Sasin o pomocy mieszkańcom Pomorza: Ktoś z rządu nie jest od tego, żeby wziąć łopatę i przerzucać błoto

Sasin o pomocy mieszkańcom Pomorza: Ktoś z rządu nie jest od tego, żeby wziąć łopatę i przerzucać błoto

Jacek Sasin
Jacek Sasin / Źródło: Newspix.pl / TOMASZ OZDOBA
Poseł PiS Jacek Sasin skomentował w rozmowie z TVN 24 sprawę pomocy dla mieszkańców Pomorza po nawałnicach, które kilkanaście dni temu przeszły nad regionem powodując ogromne straty.

– Jeszcze nikomu na świecie nie udało się w 100 procentach przewidzieć zjawiska pogodowe, to zawsze jest walka człowieka z naturą, w których człowiek zazwyczaj przegrywa. Nie było takich przewidywań, że skala kataklizmu będzie aż tak wielka – tłumaczył poseł PiS Jacek Sasin. Polityk stwierdził, że trzeba będzie przeanalizować system ostrzegania, a także współpracę z samorządami, ponieważ być może na którymś z etapów coś zawiodło. – Wojewoda na podstawie informacji od sztabów gminnych wyrabia sobie ogląd sytuacji i tutaj chyba coś nie zadziałało – przekonywał.

Zapytany o to, czy rząd nie próbuje zrzucić odpowiedzialności na samorządy, Jacek Sasin stwierdził, że „ktoś z rządu nie jest od tego, żeby na miejscu prowadzić akcję, czy też wziąć łopatę i przerzucać błoto, od tego są służby”. – Była na miejscu pani premier, był szef MSWiA Mariusz Błaszczak. Pojawili się wtedy, gdy byli potrzebni. Akcję od samego początku prowadziły wyspecjalizowane służby m.in. straż pożarna czy wojsko, które pojawiło się wtedy, gdy zgłoszono takie zapotrzebowanie – podkreślił polityk PiS.

– Nawet dziś są domostwa odcięte od wody i prądu, a pani premier ogłasza koniec pewnego etapu pomocy. Trzeba wyciągnąć konsekwencje, a nie uprawiać propagandę – dodał poseł PO Andrzej Halicki.

„Wystarczyła pomoc mieszkańców”

Na wojewodę pomorskiego Dariusza Drelicha posypały się w ostatnich dniach słowa krytyki za opieszałe działania po nawałnicach. Sołtys Rytla Łukasz Ossowski razem z mieszkańcami wskazywał, że pomoc wojskowa z winy Drelicha przyszła za późno. Żołnierze byli najbardziej potrzebni tuż po katastrofie, gdy wraz z ciężkim sprzętem mogli wspomóc poszkodowanych, m.in. uczestnicząc w usuwaniu powalonych drzew i torowaniu dróg. Żołnierze pojawili się jednak nie w sobotę, gdy trzeba było ratować zawalone budynki i udrażniać drogi, a wieczorem w poniedziałek 14 sierpnia. Tego samego dnia po godz. 14 wojewoda pomorski zwrócił się o pomoc wojska, a zgoda przyszła już po niespełna godzinie. Wojewoda Dariusz Drelich tłumaczył zwłokę tym, że o pomoc wojska należy wnioskować, dopiero gdy wystąpi stan zagrożenia życia bądź są osoby zaginione. W jego opinii nie została spełniona żadna z przesłanek – wystarczyła praca strażaków, leśników, drogowców i samych mieszkańców.

Źródło: TVN24
 9

Czytaj także