Wielu maturzystów w związku z egzaminem dojrzałości czuje ogromną presję. Stawką zdanego egzaminu jest wszak przyjęcie na wymarzone studia. Jest o co walczyć – dlatego część z nich ucieka się do nieuczciwych praktyk. Ustandaryzowany egzamin jednak oznacza również ustandaryzowane metody eliminacji oszustw.
I tak – na egzamin można wnieść jedynie długopis i dowód, opcjonalnie butelkę wody pozbawioną etykiety i chusteczki – bez opakowania. Miejsce jest losowane, prace kodowane, a na ławkach nie można mieć telefonów, maskotek ani amuletów. Po sali krążą nauczyciele, pilnując uczniów – jeśli dojdzie do nadużycia w ich sektorze, nie tylko maturzyści poniosą konsekwencje, ale i oni sami.
Coraz mniej uczniów ściąga? I tak i nie
Mimo tak obwarowanego egzaminu, nadal znajdują się maturzyści, którzy ściągają. Rokrocznie na platformach typu Discord pojawiają się zdjęcia wykonane na sali egzaminacyjnej, a internetowa społeczność pomaga zdającym rozwiązać zadania. O konsekwencjach mogą zapomnieć – chyba że autor zdjęcia sam się podłoży, na przykład fotografując arkusz wraz z dowodem tożsamości.
Nauczyciel z warszawskiego liceum stwierdził, że „od lat oszustwo i cwaniactwo są uznawane w Polsce za dowód życiowej zaradności”. – W szkołach podstawowych widzę, że uczniowie coraz mniej ściągają. W starszych klasach to się zmienia, choć też nie ma takiej skali jak kiedyś. W przypadku matury znajdzie się wielu nieuczciwych, dla których oszustwo to jedyna opcja, aby ten egzamin w ogóle zdać – mówił portalowi eDziecko pedagog.
Na rynku jednak pojawiają się gadżety, które mają na celu ułatwienie zdania egzaminu; wśród nich choćby okulary z kamerą. – Już i tak czujemy się trochę jak strażnicy więzienni. Mam nadzieję, że nie dojdzie do sytuacji, że będziemy musieli przeszukiwać uczniów. To jakiś absurd – stwierdził nauczyciel.
Oszukiwanie na maturze
Ci, którzy nie planują uczciwego zdania matury biorą pod uwagę nie tylko tradycyjne ściąganie. Okazuje się, że skutecznym tropem może być.... wymyślenie lektury. W wypracowaniu maturalnym bowiem należy postawioną przez CKE tezę uargumentować przykładami z obowiązkowych lektur i wybranych utworów literackich. Sprawdzający egzaminy nie znają przecież wszystkich książek świata, zatem kuszącym może jawić się scenariusz oparty na zmyśleniu książki, która pasuje pod tezę.
– Można zmyślać, ale... (...) Znałam do tej pory jedną osobę, która na poczekaniu umiała wymyślać fabułę lektury i dopasowywać ją do wymagań egzaminacyjnych (...). To nie jest test na to, jaki rozmiar rękawiczek miała Izabela Łęcka, ale jest to test na umiejętność argumentacji, wskazywania wszystkich czynników i wyciągania wniosków. To się sprawdza i to się ocenia – wyjaśniła polonistka Aneta Korycińska, znana w sieci jako Baba od polskiego.
Choć zmyślenie lektury może wydawać się kuszące, „wymaga to dużej inteligencji”. Dodatkowo sprawa komplikuje się na egzaminach ustnych, podczas których nauczyciel może zwyczajnie złapać ucznia na kłamstwie.
Jedna z polonistek, która sprawdzała matury ujawniła, że podczas jej kariery nie zdarzyło jej się weryfikować prawdziwości dodatkowej lektury. – Na maturze chodzi o umiejętność argumentacji, więc jeśli dany utwór pasował, nie drążyłam. Dla mnie sprawdzanie takich rzeczy to kłopot, zajmuje mi dużo czasu. Poza tym, co jeśli ja nie umiem tego dość dobrze wyszukać, a okaże się, że taka książka lub wiersz istnieją, a ja odbiorę punkty? – mówiła nauczycielka, pragnąca zachować anonimowość.
Oszustwa możliwe, bo za przyzwoleniem dorosłych
Maturalne oszustwa zazwyczaj jednak wymagają zaangażowania dorosłych – w ciągu ostatnich kilku lat Google wskazywał, że internauci z Podlasia wyszukiwali motywy z maturalnych wypracowań jeszcze przed rozpoczęciem egzaminu. Co roku w sieci pojawiają się również zdjęcia arkuszy, jeszcze zanim rozpocznie się egzamin – nie musi być to sprawka uczniów. Dorosły, który przyjmował paczki z arkuszami, nadawał je lub przewoził musiał dać znać uczniom.
Nauczyciele zwracają dodatkowo uwagę na to, że problem tkwi w stawianiu dzieciom wymagań bez jednoczesnego udzielania im wsparcia. Obciążony uczeń ratuje się więc gotowcami czy ściąganiem, a rodzice nie mówią mu, że to jest nie w porządku.
– Rodzice nie promują uczciwości jako wartości. Rzadko kiedy któryś powie: „Nie nauczyłeś się, masz gorszy stopień, dobrze, że nie spisałeś”. Wymagają konkretnych wyników, a nie biorą udziału w procesie nauczania, więc dziecko, aby zdać czy dostać lepszy stopień ratuje się jak umie. Spisują z komórek, oddają wypracowania napisane przez AI. W domach nie ma dyskusji o uczciwości – stwierdza nauczycielka.
Czytaj też:
Abp Jędraszewski uderzył w polską szkołę. „Chcą, by dzieci były jak bezwolna masa”Czytaj też:
Jak Polacy walczą o język. „Powiedz jedno słowo, a powiem ci kim jesteś”
