefową jest Barbara Nowacka, miała dać dzieciom i młodzieży trochę oddechu. Brak prac domowych to więcej czasu na odpoczynek. Powstaje wtedy także przestrzeń, by zająć się po szkole swoim hobby/pasją. Skoro nie muszą już ślęczeć nad książkami po zajęciach, mają też więcej czasu, by budować relacje z bliskimi (rodzicami, rodzeństwem). To wszystko miało również spowodować, że dzięki odpoczynkowi młodzi będą mieli więcej energii i motywacji do samej nauki. Zakładano, że będą się do niej mocniej przykładać.

Jest źle? IBE proponuje rozwiązanie. „Prace własne” zamiast prac domowych?

Nauczyciele narzekają, że efekt jest inny niż to, czego oczekiwało MEN – brak prac domowych zaowocował ponoć m.in. spadkiem samodyscypliny. Uczniowie mieli też stracić dobry nawyk, wypracowany przez lata, polegający na codziennej (regularnej) nauce. Przez to, że nie otrzymują zadań nieobowiązkowych, mają też teraz ponoć słabsze wyniki w nauce i gorzej zdają testy czy egzaminy. Belfrzy skarżą się, że zamiast polepszenia dobrostanu ucznia doszło do obniżenia poziomu kształcenia.

IBE ma pomysł, jak poprawić sytuację w szkołach po reformie. To nowelizacja ustawy. Eksperci sugerują wprowadzenie nowego pojęcia – pracy własnej. Byłyby to zadania, które młodzi wykonywaliby po zajęciach, choć pozostałyby nieobowiązkowe. Uczyłyby niezwykle ważnej cechy – samodzielności (docenianej m.in. przez firmy – taki wymóg znajduje się często w ogłoszeniach o pracę).

Jakimi jeszcze cechami powinny charakteryzować się prace własne? Winny one „mieć jasno określony cel edukacyjny, wspierać samodzielność i odpowiedzialność ucznia”, a także „być dostosowane do wieku i możliwości rozwojowych” – podaje (za IBE) serwis forsal.pl.

IBE proponuje nowelizację. Co z tym zrobi MEN?

I tak, przykładowo, w klasach I-III, byłyby to np. krótkie, zabawowe (czyli zawierające element rozrywki) ćwiczenia wspierające rozwój. W IV-VIII zaś bardziej adekwatne do wieku i poziomu (co istotne – nie można byłoby zadawać ich w trakcie m.in. świąt czy ferii zimowych).

Instytut Badań Edukacyjnych proponuje, by zmiany wpisane zostały do Prawa oświatowego, ustawy o systemie oświaty, a także, by znalazły się w Karcie Nauczyciela.

Czytaj też:
Afera CPK zatacza coraz szersze kręgi. PiS może mieć problemy
Czytaj też:
Polacy mówią „nie” poborowi. Nowy sondaż odwraca trend

Źródło: forsal.pl