Policja ustala skąd dziewczyna wzięła gaz paraliżujący. Sprawa trafi do sądu rodzinnego i dla nieletnich. "Stan zdrowia dzieci, które z objawami zatrucia przewieziono do szpitala, jest dobry, nic nie zagraża ich życiu. Jedynie kilkoro zostanie prawdopodobnie na dłuższej obserwacji" - powiedziała po południu rzeczniczka kaliskiej policji Barbara Buśkiewicz.
Po raz drugi w ciągu ostatnich dwóch dni prawdopodobnie rozpylono gaz w Zespole Szkół Elektryczno-Mechanicznych w Legnicy, gdzie ewakuowano 500 uczniów. Dwóch trafiło do szpitala.
"Uczniowie uskarżali się na wymioty i skoki ciśnienia. To już drugi raz w tej szkole dochodzi do takiego zdarzenia. W środę z objawami zatrucia do szpitala trafiło 10 uczniów. 6 osób zostało w legnickim szpitalu na obserwacji" - powiedział Sławomir Masojć z legnickiej policji
"Ciągle ustalamy co było przyczyną zatrucia uczniów. Wyjaśniamy też czy brały w tym udział osoby trzecie, czy jest to wybryk uczniów" - dodał Masojć.
Wicedyrektor szkoły Maria Regulska powiedziała, że "jest zaniepokojona faktem, że w palcówce dwa dni z rzędu dochodzi do zatruć uczniów". Wykluczyła możliwość ulatniania się w szkole jakiś odczynników chemicznych używanych podczas zajęć. "Uczniów, którzy mieli objawy zatrucia znaleziono w dwóch różnych miejscach w szkole. Jeden uczeń zaczął uskarżać się na nudności przy portierni, drugi zasłabł w bibliotece" - powiedziała.
Lekarka dyżurna legnickiego szpitala powiedziała, że przywiezieni w środę do placówki uczniowie mówili, ze w szkole "ktoś rozpylił gaz".
les, pap