Gilowska: stawiam na Kaczyńskiego

Gilowska: stawiam na Kaczyńskiego

Dodano:   /  Zmieniono: 
- Nie jestem tajną bronią Lecha Kaczyńskiego - zapewnia była minister finansów Zyta Gilowska, która w przeszłości była czołową działaczką PO. Gilowska dodaje jednak, że jeśli prezydent poprosi ją o pomoc podczas kampanii prezydenckiej na pewno mu nie odmówi. - Prezydent Kaczyński jest osobą ze wszech miar godną poparcia. To człowiek doświadczony, rzetelny i uczciwy - podkreśla Gilowska.
Gilowska, która weszła w skład powołanej przez prezydenta Narodowej Rady Rozwoju podkreśla, że organ ten jest ciałem apolitycznym. - Powoływanie takiej rady w kontekście jakichkolwiek wydarzeń politycznych byłoby bezcelowe. Prezydent w zeszłym roku zwoływał liczne narady z bankowcami, ekonomistami, byłymi ministrami finansów. Doszedł zapewne do wniosku, że podobne spotkania powinny mieć solidniejszą podstawę - tłumaczy Gilowska, której zdaniem kampania prezydencka w 2010 roku na pewno nie będzie wpływać na prace rady. Gilowska nie uważa również, aby rada miała stanowić konkurencję dla ministerstwa finansów. - Proszę spojrzeć na to inaczej: eksperci z różnych dziedzin i stron sceny politycznych, także ludzie apolityczni, nawet na wezwanie wielkich korporacji zbierają się niezwykle rzadko. Dlaczego? Bo taka burza mózgów jest kosztowna, a czas ekspertów cenny. W naszych polskich warunkach tylko prezydent ma możliwość skutecznego skupienia tak licznego grona. Bo tylko wówczas jest pełna gwarancja, że oni przyjdą i będą się naradzać. To jest przewaga prezydenta. I dobrze, że z niej skorzystał - mówi była minister finansów.

Kamyczki bez sreberek

Gilowska negatywnie ocenia finansową politykę rządu. - Mam wrażenie, że ten rząd nie radzi sobie w żadnej sprawie, do której wymagana jest perspektywa średnio- lub długookresowa. Radzenie sobie ze światem nie polega na organizowaniu radosnych konferencji prasowych. A ogłoszenie Polski zieloną wyspą było mocno naciągane. Wie o tym każdy statystyk. Tempo wzrostu gospodarczego w Polsce spadło o 6 punktów procentowych. I tylko dlatego, że wcześniej było bardzo wysokie, nie przebiło zera - twierdzi była minister finansów. Zapowiada również, że rok 2010 będzie dla polskiej gospodarki bardzo trudny. - Kamyczków nie da się już dłużej zawijać w sreberka. Deficyt budżetowy sięgnie 7 proc. PKB, a całego sektora - 10 proc. PKB. Żarty się skończyły. Tempo zadłużenia szybko narasta. Trzeba zacząć rozmawiać o tym otwarcie z opinią publiczną. Owszem, nasz stan, jeśli wziąć pod uwagę poziom zadłużenia, nie jest tragiczny. Są państwa dużo bardziej zadłużone, ale są to państwa bogate. Niepokój, szczególnie w kraju dość ubogim, jak Polska, powinno natomiast wzbudzać tempo narastania długu publicznego - ostrzega Gilowska.

Polityka? Nie, dziękuje

Była minister finansów nie zamierza wracać do czynnej polityki. - Zasiadałam w organach stanowiących samorządowych i państwowych. Zebrałam doświadczenia, ciekawe i gorzkie. W zupełności mi ich wystarczy. Dodaje, że choć opuściła parlament ze względu na chorobę, "jej głowa przyjęła ten fakt z ulgą". - Z szacunkiem podchodzę do uczciwych osób, które chcą pozostać w polityce, wiedząc, jak jest absorbująca i brutalna. Z tego powodu w każdej możliwej formie poprę kandydaturę Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. Ale jak konkretnie, jeszcze nie wiem. To sytuacja trochę jak z samochodami. Weźmy Cadillaca z 1959 roku. Dobrych egzemplarzy jest mało, samochód świetny, ale trzeba o niego dbać i nikt nie wystawi go do Rajdu Paryż - Dakar. Do rajdu lepsze jest Porsche Carrera - mówi Gilowska.

"Dziennik Gazeta Prawna", arb