Nie ma tu tablic informacyjnych ani oznaczeń. Trzeba się zatrzymać przy leśnej drodze koło Kazunia, niecałe 30 km od Warszawy, następnie zaś przejść kilkaset metrów wydeptaną ścieżką. Na forach internetowych można przeczytać radę, by nie parkować przy szlabanie. Stary nieużywany bunkier amunicyjny jest częścią Twierdzy Modlin. Łatwo go przeoczyć, bo otoczony jest drzewami i porośnięty mchem. Od kilku lat nazwany jest „Bunkrem Popiełuszki” i staje się przedmiotem osobliwego kultu, świętym miejscem zwolenników jednej z najdziwniejszych teorii spiskowych, która rozwija się w polskim Kościele.
Jej zwolennicy twierdzą, że między 19 a 25 października 1984 r. przetrzymywany i torturowany był tu ks. Jerzy Popiełuszko. Według oficjalnych ustaleń kapelan Solidarności już wtedy nie żył, a jego mordercy siedzieli w areszcie.
![]()
Zdaniem prof. Antoniego Dudka, historyka, gdyby potraktować tę teorię poważnie, okazałoby się, że skazani za morderstwo funkcjonariusze zostali niesłusznie skazani. – W tej sytuacji jako państwo powinniśmy wypłacić Grzegorzowi Piotrowskiemu i innym uczestnikom jego komanda odszkodowanie. Przecież to nie oni mieli zabić księdza, lecz co najwyżej go porwać i pobić – ocenia w swoim kanale na serwisie YouTube. I pyta retorycznie: – Z jakiego powodu Piotrowski i inni mieliby do dziś milczeć w sprawie niezawinionej przez siebie śmierci? W moim przekonaniu to typowe dla dzisiejszych czasów mnożenie fantastycznych teorii, które nie mają oparcia w twardym materiale dowodowym.
Kościół: to nie jest miejsce święte
Najnowsze cyfrowe wydanie tygodnika Wprost dostępne będzie w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
