Oskarżony o zabójstwo Tylman twierdzi, że policja stosowała wobec niego przemoc

Oskarżony o zabójstwo Tylman twierdzi, że policja stosowała wobec niego przemoc

Dodano:   /  Zmieniono: 4
Policja / fotolia.pl / Autor: dziewul
Adam Z., który oskarżony jest o zabójstwo Ewy Tylman, twierdzi, że policja stosowała wobec niego przemoc 2 i 3 grudnia 2015 roku. To właśnie wtedy miał on zeznać, że widział, jak Ewa Tylman płynie w Warcie. Lekarz, który przebadał Adama Z. tuż po przesłuchaniu nie stwierdził jednak żadnych obrażeń.

Oskarżony o zabójstwo Ewy Tylman nie potwierdził nigdy później w zeznaniach tego, co powiedział w trakcie przesłuchań 2 i 3 grudnia. Jego zdaniem w tych dniach policjanci wyciągali od niego zeznania siłą. Poznańska policja przekazała, że nikt nie informował jej o zarzutach kierowanych przez Adama Z. Przyznaje jednak, że nie jest to zaskoczeniem, ponieważ niejednokrotnie wcześniej zdarzało się, że oskarżeni kierowali podobne doniesienia na policjantów, aby uchronić się przed konsekwencjami zarzucanych im czynów. 

Prokuratura nie ma wątpliwości, że dowody zebrane przeciwko Adamowi Z. są na tyle mocne, by przedstawić mu zarzut zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Zdaniem śledczych, Z. zepchnął Ewę Tylman ze skarpy i wtedy straciła ona przytomność. Później Adam Z. miał zejść mniej stromą drogą na wał przy Warcie i stamtąd przeciągnąć dziewczynę na brzeg rzeki i wrzucić ją do wody.

Z nagrań monitoringu wynika, że Adam Z. dziwnie zachowywał się idąc samodzielnie do domu. Miał najpierw pójść na przystanek AWF, potem oddalić się od domu i przejść na drugą stronę mostu Królowej Jadwigi. Był także na stacji benzynowej, gdzie nerwowo rozmawiał przez telefon. Na przystanku AWF znaleziono później dowód osobisty dziewczyny. Jak zeznała siostra Adama Z. w domu pojawił się on przed godziną 5:00.

Adam Z. podczas zeznań przekonywał, że nie wie co działo się feralnej nocy, ponieważ był pod wpływem alkoholu. Na nieprotokołowanym posiedzeniu miał jednak powiedzieć, że widział, jak Ewa Tylman płynie w Warcie. Później nie potwierdził jednak tego w zeznaniach. Adam Z. za każdym razem, kiedy był przesłuchiwany miał przedstawiać inną wersję wydarzeń.

Prokuratura podkreśliła, że opierała się na zgromadzonym materiale dowodowym, zeznaniach świadków oraz informacjach dotyczących połączeń telefonicznych i internetowych.

Opinia medyków sądowych

25 lipca w godzinach popołudniowych w Warcie w pobliżu miejscowości Czerwonak odnaleziono ciało kobiety. Prokuratura potwierdziła, że przeprowadzone badania DNA wykazały, że jest to poszukiwana Ewa Tylman. Według śledczych ciało było przysypane piaskiem, dlatego tak długo nie udawało się jej odnaleźć. Mogło być też zahaczone o jedną z lin, która zabezpieczała cumującą przy żwirowni barkę.

Sekcja zwłok Ewy Tylman nie wykazała przyczyny śmierci, ponieważ ciało było w stanie zbyt dużego rozkładu. Prokuratura zdecydowała się zlecić dodatkowe, specjalistyczne badania. Medycy sądowi przygotowali już opinię w tej sprawie, jednak jak nieoficjalnie podaje "Gazeta Wyborcza", nie znajdziemy tam odpowiedzi na pytanie, jak zginęła Ewa Tylman. Osoba znajdująca szczegóły śledztwa, prosząca o anonimowość z rozmowie z gazetą przekazała, że jeżeli w organizmie kobiety był alkohol lub substancje odurzające to zdążyły ulec rozkładowi.

Badania rentgenowskie nie wykazały żadnych złamań. Śledczy chcieli ustalić, czy kobieta zmarła w wyniku utonięcia, czy zginęła wcześniej na brzegu. W tym celu zastosowano dwie metody. Jedna z nich polegała na zabarwieniu specjalną substancją tkanek z płuc Ewy Tylman i sprawdzono, jak wyglądają włókna. Nieoficjalnie "Gazeta Wyborcza" podaje, że badanie to zakończyło się fiaskiem. Druga metoda to zbadanie czy w płucach i nerkach są okrzemki, czyli glony żyjące w wodzie. To badanie wykazało z kolei, że Ewa Tylman mogła żyć, nim znalazła się w wodzie.

Zaginięcie Tylman

Przypomnijmy, że 26-letnia Ewa Tylman zaginęła 23 listopada około godziny 3:30 po niedzielnym wieczorze spędzonym na spotkaniu integracyjnym pracowników drogerii, w której sprawowała kierownicze stanowisko. Grupa kilkakrotnie przenosiła się do różnych klubów. Ostatnim z nich był klub Mixtura przy ul. Wrocławskiej. Tylman w towarzystwie kolegi Adama Z. udała się w stronę mostu św. Rocha. Było to ostatnie miejsce, w którym kamery monitoringu zarejestrowały obecność kobiety. Podejrzany o zabójstwo Adam Z. trafił do aresztu, gdzie przebywa od 4 grudnia. Mężczyzna został poddany m.in. badaniom psychiatrycznym. Nie przyznaje się do winy.

Adam Z. trafił do aresztu tymczasowego w grudniu ubiegłego roku. W nocy z 22 na 23 listopada 2015 roku bawił się wraz z Ewą Tylman na imprezie firmowej, którą razem opuścili. Monitoring zarejestrował dwójkę młodych ludzi na ulicy Mostowej oraz w rejonie mostu św. Rocha, gdzie ślad po Ewie Tylman się urwał.

Źródło: TVN24 / wprost.pl, rmf fm
+
 4

Czytaj także