Czarny koń wyborów w Krakowie? „Wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem”

Czarny koń wyborów w Krakowie? „Wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem”

Dodano: 
Łukasz Gibała nowym prezydentem Krakowa?
Łukasz Gibała nowym prezydentem Krakowa? Źródło: WPROST.pl / Marcin Makowski
Przedterminowe wybory w Krakowie mogą być początkiem większej politycznej układanki. Łukasz Gibała ma realną szansę na zwycięstwo, ale druga tura może całkowicie zmienić sytuację. Prof. Jarosław Flis w „Rozmowie Wprost” analizuje jego szanse, możliwy układ sił w drugiej turze i sygnały płynące od młodych wyborców.

W Krakowie trwa odliczanie do przedterminowych wyborów prezydenckich. Kampania dobiega końca, a mieszkańcy już w najbliższą niedzielę 27 września zdecydują, kto przejmie władzę w mieście.

Przedterminowe głosowanie jest efektem bezprecedensowego wydarzenia w historii miasta. 24 maja w referendum mieszkańcy odwołali ze stanowiska Aleksandra Miszalskiego.

W wyborach zarejestrowano ośmioro kandydatów. O urząd ubiegają się Łukasz Gibała z komitetu Kraków dla Mieszkańców, Monika Piątkowska, którą popierają KO oraz PSL, Daria Gosek-Popiołek z Lewicy, Michał Drewnicki z PiS, Aleksandra Owca z partii Razem, Michał Klimek z Konfederacji Korony Polskiej oraz Sławomir Pietrzyk z SDPL i Jan Hoffman, jeden z organizatorów referendum. Ten ostatni ogłosił w czwartek 23 września, że wycofuje swoją kandydaturę i przekazuje poparcie Łukaszowi Gibale, z którym podpisał Pakt Współpracy dla Krakowa.

O możliwe scenariusze w stolicy Małopolski na ostatniej prostej przed wyborami oraz układ sił przed głosowaniem mówił w najnowszym odcinku "Rozmowy Wprost" prof. Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Anna Mokrzanowska, Wprost: Jakie nastroje panują w Krakowie na kilka dni przed głosowaniem? Który z kandydatów jest dziś najbliżej zwycięstwa w wyborach?

Prof. Jarosław Flis, UJ: Głosowanie w niedzielę 27 września to jeszcze nie będzie ostateczne starcie. Wszystko wskazuje na to, że sprawa rozstrzygnie się dwa tygodnie później, w drugiej turze, dlatego że żaden z kandydatów nie ma takiej przewagi, żeby zdobyć ponad połowę głosów. Żadne sondaże niczego takiego nie pokazują.

Na tym etapie jest więc tak, jak zwykle bywa przed pierwszą turą wyborów, które nie odbywają się równocześnie z innymi ważnymi głosowaniami. W wyborach samorządowych mamy przecież jednocześnie wybory do sejmików, rad gmin, które również przykuwają uwagę. Teraz jest trochę jak na rozgrzewce.

„To jest raczej walka o pole position, zwłaszcza że dwójka faworytów do wejścia do drugiej tury jest od jakiegoś czasu dość klarowna i zgodna z przewidywaniami. Dystans do pozostałych rywali jest całkiem spory, a ponieważ kandydatów jest wielu, poparcie się rozprasza i raczej nie ma szans na to, żeby tej dwójce faworytów zagrozić. Myślę więc, że realna gorączka zacznie się dopiero przed drugą turą, to wszystko będzie się powoli rozkręcać”.

Nawiązując do drugiej tury, o której pan wspomniał, według sondaży największe szanse na awans mają Łukasz Gibała i Monika Piątkowska. Jeśli taki scenariusz stałby się realny, czy można przewidzieć, dokąd pójdą głosy oddane na pozostałych kandydatów? Które elektoraty mogą okazać się kluczowe i przesądzić o wyniku głosowania?

To jest wielka niewiadoma, dlatego że elektoraty pozostałych kandydatów są mniej więcej podzielone. Z jednej strony mamy dwie kandydatki lewicy, mamy kandydatów raczej opozycyjnych wobec obecnego układu władzy z PiS oraz Konfederacji Korony Polskiej.

Tutaj niestety nie ma prostych wskazań dla kandydatów. Każdy z nich będzie musiał grać na kilku fortepianach i próbować dotrzeć do zróżnicowanych grup wyborców, bo każda z nich może w jakiś sposób przesądzić o ostatecznym rezultacie.

W takich wyborach z dwoma turami jest jeszcze drugi czynnik, mianowicie mobilizacja. Nie wszyscy, którzy pójdą głosować w najbliższą niedzielę, bo mają swojego ukochanego kandydata, pójdą głosować również w drugiej turze. Ale też jeśli wynik będzie w miarę wyrównany, w wielu gminach zdarzało się, że zmobilizowali się dodatkowi wyborcy. Tacy, którzy wiedzieli, co wydarzy się w pierwszej turze, więc uznawali, że w tę niedzielę wyborczą można zrobić coś innego, a dopiero w drugiej turze, kiedy emocje będą większe, bardziej się zaangażują.

„To jest wielka niewiadoma. Zwykle w polskich wyborach w większych miastach frekwencja w drugiej turze spada, co oznacza, że większym problemem jest utrzymanie własnych wyborców niż przyciągnięcie nowych. Nadzieje na tych drugich są raczej skromne”.

Wybory, w których pierwsza tura nie odbywa się równocześnie z innymi głosowaniami, mogą jednak być tutaj ewenementem. Będzie to też ciekawa lekcja. Bardzo dawno nie mieliśmy przedterminowych wyborów w żadnym z dużych miast, więc mamy do czynienia z czymś zupełnie nowym.

Czy wyniki głosowania w Krakowie mogą być jakimś sygnałem ostrzegawczym dla partii na poziomie ogólnopolskim?

Na pewno ci, którzy wygrają, będą mówić, że to ich sukces i fantastyczny sygnał. Ci, którzy przegrają, będą przekonywać, że wynik jest bez znaczenia i że zadecydowały wyjątkowe okoliczności. Znamy dwa skrajne poglądy w tej sprawie. Jak zwykle prawda leży gdzieś pośrodku. To znaczy: wynik tych wyborów o pewnych rzeczach będzie mówił, ale o innych — wcale.

W wyborach odbywających się w trakcie kadencji bardziej mobilizują się wyborcy przeciwni rządowi niż ci, którzy popierają partię rządzącą. Ci drudzy są zwykle albo zniechęceni albo zadowoleni albo po prostu myślą: skoro rządzimy, to o co chodzi, po co się specjalnie mobilizować?

„Wiemy też, że duże miasta mają swoją specyfikę. Jest w nich znacznie więcej osób, które kierują się ogólnopolskimi szyldami, niż takich, które wybierają na podstawie osobistej znajomości, lokalnych kontaktów czy sieci społecznych związanych z samorządem. Te dwa dopływy — lokalny i ogólnopolski — mieszają się w nieznanych nam dokładnie proporcjach”.

Stąd nie wiadomo, czy o sukcesie jednej albo drugiej strony przesądzą wyborcy, którzy traktują te wybory wyłącznie jako swoisty sparing przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. Czy może raczej ci, których ogólnopolska polityka albo nie grzeje, albo potrafią się od niej oddzielić i kierują się wyłącznie lokalnymi motywacjami: tym, kto bardziej troszczy się o miasto i kto bardziej się nim interesuje.

To będzie więc w pewnym stopniu zależało od frekwencji i od tego, czego dowiemy się ze szczegółowej analizy wyników. Trzeba będzie wziąć pod lupę chociażby to, jak głosowały i jaka była frekwencja w poszczególnych dzielnicach Krakowa.

Natomiast to, że wszyscy ogłoszą wynik w sposób, który będzie im pasował, jest stałą figurą w tego typu politycznym konkursie. I niespecjalnie trzeba się tym kierować.

Ciekawym elementem były prawybory, które Akcja Uczniowska zorganizowała w 13 krakowskich szkołach. Zwyciężył w nich Łukasz Gibała (27,15 proc.), który wyprzedził Aleksandrę Owcę z Razem (19,78 proc.) oraz Michała Klimka związanego z partią Grzegorza Brauna (10,56 proc.). Kandydaci PiS oraz KO wypadli znacznie poniżej swoich oczekiwań zyskując odpowiednio 9,76 oraz 7,5 proc. głosów. Czy wyniki głosowania wśród młodzieży mogą być alarmujące dla partii głównego nurtu?

To są tak naprawdę dwa sygnały. Pierwszy dotyczy pozycji Łukasza Gibały. Wiele osób zauważyło, że interesuje się sprawami miasta, cały czas o nie zabiega i że jest to widoczne.

„Druga rzecz to ta, którą widzieliśmy już w pierwszej turze wyborów prezydenckich przed rokiem. KO i PiS obsługują raczej wyborców w drugiej połowie życia i mają ogromny problem z docieraniem do młodszych, którzy dopiero zaczynają głosować i którzy nie spędzili całego życia angażując się w rywalizację między KO i PiS. Oni szukają po dwóch skrajnych biegunach: albo partia Razem, albo okolice Konfederacji”.

To są proste przekazy, proste recepty, a także fakt, że ktoś do tej pory w ogóle nie uczestniczył w rządzeniu. Młodym ludziom, którzy mają przekonanie, że będą zmieniać świat — a to w sumie chwalebne przekonanie — trudniej jest głosować na tych, którzy już rządzą albo rządzili całkiem niedawno. Wolą kierować swoje sympatie do tych, którzy jeszcze takiej szansy nie mieli.

To nie jest zresztą nowe zjawisko. Później w wielu przypadkach mija, choć oczywiście czasami przekłada się na dłuższe procesy, które na końcu prowadzą do dużej zmiany.

Trzeba też pamiętać, że roczniki, które teraz wchodzą w dorosłość, są ponad dwukrotnie mniej liczne od tych sprzed ćwierć wieku. Tamte były rzeczywiście w stanie zrobić polityczne tsunami. Teraz udział młodych wyborców w całym elektoracie jest z każdym rokiem mniejszy, także dlatego, że ludzie żyją coraz dłużej. Mamy więc z jednej strony wyborców, którzy są już obznajomieni z polityką, a z drugiej roczniki, które same w sobie są wielokrotnie mniej liczne.

Młodzież widziałaby w roli prezydenta Łukasza Gibałę. Dla osób, które nie orientują się aż tak dobrze w krakowskiej polityce — jak właściwie można go określić? Jest mu bliżej do prawicy czy lewicy? Z którym środowiskiem politycznym jest dziś najbardziej związany?

Tutaj mamy do czynienia ze skomplikowaną grą. Z jednej strony jest to polityk, który zbudował swoją pozycję publiczną jako radny, a później jako poseł Platformy Obywatelskiej. Był przecież nawet szefem krakowskich struktur PO. Później przeszedł do Ruchu Palikota też wskazywałoby na jedną stronę.

„Musimy jednak wziąć pod uwagę, że w dużych miastach pozycja Prawa i Sprawiedliwości czy Konfederacji, jest na tyle słaba, że dla nich każdy, kto nie jest z KO, jest w zasadzie swój. W ostatnich wyborach w 2024 roku, część wyborców i aktywistów PiS wolała poprzeć Łukasza Gibałę tylko po to, żeby zrobić na złość partii Donalda Tuska. W tym sensie jest mu bliżej do prawicy na zasadzie: wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem”.

Cała sytuacja przypomina historyczną anegdotę. Po ataku Niemiec na ZSRR Winston Churchill wystąpił w parlamencie i powiedział, że ZSRR może liczyć na pełne wsparcie Wielkiej Brytanii. Ktoś miał go wtedy zapytać: „pan jest przecież antykomunistą, jak pan może składać takie deklaracje?”. Winston Churchill miał odpowiedzieć, że gdyby Adolf Hitler napadł na piekło, wygłosiłby kilka ciepłych słów pod adresem diabła. To jest więc trochę taka reguła.

„Po stronie PiS-u prawdopodobnie nikt specjalnie nie utożsamia się z Łukaszem Gibałą, może bardziej po stronie Konfederacji, bo w końcu jest liberałem i wywodzi się z liberalnej partii. Ale w takiej polityce lokalnej te związki z dużymi partiami nie są konieczne. Tyle że oznacza to również, że zaangażowanie jest połowiczne, a nie pełne, jak byłoby w przypadku własnego kandydata. To jest po prostu nasz sojusznik, a nie nasz kandydat”.

Sondażowe wyniki exit poll wyborów na prezydenta Krakowa poznamy w niedzielę 27 września o godzinie 21:00, tuż po zamknięciu lokali wyborczych.

Czytaj też:
Gibała przejmie wyborców PiS i Konfederacji? Ekspert mówi o „ciekawym zjawisku” w Krakowie. Sondaż dla „Wprost”
Czytaj też:
Łukasz Gibała: Nie sądzę, że wyborcy drugi raz dadzą się nabrać na ten patent

Źródło: WPROST.pl