Poseł Litewka nie żyje. Jest decyzja sądu ws. podejrzanego 57-latka

Poseł Litewka nie żyje. Jest decyzja sądu ws. podejrzanego 57-latka

Łukasz Litewka
Łukasz Litewka Źródło: Facebook / Łukasz Litewka
57-latek, który wjechał samochodem w posła Łukasza Litewkę, nie trafi do aresztu. Mężczyzna został niedawno objęty policyjną ochroną.

36-letni poseł zginął tragicznie pod koniec kwietnia tego roku. Został potrącony na Śląsku – w Dąbrowie Górniczej – przez auto, którym kierował 57-latek. W tym momencie, w sprawie wypadku, toczy się śledztwo. Mężczyzna stwierdził, że w momencie zdarzenia zasłabł, dlatego nagle zmienił pas, po którym się poruszał, na przeciwległy. Jak informowała prokuratura, przedstawiono mu zarzut popełnienia przestępstwa spowodowania wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym. Przypomnijmy – to czyn zagrożony karą pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do lat ośmiu.

Jeśli chodzi o zmarłego parlamentarzystę, przeprowadzono sekcję zwłok, która wykazała, że to masywny krwotok był bezpośrednią przyczyną jego śmierci. Warto zaznaczyć, że Litewka, który feralnego dnia jechał na rowerze, poruszał się przepisowo.

57-latek, który do niedawna znajdował się w areszcie tymczasowym, wyszedł na wolność. Wpłacono za niego kaucję (poręczenie majątkowe) w wysokości 40 tys. zł. Mężczyzna stał się niestety obiektem nienawiści, którą kierują na niego tu i ówdzie internauci. W związku z tym, że pojawiają się wpisy w mediach społecznościowych – także takie zawierające groźby – zdecydowano o objęciu go policyjną ochroną.

Sąd nie zgodził się z zażaleniem prokuratury. Oto szczegóły

Zdaniem prokuratury decyzja sądu, który wyraził zgodę na zwolnienie z aresztu podejrzanego, była błędem – dlatego też postanowili ją zaskarżyć. Chcą, by 57-latek ponownie znalazł się w miejscu odosobnienia.

Jak ustalił dziennik „Fakt”, dzisiaj (czyli we wtorek – 12 maja) Sąd Okręgowy w Sosnowcu podczas niejawnego posiedzenia podjął decyzję, że mężczyzna pozostanie na wolności.

Głos ws. zabrał jego obrońca – mecenas Dariusz Kawalec. – Mój klient nie kwestionuje tego, co się stało. Nie pamięta zdarzenia – twierdzi że odzyskał świadomość dopiero, kiedy był już na poboczu drogi. To bardzo trudna sytuacja dla niego. Ma świadomość sprawstwa śmierci człowieka, a z drugiej strony czuje się osaczony, czytając informacje o sobie w mediach społecznościowych – powiedział w rozmowie z mediami, przed budynkiem wymiaru sprawiedliwości.

Czytaj też:
40-latek pomylił człowieka z dzikiem. Są nowe informacje, chodzi o jego 12-letniego syna
Czytaj też:
Najbogatsza parafia w Polsce pod lupą. Kardynał powołał specjalną komisję

Źródło: „Fakt”