Premier Beata Szydło po tym jak doszło do wypadku z udziałem kolumny aut, którą się poruszała, została przebadana w oświęcimskim szpitalu. Stamtąd śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego przewieziono ją do Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie. Maszyna jednak w trakcie lotu lądowała w Kielcach. Powody takiego manewru wyjaśniał w rozmowie z TVN24 Robert Gałązkowski z LPR.
– To międzylądowanie ma bardzo prostą przyczynę. Trzeba zatankować paliwo – wyjaśnił Gałązkowski. Jak dodał, wydłuży to przelot o około 10 minut, jednak „przepisy lotnicze są bardzo restrykcyjne”. - Musimy mieć większy zapas paliwa, np. na wypadek wejścia w złe warunki pogodowe. Postępujemy zgodnie z procedurami lotniczymi – przypomniał. Wskazał również, że mimo międzylądowania, transport z Oświęcimia do stolicy zająć mógłby maksymalnie 90 minut, podczas gdy transport karetką to około 4 godzin.
Przypomnijmy, do wypadku kolumny samochodów Biura Ochrony Rządu doszło na ulicy Powstańców Śląskich w Oświęcimu doszło oo godzinie 18:55 10 lutego. Kolumną podróżowała premier Beata Szydło. Według wstępnych ustaleń, gdy kolumna aut rządowych przewożąca premier Beatę Szydło wyprzedzała fiata seicento, 21-letni kierowca tego auta skręcił w lewo, czym zablokował drogę pojazdowi szefowej rządu. Kierowca Beaty Szydło, by zminimalizować szkody również odbił w lewo, jednak na poboczu znajdowało się drzewo, w które uderzył. W wyniku wypadku poszkodowana została premier Beata Szydło oraz dwóch funkcjonariuszy BOR, którzy znajdowali się razem z nią w samochodzie. Po badaniach w oświęcimskim szpitalu, w tym tomografii komputerowej głowy, zdecydowano o przetransportowaniu śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do jednego ze stołecznych szpitali. Rzecznik rządu Rafał Bochenek zapewnił jednak, że obrażenia szefowej rządu nie są poważne, a w stolicy przeprowadzone zostaną jedynie dodatkowe, choć rutynowe w takich sytuacjach, badania.
