To niebezpieczny element gry Putina. Ekspert przestrzega

To niebezpieczny element gry Putina. Ekspert przestrzega

Władimir Putin
Władimir Putin Źródło:PAP/EPA / Sergey Guneev/ Sputnik/ Kremlin Pool
Rosyjska propaganda próbuje zwiększać zasięg swoich działań dezinformacyjnych. Jak się przed nimi uchronić? Dr Michał Marek, założyciel Centrum Badań nad Współczesnym Środowiskiem Bezpieczeństwa, wskazał kilka podstawowych założeń.

Rosyjskie działania dezinformacyjne są wycelowane nie tylko w Ukrainę, ale także jej sojuszników, w tym Polskę. Kremlowska propaganda próbuje forsować kłamliwe tezy za pomocą mediów społecznościowych, a każdy kolejny komentarz i udostępnienie dają im rozgłos. I nawet jeżeli odbiorcy nie uznają tych treści za prawdziwe, ale podają je dalej bez odpowiedniego komentarza, propagandyści mogą uznać to za swój sukces. Bo zasiane przez nich kłamstwa być może trafią na podatny grunt i zaczną kiełkować.

Ekspert o tym, jak chronić się przed dezinformacją. „Zachować czujność”

Dr Michał Marek w rozmowie z „Wprost” wskazał, na co należy zwrócić uwagę, aby uchronić się przed dezinformacją. Założyciel Centrum Badań nad Współczesnym Środowiskiem Bezpieczeństwa wymienił elementy, które pozwolą odbiorcom nie dać się wciągnąć w grę propagandystów.

– Odbiorcy powinni zachować czujność, jeżeli trafiają na przekaz, który został opublikowany przez anonimowe źródło w mediach społecznościowych i pojawia się w nim kontrowersyjna, wywołująca emocje treść – mówi ekspert z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

– Nasz poziom ostrożności powinien wzrastać, jeżeli w konkretnym materiale wskazywane jako winne są szerokie grupy, np. Ukraińcy, tzw. globaliści, podżegacze wojenni. Jeżeli jakieś źródło podaje krzykliwą informację, ale pozbawioną szczegółów, np. że „polityk X dąży do wojny z Rosją”, że „ktoś zdradził”, powinniśmy podejść do takich komunikatów z ogromną rezerwą – wskazuje dr Michał Marek, ekspert ds. przeciwdziałania dezinformacji.

Od plotki do szturmu na stacje paliw. „Znamy to przecież z przeszłości”

Nasz rozmówca zwraca również uwagę, jak wiele zależy od postawy odbiorcy konkretnego przekazu. – Ważna jest higiena korzystania z sieci społecznościowych, bo bardzo często sami przyczyniamy się do nakręcania fali dezinformacyjnej przez udostępnianie niesprawdzonych informacji lub opinii bazujących na manipulacjach. Warto studzić emocje – zaznacza ekspert.

– Gdy pojawia się fake news, z którego wynika, że ustawiają się kolejki do stacji benzynowych, bo rzekomo lada dzień wybuchnie wojna, to nie dzwońmy od razu do krewnych, bo możemy przyczynić się do wywołania kryzysu natury gospodarczej. Wszyscy zaczną tankować, kolejki faktycznie będą, automatycznie wzrosną ceny i w efekcie uwiarygodni się nieprawdziwa narracja. Ludzie mogą też ruszyć do sklepów i zacząć nakręcać kolejną falę działań. Znamy to przecież z przeszłości – warto wyciągać wnioski i o tym pamiętać – ostrzega dr Michał Marek.

Nasz rozmówca podkreśla również, że odbiorca może przeciąć łańcuch nagłaśniania dezinformacji. – Każdy z nas niesie odpowiedzialność za front wojny informacyjnej. Dezinformację możemy zatrzymać na naszej reakcji. Jeżeli poddamy się emocjom, to sytuacja będzie się nakręcać. Świadomy zagrożeń człowiek jest w stanie neutralizować wrogie operacje informacyjno-psychologiczne na podstawowym poziomie, czyli pierwszego kontaktu z przekazem – podsumowuje dr Michał Marek.

Czytaj też:
Zamach na premiera Słowacji. „Rosyjska dezinformacja już pracuje w pocie czoła”
Czytaj też:
Niezrozumiała decyzja UE. „Rosja zwiera szeregi, a my znaleźliśmy się w głębszej dziurze, niż nam się zdawało”