Dokąd zmierza Ziobro?

Dokąd zmierza Ziobro?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Zbigniew Ziobro doprowadził do rozłamu w PiS. Tak, Jacek Kurski i Zbigniew Ziobro przygotowywali się do tej sytuacji. Doskonale wiedzieli bowiem, że po przegranych wyborach będą marginalizowani przez Jarosława Kaczyńskiego i ściśle związane z nim środowisko dawnego Porozumienia Centrum.
Nie jest przypadkiem, że w czasie kampanii wyborczej eurodeputowani popierali „swoich" kandydatów do Sejmu i Senatu, a jednocześnie umacniali relacje z lokalnymi strukturami PiS i elektoratem tej partii. Warto bowiem pamiętać, że - w przeciwieństwie do grupy Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Pawła Poncyliusza - grupa Ziobry była mocno osadzona w PiS, a także wśród wyborców tego ugrupowania. W efekcie dziś Ziobro, Kempa i Mularczyk mogą przyciągnąć do Solidarnej Polski dużą część elektoratu. Nie zrobią tego jednak od razu - najpierw będą pogłębiać erozję Prawa i Sprawiedliwości – być może nawet do momentu, w którym Jarosław Kaczyński zostanie zmuszony do rezygnacji, a na gruzach jego dawnej partii dojdzie do powstania ponownego sojuszu środowisk, które wcześniej PiS opuściły. Taki scenariusz jest jednak mało prawdopodobny - neo-PiS-u nie należy się raczej spodziewać.

Ziobro nie musi już teraz zakładać partii. Nie jest ona mu w tej chwili potrzebna – na razie wystarczy mu wehikuł polityczny w postaci klubu parlamentarnego, a także otwartego dostępu do mediów żywo zainteresowanych podziałem PiS. Ziobro z pewnością zdaje sobie również sprawę z tego, że zbytni pośpiech w powoływaniu nowej partii odebrałby wiarygodność jego zapewnieniom, zgodnie z którymi eurodeputowany nie chce dzielić prawicy, a jedynie ją reformować. Poza tym partia, jaką mógłby dziś stworzyć Ziobro - dotychczas filar IV RP – z racji dotychczasowego wizerunku byłego ministra sprawiedliwości, byłaby postrzegana jako ugrupowanie znajdujące się na prawo od PiS. A takie narodowo-katolickie ugrupowanie, automatycznie skazałoby się na uwięzienie w niezbyt dużej niszy politycznej. Lepszym rozwiązaniem wydaje się próba budowy szerszej platformy prawicowej, w oparciu o współpracę z PJN. Ale uwaga – stworzenie zbyt szerokiej platformy i próba łączenia ziobrystów i PJN-u ze środowiskami Marka Jurka, czy Janusza Korwin-Mikkego, to droga prowadząca w ślepy zaułek.

Na razie nie wiadomo jaki pomysł na swoją polityczną przyszłość mają Ziobro i Kurski. Eurodeputowani muszą jednak pamiętać, że jeżeli ich środowisko nie przedstawi szybko programu, idei, azymutu marszruty politycznej - to szybko zacznie być postrzegana jako stowarzyszenie posłów (i europosłów) „dietetycznych". Jeśli Jarosław Kaczyński obroni jedność partii i utrzyma przy PiS większość struktur terenowych tego ugrupowania, to grupa Ziobry – aby myśleć o sukcesie - będzie musiała stworzyć własne struktury w terenie, a więc powołać nową formację. Tylko czy będzie to droga ku integracji prawicy, czy do jej dalszej atomizacji?