Paczka, z powodu której wszyscy uciekli z siedziby szwedzkiego rządu w centrum Sztokholmu, okazała się prezentem od prezydenta Urugwaju Jose Mujicy - poinformował dziennik "Expressen".
Urugwajska delegacja z Jose Mujicą gościła 12 października w Sztokholmie. Prezydent spotkał się z premierem Szwecji Fredrikiem Reinfeldtem i przedstawicielami szwedzkiego MSZ. Po wizycie przesłał prezenty do kancelarii premiera oraz do resortu spraw zagranicznych. Przynajmniej w jednej z paczek "było coś elektronicznego", co wzbudziło podejrzenia. Obawiano się, że może to być bomba.
Siedziba szwedzkiego rządu na kilka godzin została ewakuowana, zamknięto też dla ruchu sąsiednie ulice. Kiedy ogłoszono ewakuację, premiera Reinfeldta nie było w siedzibie rządu. Paczkę zabrali saperzy.
Panika z powodu paczki, zakazanie dzieciom zabawy balonikami... Europa XXI wieku w pełnej krasie. Ale czy to na pewno jest śmieszne? Mamy wątpliwości.
zew, PAP
