Maszynista z Bab prawie wolny. Sąd uchylił areszt

Maszynista z Bab prawie wolny. Sąd uchylił areszt

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Taka lokomotywa ciągnęła feralny skład (fot. Wikipedia)
Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim uchylił areszt dla 42-letniego maszynisty pociągu TLK Warszawa-Katowice, który 12 sierpnia wykoleił się w Babach k. Piotrkowa Tryb - poinformował obrońca zatrzymanego.
42-letni maszynista pociągu, Tomasz G. jest podejrzany o  spowodowanie katastrofy kolejowej. 15 sierpnia piotrkowski sąd rejonowy -  na wniosek prokuratury - aresztował go na dwa miesiące. Areszt był uzasadniany obawą matactwa ze strony podejrzanego i grożącą mu wysoką karą - do 12 lat więzienia. Od decyzji sądu odwołała się obrona oskarżonego. Poręczenia za  aresztowanego maszynistę skierowali do sądu poseł PiS Jerzy Polaczek i  były prezes PKP Intercity Czesław Warsewicz.

Zamiast aresztu - poręczenie i dozór

- Sąd uchylił areszt i zastosował poręczenie majątkowe w wysokości 10 tys. zł oraz dozór policyjny. Sąd uznał, iż trudno mojemu klientowi zarzucić, że umyślnie spowodował tę katastrofę, że to nie jest jeszcze nic pewnego i wymaga to opinii biegłych, dokonania szeregu czynności. Nie zachodzi również obawa matactwa - powiedział mec. Wojciech Kilanowski. Dodał, że po dopełnieniu wszystkich formalności jego klient może wyjść z aresztu 31 sierpnia po południu.

Wypadek w Babach

Do wypadku pociągu pasażerskiego TLK relacji Warszawa Wschodnia-Katowice doszło 12 sierpnia. Wykoleiła się lokomotywa i cztery wagony. Lokomotywa uderzyła w nasyp. Jeden z wagonów wypadł z torów i  przewrócił się. W katastrofie zginął 52-letni mężczyzna, a 81 osób poszkodowanych trafiło do szpitali.

Według piotrkowskiej prokuratury jedną z przyczyn wypadku była nadmierna prędkość, z jaką pociąg wjechał na rozjazd. Urządzenia w  lokomotywie zarejestrowały, że przed wypadnięciem z torów skład jechał z  prędkością 118 km na godz., a ograniczenie prędkości w tym miejscu wynosi 40 km na godz.

Jak doszło do wypadku?

Prokuratura przedstawiła maszyniście zarzut „sprowadzenia katastrofy w  ruchu kolejowym", której następstwem była "śmierć jednej osoby oraz  doznanie obrażeń ciała różnego stopnia przez szereg innych osób". Mężczyzna nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. W prokuraturze odmówił składania wyjaśnień. Przed sądem - podczas rozpoznawania wniosku o aresztowanie - zmienił zdanie i opowiadał o zdarzeniu.

Śledczy wciąż analizują inne możliwe przyczyny tej katastrofy m.in. wadę materiałową i technologiczną torowiska, wadę urządzenia rozjazdowego, które miało zmienić tor poruszania się pociągu czy  niesprawność mechanizmów elektrowozu. Wstępne ustalenia - według prokuratury - nie wskazują na wady czy niesprawność urządzeń. Na  potrzeby śledztwa zabezpieczono m.in. rejestratory z lokomotywy, zapisy rozmów między maszynistą a pracownikiem nastawni i rejestratory uruchamiania świateł wskazujących na konieczność ograniczenia prędkości na danym odcinku.

zew, PAP

 1

Czytaj także