Sprawę nagłośnił regionalny nadawca radiowo-telewizyjny – Rundfunk Berlin-Brandenburg. Jeden z cudzoziemców, który przekroczył granicę polsko-białoruską, a następnie przedostał się na zachód – do Niemiec – ma, zgodnie z dublińskimi zasadami, wrócić do Polski. To właśnie Warszawa ma rozpatrzyć jego wniosek o azyl.
36-latek pokonał długą drogę w kierunku Berlina. W kwietniu 2024 roku rozpoczął swoją podróż w Jemenie, następnie przeszedł przez Egipt do Kataru i Rosji. Stamtąd zaś do stolicy Białorusi – Mińska. Razem z pięcioosobową grupą żył w lesie blisko granicy. W międzyczasie miał szukać pomocy u straży granicznej, ale zamiast tego został rzekomo – razem z towarzyszami – „pobity”. Później miał ponoć trafić do celi bez okien, gdzie został zamknięty. Przedstawiono mu też dokument, którego nie przetłumaczono na język, który zna, więc mógł jednak domyślać się, co zapisane zostało na papierze.
Później znalazł się w zamkniętym ośrodku dla uchodźców, który – jak wynika z jego relacji – miał przypominać bazę wojskową. Nie było tam osób, które gotowe były udzielić pomocy. W końcu członkowie grupy skontaktowali się z kimś, kto zgodził się przewieźć ich na zachodnią granicę. Dotarli do Guben.
Migranci opisują, co spotykać ma ich na granicy. „Przemoc”
Tam stwierdzono, że to Polska powinna rozpatrzyć jego wniosek azylowy. Udzieliła mu go jednak tymczasowa jedna z ewangelickich parafii w Berlinie.
RBB24 cytuje też list otwarty, którego autorami są uchodźcy z Centrum Dublińskiego w Eisenhuettenstadt. Piszą oni o „doświadczeniu skrajnej przemocy w przygranicznym lesie”. Twierdzą oni, że ich towarzysze „poginęli w lesie wskutek pushbacków”, czyli „odepchnięcia”, polega to na zawróceniu obcokrajowców na granicy przy użyciu siły. Metoda ta jest szybka, ale przez ekspertów uważana za brutalną.
W liście czytamy, że doprowadziły one do „niedożywienia i odwodnienia”. „Zostaliśmy pobici, zniszczono nam telefony, pogryzły nas psy i nie mogliśmy ubiegać się o azyl z powodu pushbacków” – tłumaczą.
Czytaj też:
Pojazdy SG jako „taksówki” dla migrantów? Służby reagują
