Przeciek z komisji

Przeciek z komisji

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jeden z członków sejmowej komisji śledczej ujawnił prasie fragmenty utajnionych zeznań b. prokurator Wandy Marciniak. Wiem, kto mógł to zrobić - mówi jej przewodniczący.
Doszło do naruszenia poufności obrad sejmowej komisji śledczej badającej sprawę Rywina oraz do rażącego naruszenia prawa przez jednego z członków komisji - powiedział przewodniczący komisji Tomasz Nałęcz (UP) w końcowej części posiedzenia, odnosząc się do artykułu "Rzeczpospolitej". W piątkowym wydaniu dziennik ujawnił fragmenty tajnych zeznań b. prokurator Wandy Marciniak, nie podając źródła swoich informacji.

"Prokuratorzy prowadzący sprawę Rywina tuż przed przesłuchaniem Leszka Millera dostali od przełożonych kartkę z pytaniami, jakie mają być zadane premierowi - opowiadała wczoraj b. prokurator Wanda Marciniak sejmowej komisji śledczej. Wyznała również, że na nią nigdy przełożeni nie naciskali, ale - jej zdaniem - inni prokuratorzy nie cieszą się odpowiednią niezależnością" - napisała m.in. "Rzeczpospolita". Przyznała też, że nigdy wcześniej nie spotkała się z taką praktyką (wręczania listy pytań prokuratorom przed przesłuchaniem).

Marciniak ponownie zaprzeczyła, że jej odejście - jak napisało "Życie Warszawy" - miało być protestem przeciwko sposobowi prowadzenia śledztwa w sprawie Rywina. Nigdy też, nie twierdziłam, że zebrane materiały pozwalają postawić zarzuty prezesowi TVP Robertowi Kwiatkowskiemu. Dodała jednak, że jej zdaniem powinny być zbadane finansowe powiązania TVP z Polską Platformą Cyfrową Cyfra Plus (w latach 1998 - 1999 kierował nią Rywin).

"Uważam, że to jest nieodpowiedzialne i jeśli ta osoba ma odrobinę poczucia honoru, to publicznie się wytłumaczy. Nie zamierzam kierować sprawy do prokuratora, bo to jest rzecz dyskwalifikująca honorowo osobę, która to ujawniła" - powiedział Nałęcz, dodając, że wie "na 99 proc.", kto był informatorem gazety. "Wystarczająco dobrze znam posłów komisji, żeby domyślać się, kto to zrobił".

Nie zamierzam ujawnić swoich podejrzeń, ani kierować sprawy do prokuratury, pragnę jednak "potępić tę osobę, która na  pewno nie ze względu na interes publiczny, jak przedszkolak w  przedszkolu, który dowiedział się czegoś, co może zainteresować kolegów, wypaplała wszystko bez najmniejszego sensu" - mówił przewodniczący.

"Mam nadzieję, że w sprawach znacznie ważniejszych, gdzie naprawdę powinniśmy zachować tajemnicę, ta osoba nie zachowa się podobnie jak w tym przypadku, jak zwykły smarkacz" - oświadczył. Bogdan Lewandowski (SLD) natomiast zastanawiał się, czy w tej sytuacji należy "ograniczyć się tylko do tych słów potępienia".

Zbigniew Ziobro (PiS) przyłączył się do apelu Lewandowskiego. "Tę sprawę należy wyjaśnić (...) Zatrzymanie się na takich wypowiedziach pana przewodniczącego byłoby chyba niestosowne w tej sytuacji" - oświadczył.

"Podzielam pańską opinię, ale uważam, że wymiar sprawiedliwości powinien się zajmować nie głupcami, tylko autentycznymi przestępcami" - odparł Nałęcz. Zaapelował o ujawnienie się informatora i udzielenie publicznych wyjaśnień.

B. prokurator była przesłuchiwana w czwartek z wyłączeniem jawności. Komisja wystąpiła do Prokuratora Generalnego o  odtajnienie protokołu jej zeznań.

em, pap, "Rzeczpospolita"

 0

Czytaj także