W Lublinie ruszył proces 41-letniego księdza Konrada Ż., który w Wielki Piątek prowadził samochód, mając w organizmie ponad dwa promile alkoholu. Duchowny został zatrzymany w nocy podczas policyjnej kontroli, gdy jechał do restauracji McDonald's. Policjanci zatrzymali kierowcę Toyoty Verso po tym, jak przekroczył prędkość o około 20 km/h. Dopiero badanie alkomatem pokazało, że za kierownicą siedzi nietrzeźwy duchowny związany z jedną z lubelskich parafii i pracujący jako katecheta.
Ksiądz popił i zgłodniał, więc pojechał pijany autem do McDonalds
Podczas rozprawy ksiądz przyznał się do zarzucanego mu czynu. Wyjaśniał, że wrócił późnym wieczorem z posług, był zmęczony przygotowaniami do świąt i wcześniej wypił kilka lampek wina.
Jak tłumaczył, później poczuł silny głód. Mówił, że mało jadł przez cały dzień, a w lodówce nic nie było, dlatego postanowił zorganizować sobie jedzenie. Najpierw próbował zamówić posiłek przez aplikację, ale zrezygnował, gdy zobaczył długi czas oczekiwania.
Najmocniejsze słowa padły, gdy duchowny opisywał swoją decyzję o wyjeździe autem. Przyznał, że po alkoholu nie powinien wsiadać za kierownicę i przekonywał, że tego żałuje.
Według relacji lublin24.pl z sali sądowej ksiądz stwierdził, że "odebrało mu rozum", a decyzja o prowadzeniu samochodu po spożyciu alkoholu była błędem. To właśnie ta linia obrony może najmocniej wybrzmieć w odbiorze całej sprawy.
Sąd nie zgodził się na wniosek obrony
Obrońca księdza wnosił o przesłuchanie dwóch świadków oraz uchylenie zabezpieczenia majątkowego dotyczącego samochodu użytkowanego przez 41-latka. Sąd nie przychylił się jednak do tych wniosków. Wyrok w tej sprawie może zapaść jeszcze w tym tygodniu. Duchownemu grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności.
Czytaj też:
Wielu kierowców zapłaci aż 2500 zł. Nowa stawka opłaty już obowiązuje Czytaj też:
Kierowca z Ukrainy z rozbitą głową. Zaczęło się od sprzeczki z pasażerkami
