Krzysztof S. oskarżony przez sześć kobiet. Znanemu muzykowi zarzucają molestowanie i gwałty

Krzysztof S. oskarżony przez sześć kobiet. Znanemu muzykowi zarzucają molestowanie i gwałty

Fotografia ilustracyjna
Fotografia ilustracyjna / Źródło: Fotolia / ambrozinio
Prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie polskiego jazzmana Krzysztofa S. Wirtualna Polska dowiedziała się, że obciążające go zeznania złożyło sześć kobiet. Wszystkie twierdzą, że były ofiarami molestowania ze strony muzyka.

Molestowania i gwałty na niepełnoletnich osobach – to czyny, które przypisuje się znanemu polskiemu muzykowi, Krzysztofowi S. Prokuratura dysponuje już relacjami sześciu ofiar, które ze szczegółami opisały przestępstwa artysty. Sam oskarżany nie został jeszcze przesłuchany. Nie odpowiedział też na pytania Wirtualnej Polski w tej sprawie. Z portalem rozmawiały za to ofiary.

Jedna z dziewczyn w momencie poznania S. miała 14 lat. Żyła w domu dziecka, co szybko zostało wykorzystane przez mężczyznę, który zaczął ją tam odwiedzać. – Zabierał mnie do domu, robił to w samochodzie, na wyjazdach. Miał małe mieszkanie w pobliżu Sejmu, tam też to robił. Mówiłam mu, że jestem dzieckiem, a on na to: nie jesteś dzieckiem, bo miałaś trudne życie, jesteś bardziej dojrzała niż twoje koleżanki – opowiadała ofiara. Gwałty miały się ciągnąć przez cztery lata.

Sprawa Krzysztofa S.

Postępowanie w sprawie Krzysztofa S. trwa już od blisko dwóch lat. O oskarżeniach kierowanych pod adresem pianisty jazzowego i kompozytora Krzysztofa S. usłyszeliśmy latem 2019 roku. Kobiety występujące przed laty w programach „Tęczowy Music Box”, „Co jest grane?”, oraz w zespole Tęcza w rozmowie z „Wyborczą” opowiedziały o szczegółach rzekomego molestowania.

W drugiej połowie lat 90. jedną z ofiar Krzysztofa S. miała być 12-letnia Basia. Muzyk miał jej powiedzieć, że jest na tyle duża, by wiedzieć, co ma między nogami. – Taki mały „guziczek”. Schowany. Ale jeśli będę go dłużej naciskać, to poczuję w pewnym momencie dużą przyjemność. Najpierw robił mi to sam. Potem miałam mu pokazywać, czy potrafię sama. (…) Często potem bardzo długo czułam ból, ale bałam się komukolwiek o tym powiedzieć – zdradziła po latach „Wyborczej”.

Z kolei Marta opowiada o czuciu się „brudną” i o swoim milczeniu. – Dlatego z powodu poczucia winy nikomu nie powiedziałam o tej sytuacji. Nikt z mojego otoczenia nie wiedział, co się działo. Czasami miałam w nocy mocne bóle brzucha, przez co trafiałam do szpitala. Lekarze nie byli w stanie postawić diagnozy – wspominała.

Jeszcze inna kobieta, która nie podała imienia, opowiadała o wizytach w kinie dla dorosłych. – Nie wiem, dlaczego nie byłam w stanie krzyknąć i się temu sprzeciwić. Zabierał mnie też często do kina w Warszawie na filmy dla dorosłych. Tam przykrywał mnie kurtką, rozsuwał rozporek lub podnosił moją spódnicę i palcami doprowadzał mnie do orgazmu. Ale nigdy słowa „seks” przy mnie nie powiedział. W moich myślach te stosunki nigdy nie funkcjonowały jako seks – zwracała uwagę.

W kolejnym innym przypadku mowa była o stosunku. – Całował moje piersi, usta, masturbował. Raz wszedł we mnie. Przez wiele lat czułam się winna. I z poczucia winy nie powiedziałam nikomu – opowiadała ofiara. Prokuratura Okręgowa w Warszawie od lutego tego roku prowadzi śledztwo w sprawie zgwałcenia w latach 1997-1999 w Warszawie dwóch małoletnich pokrzywdzonych, które nie miały wtedy ukończonego 15. roku życia.

Zielke: Nie ma już wątpliwości

„Niestety, z ogromną przykrością informuję, że nie ma już żadnych wątpliwości. Krzysztof S., wielka postać polskiego jazzu, wieloletni prezes Polskiego Towarzystwa Jazzowego, współtwórca Tęczowego Music Box, działacz Jazz Jamboree i innych programów, nauczyciel setek, a może i tysięcy dzieci, był pedofilem”– napisał Mariusz Zielke w poście opublikowanym 6 sierpnia na . Dziennikarz publikujący w portalu Salon24 napisał, że S. gwałcił dziewczynki biorące udział w realizacji programów „Co jest grane?” oraz „Tęczowy Music Box”, a aktów molestowania dopuszczał się także podczas występów zespołu „Tęcza”.

Śledztwo w sprawie toczy się już od ponad roku i dotyczy gwałtu na dwóch osobach poniżej 15. roku życia. – Prokuratura Rejonowa Warszawa Ursynów w Warszawie prowadzi śledztwo w sprawie zgwałcenia w latach 1997-1999r. w Warszawie dwóch małoletnich pokrzywdzonych, które w momencie popełnienia czynów na ich szkodę, nie miały ukończonego 15. roku życia. Postępowanie zostało zainicjowane zawiadomieniami dwóch kobiet – powiedziała Wirtualnej Polsce Mirosława Chyr z  Okręgowej w Warszawie. Serwis WP poinformował, że po ujawnieniu informacji o S., do redakcji zgłosiły się kolejne osoby, które miały paść ofiarą molestowania z jego strony oraz które chcą zeznawać w prokuraturze.

Oświadczenie S.

Artysta wydał oświadczenie, a jego treść pojawiła się na stronie WP. S. odrzucał w nim oskarżenia o moletowanie i twierdzi, że te „rewelacje oparte są na pomówieniach jednej osoby, której personaliów nie ujawni, nie chcąc jej zaszkodzić”. „Jest to osoba znana mi i mojej rodzinie od przeszło 20 lat i przez większość tego czasu pozostająca z nami w bliskich stosunkach. Niestety, w ubiegłym roku osoba ta poprosiła mnie o przekazanie jej dużej kwoty pieniędzy, które miały posłużyć jej ułożeniu sobie życia. Nie będąc w stanie spełnić tej prośby, ale też mając poczucie nadużycia naszej przyjaźni – odmówiłem. Wówczas, było to w czerwcu ubiegłego roku, zerwała kontakty z nami i skierowała przeciwko mnie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa" – dodał S..

W oświadczeniu czytamy, że artysta nie zna treści czynów, które mu się zarzuca, oraz że nie odbyło się również jego przesłuchanie. Dodał, że przed publikacją materiałów na jego temat nikt nie kontaktował się z nim po to, by przedstawił historię ze swojego punktu widzenia. „Jestem osobą w podeszłym wieku i złym stanie zdrowia. Kierowane wobec mnie publicznie oszczerstwa dodatkowo ten stan pogarszają, podważając mój dorobek zawodowy i artystyczny oraz godząc w moje dobre imię” – podkreślił S..

Wieloletni prezes Polskiego Towarzystwa Jazzowego zwrócił się także do mediów „o powstrzymanie się od dalszego szkalowania go i umożliwienia mu podjęcia obrony w przewidzianej do tego procedurze karnej”. „Jednocześnie oświadczam, że wobec mediów i osób mnie oczerniających podejmę kroki prawne w celu oczyszczenia swojego imienia i dorobku” – podsumował.

Czytaj też:
Agata Młynarska skrytykowała Elżbietę Witek. „Pani śmiech brzmi strasznie”
Czytaj też:
Pedofilski list w butelce. Mieszkaniec Pucka wabił dzieci cukierkami i pieniędzmi
Czytaj też:
Posłowie wybierali członków komisji ds. pedofilii. Elżbieta Witek nie mogła powstrzymać śmiechu

Źródło: Wirtualna Polska
+
 1

Czytaj także