"Och Karol" - czyli przeżyjmy to jeszcze raz

"Och Karol" - czyli przeżyjmy to jeszcze raz

Dodano:   /  Zmieniono: 
Od czasów inżyniera Mamonia wiemy, że najbardziej lubimy słuchać piosenek, które już raz słyszeliśmy. Podobnie jest z filmami, o czym świadczy ogromna liczba sequeli, sequeli sequeli, czy wręcz sequeli sequeli sequeli. Jeśli więc lubicie filmy, które już raz widzieliście – ale jednocześnie nie możecie już na nie patrzeć, bo kolejne kwestie wygłaszacie z pamięci zanim zrobią to aktorzy – możecie sięgnąć po sequel polskiej komedii z lat 80-tych „Och, Karol”, który ukazał się właśnie na DVD.
„Och, Karol 2" to powtórka z rozrywki, nie pozbawiona jednak nowych elementów, dzięki czemu z jednej strony oglądamy dobrze znany film, a z drugiej – wyszukujemy różnice między sequelem a oryginałem. Innymi słowy otrzymujemy „znane" i „nieznane” w jednym. Czy warto? Warto – ale pod warunkiem, że naprawdę lubicie filmy, które już kiedyś widzieliście.

Przypomnijmy – oryginalny „Och, Karol" to komedia rozgrywająca się w latach 80-tych. On – przystojny architekt, mieszkający w luksusowej willi z piękną żoną, nie jest w stanie dochować jej wierności, ponieważ nie potrafi powiedzieć żadnej kobiecie, że jej nie kocha. W rezultacie oprócz żony ma jeszcze trzy kochanki. I potencjał, by mieć ich jeszcze więcej, ponieważ kobiety – z nie do końca jasnych przyczyn – lgną do niego jak muchy do miodu. Nasz Karol żyje więc sobie między jedną kobietą, a drugą – aż w końcu jedna z kochanek, wsparta przez żonę, bierze sprawy w swoje ręce. Morał – od przybytku głowa może rozboleć, a żonie lepiej być wiernym.

„Och, Karol 2" powtarza (niemal) dokładnie ten sam schemat. Współczesny Karol (Piotr Adamczyk) nie jest wprawdzie architektem tylko ekspertem od szkoleń, ale podobnie jak swój odpowiednik z lat 80-tych ma ogromne powodzenie u kobiet i nie waha się go używać. Nie ma żony, ale za to ma narzeczoną, którą na trzy miesiące przed ślubem permanentnie zdradza. Robi to nie z cynicznego wyrachowania – po prostu nie potrafi powiedzieć kobiecie „nie". I dlatego ląduje w kolejnych łóżkach.

„Och, Karol" zdobył ogromną popularność w latach 80-tych ponieważ był filmem o polskich aspiracjach. Tytułowy Karol jeździł zielonym Volkswagenem Golfem, a nie zgrzebnym fiatem 126p; mieszkał w willi, a nie w ciasnym M-3; no i nade wszystko otaczały go piękne kobiety, a nie sterana życiem i wystawaniem w niekończących się kolejkach żona. Dlatego banalny w sumie scenariusz, pozbawiony fajerwerków i wywołujących salwy śmiechu momentów przełożył się na kinowy sukces. Po film „Och, Karol 2" warto sięgnąć choćby po to, żeby zobaczyć jak aspiracje Polaków zmieniły się w ciągu minionych dwudziestu lat i jak ogromną drogę pokonaliśmy od Volkswagena Golfa, którym jeździł pierwszy Karol, do luksusowego Peugeota RCZ, którym jeździ Karol drugi. I od męskich wypadów na wódkę do Victorii – do wieczorów kawalerskich spędzanych na zabawie w paintball. Oraz od Urszuli, która jak każda kobieta wzdycha do Karola, do Anny Muchy, która do Karola nie wzdycha, ponieważ chodzi do męskiej toalety i jest lesbijką.

„Och, Karol 2" nie jest filmem wybitnym. Oprócz nie pasującej do całości filmu, zabawnej w mocno groteskowy sposób sceny w samolocie, brakuje w nim zabawnych epizodów i dowcipnych dialogów. Fabuła niczym nie zaskakuje – ciekawe jest natomiast porównywanie jak poszczególne wątki i epizody zostały przedstawione w oryginale i sequelu. Film jest napisany i nakręcony zgodnie z konwencją polskiej komedii romantycznej – piękni ludzie, w luksusowych apartamentach, prowadzą wesołe życie o jakim statystyczny Polak może tylko poradzić, a na końcu spotyka ich miłość. Ale o tym ostatnim cicho sza – bo końcówka jest tym co różni oba filmy, więc by nie psuć nikomu zabawy przemilczę ten temat.

Czy warto obejrzeć „Och, Karol 2"? Na pewno nie jest to pozycja obowiązkowa – ale z drugiej strony przecież lubimy filmy, które już widzieliśmy. Film w reżyserii Piotra Wereśniaka to propozycja dla tych, którzy szukają rozrywki miłej dla oka, lekkiej i nie wymagającej od widza dużego zaangażowania. Jeśli więc chcecie w swojskiej atmosferze odpocząć od mierzenia się z fobiami von Triera czy Almodovara – to nic nie stracicie sięgając po przygody Karola.

PS. Dla naszych czytelników mamy do wygrania dwie płyty DVD z filmem „Och, Karol 2". Szczegóły – na naszym fanpage’u na Facebooku.
 0

Czytaj także