W trakcie wywiadu na YouTube Natalia Bacławska poruszyła wiele wątków. Nie szczędziła słów krytyki mediom, które w jej ocenie nie uszanowały należycie śmierci jej partnera, ani żałoby jego rodziny i bliskich. Wróciła też wspomnieniami do dnia, gdy zmarł Łukasz Litewka.
Natalia Bacławska wspomina słowa policjantki. „No, czyli jest pani nikim”
– Zaczęła się „telefoniada”, 100 tysięcy telefonów. Wszyscy po kolei przyjaciele: „czy to prawda, czy to nieprawda”. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, bo co możesz odpowiedzieć – „chyba”? No nie da się odpowiedzieć „chyba”, prawda? – wspominała pierwsze chwile po rozejściu się informacji o wypadku. Za namową koleżanki zlokalizowała telefon partnera i pojechała za sygnałem.
– Już jak wjeżdżałyśmy na tę przeklętą Kazimierzowską, z daleka widziałam tylko buty. Zobaczyłam, że jest karetka na miejscu – opowiadała. Następnie wysiadła z jadącego jeszcze samochodu i pobiegła w stronę miejsca zdarzenia, mijając przyjaciela Łukasza Litewki.
– Stali policjantka i policjant. Nigdy nie zapomnę ich twarzy. Nigdy nie zapomnę z jakim brakiem szacunku potraktowali nas wszystkich w tamtym momencie. Chciałam przebiec, po prostu przebiec. Zatrzymali mnie, zapytali „kim pani jest”. Wytłumaczyłam, kim jestem. Na co ta policjantka patrzy się na mnie z taką pogardą wręcz: „no czyli jest pani nikim”. Ja mówię, że chciałabym się chociaż dowiedzieć, czy żyje, czy nie żyje. „Nie możemy nic pani powiedzieć”. „Ale ma pani obrączkę na palcu”. „Ja mam, a ty nie masz” – przytaczała dialog z funkcjonariuszką.
Partnerka Łukasza Litewki nie ma współczucia dla kierowcy. „To nie jest skrucha”
– Powiem ci tak, w kwestii kierowcy. Ja, gdybym była na miejscu osoby, która – użyjmy tego słowa – zabiła drugą osobę, niezależnie czy w formie wypadku, cokolwiek... Mając z tyłu głowy, że jest to czyjeś dziecko, czyjś przyjaciel i czyjś partner, pierwsze co bym zrobiła, to na kolanach przyszła do rodziców. Nawet nie prosić o wybaczenie, ale z tych wyrzutów po prostu postarać się w jakikolwiek sposób porozmawiać, dać jakieś „ukojenie”, cokolwiek – mówiła.
– Natomiast ten człowiek zaczyna robić z siebie ofiarę. Że „on żyje z piętnem zabójcy”. Że on chce swoje prawo jazdy z powrotem, bo jego największym problemem jest to, że nie może sobie do sklepu pojechać na zakupy, tylko musi iść pieszo. Udziela wywiadów. Co to ma być? To nie jest skrucha. Jeżeli po takim „wypadku” w cudzysłowie człowiek jest w stanie żądać zwrotu prawa jazdy, to gdzie te wyrzuty sumienia, gdzie skrucha? – pytała.
– Nie ma czegoś takiego w tym człowieku. Dlatego ja nie darzę go żadnym współczuciem, absolutnie żadnym. Bo jeżeli faktycznie był to wypadek i on czułby się z tym faktycznie źle, „rzucał się po ścianach”, to jest to całkowicie inna historia, aniżeli to, w jaki sposób podchodzi do tej sytuacji –stwierdziła.
Czytaj też:
Bliscy chcą kontynuować dzieło Łukasza Litewki. Powstała fundacja Czytaj też:
Jak mogło do tego dojść? Spłonął grób posła Łukasza Litewki
