Lekarka Renata W.-K. w 2001 r. na polecenie dyrektora łódzkiego pogotowia ratunkowego kontrolowała nadmierne zużycie pavulonu przez zespoły wypadkowe W1 i W2, w których jeździli oskarżeni sanitariusze i lekarze.
Lekarka zeznała w środę, że w dokumentacji wyjazdów karetek, które kończyły się zgonami pacjentów, często brakuje kopii receptariuszy. Dzięki kopii receptariuszy można byłoby ustalić, jakie leki zostały podane pacjentowi.
Z jej zeznań wynika, że często dochodziło do sprzeczności w dokumentacji wyjazdów karetek i raportów dyspozytorów. W wielu przypadkach zdarzało się, że w zleceniu wyjazdu karetki zapisano, iż zgon pacjenta nastąpił w czasie transportu, a z raportu dyspozytora wynika, iż pacjent umarł w domu.
Podczas środowej rozprawy zeznawała również dyspozytorka pogotowia, która nie potrafiła wyjaśnić sprzeczności w dokumentach, wypełnianych również przez nią. Kobieta twierdzi, że nic nie wiedziała o procederze sprzedawania informacji o zgonach firmom pogrzebowym.
Odpowiadający przed sądem dwaj b. sanitariusze oskarżeni są o zabójstwo pięciu pacjentów, a lekarze - o narażenie łącznie 14 pacjentów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i nieumyślne doprowadzenie do ich śmierci. Całej czwórce zarzuca się przyjmowanie pieniędzy od firm pogrzebowych za informacje o zgonach. Byłym sanitariuszom grozi dożywocie, lekarzom odpowiadającym z wolnej stopy - do 10 lat więzienia.
ks, pap