Letnie Tanie Kinobranie: polecane filmy, cz. III

Letnie Tanie Kinobranie: polecane filmy, cz. III

Dodano:   /  Zmieniono: 
Śniadanie u Tiffany'ego / Breakfast at Tiffany's (1961)
Śniadanie u Tiffany'ego / Breakfast at Tiffany's (1961) / Źródło: Courtesy Everett Collection
1 lipca w krakowskim Kinie Pod Baranami ruszył maraton Letnie Tanie Kinobranie. Organizatorzy zaplanowali projekcję aż 140 filmów pogrupowanych w dziewięć cykli tematycznych. Podpowiadamy, które tytuły zasługują na szczególną uwagę. Pod lupę wzięliśmy tydzień 6 i 7 (05.08–18.08).

Letnie Tanie Kinobranie to doskonała szansa, by nadrobić kinowe zaległości i poznać najgorętsze tytuły minionego sezonu. W programie znalazły się filmy oscarowe, ulubieńcy publiczności, niezapomniana klasyka kina oraz dokumenty. Tegorocznej edycji imprezy przyświeca hasło „świat” rozumiane jako otaczająca nas przestrzeń kulturowa – sieć międzyludzkich relacji, wspólnych wartości, doświadczeń, emocji, zainteresowań i celów. Wyselekcjonowane w ten sposób filmy składają się na unikatowy maraton filmowy, który potrwa od 1 lipca aż do 1 września.

Tygodniowi szóstemu (5–11 sierpnia) przyświeca myśl „Dziwny jest ten świat”. Spodziewajcie się obrazów pełnych hipnotycznej muzyki, ezoterycznych wizji i surrealistycznych odlotów!

W „Świat według kobiety” wkroczą zaś widzowie obecni na seansach w ramach cyklu siódmego (12–18 sierpnia). Matki, żony, kochanki… One wszystkie inspirowały, inspirują i już zawsze będą inspirować twórców filmowych.

„Demon”, reż. Marcin Wrona (Polska 2015)

„»Demon« Marcina Wrony to intrygujący dramat, który umiejętnie wykorzystuje klisze horroru, aby stworzyć duszną, przejmującą i pełną posępnego klimatu opowieści o nietypowym opętaniu, które nastąpi podczas polskiego wesela”. (…) to świetnie opowiedziana i poprowadzona historia, której dodatkowym atutem jest niedopowiedzenie. Niewyartykułowanie wprost wszystkich rozwiązań stanowi nieodzowny plus, dodając kolejną kostkę do szczególnego klimatu dzieła”. [Michał Kaczoń]

Daty projekcji: 6.08, 7.08, 9.08.

Czytaj także:
TIFF '15 - Demon

„Coś za mną chodzi”, reż. David Robert Mitchell (USA 2014)

„W stylu i temacie zwrócony ku przeszłości, a jednocześnie bardzo nowoczesny i oryginalny, znakomity film Davida Roberta Mitchela to może najlepszy amerykański horror obecnej dekady. (…) tytułowe »coś« to wariacja na temat slasherowego mordercy jako swoistego strażnika purytańskiej obyczajowości, lub wyrazu lęku przed konsekwencjami cielesnego zbliżenia. »Coś za mną chodzi« to film błyskotliwy w każdym aspekcie. Inteligentnie napisany, doskonały formalnie, zwraca uwagę zwłaszcza perfekcyjnym wykorzystaniem obrazu – w przeciwieństwie do tego, co w horrorze najczęstsze, źródła zła i strachu wypatrując nie w tym, co skryte w ciemnościach, ale w tym, co widzialne”. [Arkadiusz Szpak]

Daty projekcji: 6.08, 7.08, 9.08.

Czytaj także:
5 najlepszych horrorów modern-retro

„Mad Max: Na drodze gniewu”, reż. George Miller (Australia, USA 2015)

„Nazywam się Max. Mój świat to ogień i krew” – słowa, które otwierają film, przygotowują nas na jazdę bez trzymanki. Rzecz w tym, że George Miller nie sadza widza na rowerowym siodełku, lecz w wagoniku rozpędzonej kolejki górskiej. I choć jej trasa jest nadzwyczaj prosta – fabułę „Mad Maxa” streścić można w kilku punktach – to tempo przejażdżki osiąga nadświetlną prędkość. Co więcej, siedemdziesięcioletni reżyser przez bite dwie godziny nie spuszcza nogi z gazu, co czyni go nie mniej szalonym od jego bohaterów. Szalonym, bo szaleńczo zakochanym w kinie. „Na drodze gniewu” to film od pasjonata, stworzony z sercem, rozmachem i finezją niespotykanymi w blockbusterach. [Dominika Pietraszek]

Daty projekcji: 5.08, 10.08, 11.08.

Czytaj także:
Relacja z Cannes - Dzień 2

„Bone Tomahawk”, reż. S. Craig Zahler (USA, Wielka Brytania 2015)

„Podobno specyficzny akcent mieszkańców prerii jest wynikiem ostrego, wszędobylskiego kurzu. Im częściej i szerzej otwierasz usta, tym więcej go połykasz. Tubylcy ucinają więc zdania i końcówki, tworząc stylistyczne, słowne hybrydy. Ile w tym prawdy, nie wiem, ale właśnie taki jest »Bone Tomahawk«. Oszczędny, dosadny i pełen gorzkiego liryzmu. Jak język prerii”. [Bartłomiej Słoma]

Daty projekcji: 5.08, 7.08, 8.08.

Czytaj także:
Wszystko po staremu. Recenzja „Bone Tomahawk”

„Pentameron”, reż. reż. Matteo Garrone (Francja, Wielka Brytania, Włochy 2015)

W świecie opanowanym przez krwiożercze zombie i wilkołaki czy inne pixarowskie/disneyowskie pocieszne stworki, mało kto pamięta jeszcze o baśniach. Przypomnieć o nich postanowił twórca „Gomorry” i „Reality”, włoski reżyser Matteo Garrone. Film przedstawia trzy historie pochodzące ze zbioru „Baśń nad baśniami, czyli Festyn Tłuścioszek” Giambattisty Basilego, z którego twórczości czerpali także m.in. bracia Grimm. Morał każdej z baśni jest stosunkowo łatwy do odczytania – mamy tu ostrzeżenia przed nadmierną opiekuńczością (baśń o królowej), egoizmem i wybujałym ego (baśń o królu i pchle), wreszcie przed próżnością i kłamstwami (baśń o dwóch siostrach). Wszystko to zostało okraszone taką ilością fantastyki, erotyzmu, komedii i alegorii, że ogląda się to naprawdę znakomicie. [Piotr Nowakowski]

Daty projekcji: 6.08, 9.08, 10.08.

Czytaj także:
5 powodów, dla których warto obejrzeć „Pentameron”

„Pokój”, reż. Lenny Abrahamson (Irlandia, Kanada 2015)

Jedno pomieszczenie. Dwójka bohaterów. Morze emocji. Tak w skrócie można opisać „Pokój”, który szturmem wdarł się w serca zarówno widzów, jak i krytyków, którzy zakochali się w intymnej wizji świata dwukrotnie wywróconego do góry nogami. [Michał Kaczoń]

Daty projekcji: 5.08, 6.08, 11.08.

Czytaj także:
TIFF '15 - Room

„Syn Szawła”, reż. László Nemes (Węgry 2015)

Szaweł, więzień obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau i członek Sonderkommando, postanawia, mimo niebezpieczeństwa, zorganizować godny pochówek zamordowanego w obozie chłopca. Kradnie więc zwłoki i wyrusza na poszukiwanie rabina. Fabularny debiut László Nemesa to z jednej strony formalny eksperyment, z drugiej natomiast najciekawsza od lat interpretacja tematu Zagłady. Próba definicji człowieka poprzez irracjonalny tutaj rytuał żydowskiego pochówku częstokroć trafia w punkt, a sama forma realizacji wprowadza niespotykany dotąd naturalizm w obrazowaniu codziennego życia więźnia, wciągając nas w sam środek wojennego piekła. Węgierski zdobywca Oscara to obraz nieprzyjemny i niepokojący, lecz tym samym wizualnie intensywny i dosadny. Długo oczekiwany powiew świeżości w kinie wojennym. [Bartłomiej Słoma]

Daty projekcji: 5.08, 8.08, 10.08, 11.08.

„Carol”, reż. Todd Haynes (USA, Wielka Brytania 2015)

„Carol” to precyzja zdjęć, muzyki, kostiumu i scenografii. Fetysz dla lubiących piękne, dopracowane obrazy, w których każdy element opisuje świat przedstawiony. Todd Haynes nie szokuje, ale oddaje ducha czasu w emocjonalnym wyważeniu i wirtuozerskim milczeniu. [Małgorzata Czop]

Daty projekcji: 14.08, 17.08, 18.08.

Czytaj także:
Ich noce – recenzja „Carol”

„Niewinne”, reż. Anne Fontaine (Belgia, Francja, Polska 2016)

„Do pracy nad swoim najnowszym obrazem Anne Fontaine zatrudniła znakomite aktorki z naszego rodzimego, filmowego podwórka. Wynik tej koprodukcji stanowi głęboko duchową opowieść o karze i ofierze. O kobiecej sile i woli przetrwania w trudnych realiach powojennej Polski. (…) Kluczowa w tym filmie wydaje się być konfrontacja różnych postaw, spojrzeń na kwestie związane z cielesnością, samoświadomością, macierzyństwem. Zaostrza ona konflikt, prowadzi do kilku przełomowych, zupełnie nieoczekiwanych zwrotów w fabule, ale też pozwala zauważyć wielowymiarowość w kreowaniu postaci – wyrazistych, zachowujących realistyczne i naturalistyczne prawdopodobieństwo”. [Urszula Obstarczyk]

Daty projekcji: 12.08, 17.08, 18.08.

Czytaj także:
Nikt się nie dowie – recenzja „Niewinnych”

„Śniadanie u Tiffany’ego”, reż. Blake Edwards (USA 1961)

Czy „Śniadanie u Tiffany’ego” wymaga jakiejkolwiek rekomendacji? Oczywiście nie, dlatego zamiast niej proponujemy kilka ciekawostek. Po pierwsze, Audrey Hepburn początkowo nie chciała przyjąć roli Holly Golightly – po narodzinach pierwszego dziecka planowała dłuższą przerwę od pracy. Przeważyła jednak kwestia prozaiczna, czyli pieniądze. Po drugie, aktorka nie lubiła drożdżówek. Przed witryną Tiffany’ego wolała paradować z porcją lodów, lecz nie zgodził się na to reżyser. Po trzecie, producenci filmu uważali, że piosenka „Moon River” jest zbędna i nieomal jej nie wycięli! Batalię o jej zachowanie stoczyła sama Hepburn. Dziś utwór kojarzy się nam ze „Śniadaniem…” równie mocno, co czarna sukienka projektu Huberta Givenchy. [Dominika Pietraszek]

Daty projekcji: 14.08, 15.08, 16.08.

Czytaj także

 0

Czytaj także