Donald wszechmogący

Donald wszechmogący

Dodano:   /  Zmieniono: 5
Tusk rozpocznie drugą kadencję na stanowisku premiera jako absolutny hegemon polskiej sceny politycznej, którego władzy nie ogranicza niemal absolutnie nic. Tusk nie musi się bowiem obawiać opozycji – bo ta likwiduje się właśnie sama, ani potencjalnych rywali, czy choćby niezadowolonych we własnej partii, których właśnie spacyfikował.
Jeśli w Platformie ktoś jeszcze marzył o jakiejś frondzie – i nie chodzi nawet  o rzucanie rękawicy Tuskowi, ale o wynegocjowanie dla siebie i swojej frakcji większego wpływu na partię – patrząc dziś na szeregowego posła Grzegorza Schetynę rozumie doskonale, że konfrontacja z tryumfującym w kolejnych wyborach premierem jest równie racjonalna jak próba sforsowania muru za pomocą własnej czaszki. Owszem, można podjąć taką próbę – ale finał może być tylko jeden: bliskie spotkanie z polityczną glebą. Schetyna – były wicepremier, marszałek Sejmu, obecny pierwszy wiceprzewodniczący PO stracił w jednej chwili wszystko – i nie wywołało to nawet pomruku niezadowolenia wśród innych członków partii. O ujawnieniu się grupy schetynistów, która założyłaby klub poselski Solidarni z Grzegorzem nie ma nawet co myśleć. Mało tego – niedoszli schetyniści (Andrzej Halicki) tłumaczą dziś, że zaplecze parlamentarne na którym będzie pracował Schetyna też jest w sumie ważne – innymi słowy zdają sobie sprawę, że mogło być gorzej. Tusk mógł przecież zrobić Schetynę wojewodą, albo nawet i wicewojewodą dolnośląskim. Albo szefem regionalnych struktur PO w Rybniku. Kto mu zabroni, skoro drugą osobą w PO jest właśnie wdeptywany – przy absolutnej bierności reszty członków partii - w parlamentarną podłogę Schetyna?

Jednych przeciwników Tusk wdeptuje w ziemię – a innym… wręcza ministerialne nominacje co, paradoksalnie, jest równie skuteczną metodą pozbywania się niewygodnych rywali wewnątrz partii. Tak właśnie należy odczytywać niespodziewaną ofertę złożoną Jarosławowi Gowinowi. Gowin był dotychczas liderem konserwatywnego skrzydła w PO i wyrzutem sumienia Tuska, któremu przypominał, że Platforma była kiedyś partią konserwatywno-liberalną i miała program gruntownej modernizacji państwa. Jako szeregowy poseł miał i czas, i możliwość by nękać premiera prasowymi apelami o reformy, którego to słowa Tusk unika jak ognia. Jako minister sprawiedliwości (choć równie dobrze można było go rzucić np. na odcinek sportu – wszak Gowin, podobnie jak premier, lubi pokopać piłkę) krytykować premiera już raczej nie będzie – bo Tusk będzie jego, było nie było, bezpośrednim przełożonym. Poza tym premier na pewno zadba o to, by Gowinowi w resorcie ważnych zadań nie brakowało – w związku z czym polityk z Krakowa będzie miał mniej czasu na wywiady, że o pisaniu artykułów już nie wspomnę. A poza wszystkim uczynienie Gowina ministrem, podobnie jak zrobienie z Rafała Grupińskiego szefa klubu PO to ostatni etap pokazywania Schetynie miejsca w szeregu. Obaj potencjalni „schetyniści" zamiast politycznie umierać za swojego sojusznika zdecydowali się taktycznie przyjąć ofertę od jego rywala. „Sorry Winnetou, business is business" a słoiki z fruktami trzyma dziś w PO Tusk i tylko Tusk.   

Premier Donald Tusk jest dziś w wyjątkowo komfortowej sytuacji. Rozbita opozycja w połączeniu z absolutną dominacją Tuska nad PO, w której padły właśnie ostatnie bastiony potencjalnych przeciwników szefa rządu, sprawiają, że premier może dziś realizować dowolny pomysł na Polskę. Jest tylko jedno niepokojące pytanie – czy zwycięskiemu szefowi rządu będzie się jeszcze chciało chcieć? Wszak w kranach wciąż leci ciepła woda. 
 5

Czytaj także