Nowy trop w aferze Zondacrypto. Chodzi o zdjęcie auta Nawrockiego

Nowy trop w aferze Zondacrypto. Chodzi o zdjęcie auta Nawrockiego

Samochód dla prezydenta Nawrockiego
Samochód dla prezydenta Nawrockiego Źródło: X / @MrJohnBingham
Zdjęcie auta Karola Nawrockiego może wskazywać na kontakty Artura Chodzińskiego z otoczeniem prezydenta. Na zdjęciu ważniejsze od treści jest gdzie je robiono.

Wizyta Karola Nawrockiego na Łotwie w grudniu 2025 roku wróciła w nowym kontekście. Pałac prezydencki do tej pory zarzeka się, że nie ma nic wspólnego z aferą Zondacrypto, a Karol Nawrocki nie miał żadnych powiązań z Przemysławem Kralem. W „Podcaście politycznym” TVN24+ Maja Wójcikowska i Konrad Piasecki zastanawiali się, czy głośna fotografia auta wykonana na lotnisku może mieć znaczenie dla wyjaśniania sprawy.

Na zdjęciu widać ubrudzony samochód podstawiony prezydentowi. Jego publikacja wywołała wówczas spór między Pałacem Prezydenckim a Ministerstwem Spraw Zagranicznych. Marcin Przydacz zarzucił resortowi kierowanemu przez Radosława Sikorskiego brak troski o prestiż państwa. Szef MSZ odpowiedział, że za przygotowanie auta odpowiadała strona łotewska.

Kto mógł zrobić fotografię auta na lotnisku? Z przypadku takiej nie zrobisz

Zdaniem dziennikarzy ważniejsze od samego stanu samochodu jest dziś to, kto wykonał zdjęcie. Fotografia została opublikowana na koncie „John Bingham” w serwisie X. Artur Chodziński, były funkcjonariusz CBA i współpracownik Przemysława Krala przyznawał wcześniej, że ma dostęp do tego profilu.

Piasecki ocenił, że autor zdjęcia musiał znajdować się bardzo blisko samochodu, do którego za chwilę miał wsiąść prezydent. Według niego taką możliwość mogła mieć osoba z najbliższego otoczenia Karola Nawrockiego, członek delegacji lub ktoś związany z ambasadą. Wójcikowska również zwróciła uwagę, że w podobnych sytuacjach tak blisko prezydenckiego auta znajdują się zwykle dedykowany fotograf albo osoby z bezpośredniego otoczenia głowy państwa.

I oboje mają rację, o czym sam miałem okazję się przekonać. Podczas takich wyjazdów czy delegacji na nic nie ma czasu, a przedstawiciele mediów są zazwyczaj „szybciutko” prowadzeni od punktu A do punktu B, harmonogram jest bardzo napięty.

Możliwy trop w aferze Zondacrypto

Jeśli zdjęcie zostało przekazane Chodzińskiemu przez osobę z otoczenia prezydenta, mogłoby to wskazywać na jego kontakty w Pałacu Prezydenckim – spekulowali autorzy podcastu. Zastrzegli jednak, że fotografia sama w sobie nie przesądza o żadnych relacjach i może nie mieć znaczenia dla śledztwa dotyczącego upadłej giełdy kryptowalut. Ich zdaniem może jednak stać się poszlaką, którą warto zweryfikować.

Artur Chodziński i Zondacrypto. Były agent CBA jednym z głownych bohaterów afery

Według ustaleń Michała Fui z „Superwizjera” i Szymona Jadczaka z Wirtualnej Polski Artur Chodziński miał otrzymywać od szefa Zondacrypto 15 tys. euro miesięcznie. W zamian miał między innymi ujawnić wrażliwe dane dziennikarza badającego działalność giełdy oraz pełnić funkcję łącznika ze światem polityki.

Chodziński przekazał w mediach społecznościowych, że dostarczył policji dokumenty, nośniki danych i inne przedmioty, które mogą pomóc w wyjaśnieniu sprawy.

Czytaj też:
Karol Nawrocki i afera Zondacrypto. Pałac Prezydencki reaguje na nowe doniesienia
Czytaj też:
Jeśli zacznie mówić, będą skończeni. Widmo afery Zondacrypto nad politykami prawicy

Źródło: TVN24 / WPROST.pl