W cekinowej sukni poszła na pogrzeb córki. Przed śmiercią 6-latka poprosiła: „Wybuziaczkuj mnie całą”

W cekinowej sukni poszła na pogrzeb córki. Przed śmiercią 6-latka poprosiła: „Wybuziaczkuj mnie całą”

Paulina Jagoda z córką Zuzią
Paulina Jagoda z córką Zuzią / Źródło: Archiwum prywatne
Nie byłam w stanie Zuzi poinformować. Jak miałabym to zrobić? Powiedzieć: „Pyszeczko, te kilka lat, ten cały ból, te operacje poszły na marne. Umrzesz za chwilę”? (...) Zuzia umarła w naszym domu. Między nami – mówi Paulina Jagoda. Mama, która rok temu straciła córkę, dziś prowadzi projekt „Kolor Żałoby”. Dzieli się w nim swoją podróżą przez to doświadczenie.

Wiktor Krajewski: Dlaczego na pogrzeb swojej sześcioletniej córki założyłaś cekinową sukienkę w bardzo wyrazistym kolorze?

Paulina Jagoda: Nie traktowałam pogrzebu Zuzi jak pożegnania. Czułam, że nie dam rady pożegnać się ze swoim dzieckiem. Nigdy. Do tej pory nie udało mi się to, ale uczciwie mówiąc, nawet nie próbowałam i mam poważne wątpliwości, czy kiedykolwiek będę gotowa. Rozumiem, że moja Zuzieńka umarła, że jej nie ma, jest to dla mnie potwornie bolesne i nie uciekam od tego. Jednak chciałam, żeby pogrzeb był bardziej celebracją jej życia i tego, kim była, niż naszego cierpienia. Uważałam, że na celebrowanie cierpienia będziemy mieli resztę życia. A Zuzia była tęczą! Uwielbiała tęczę, uwielbiała kolory, nigdy nie chciała nosić ciemnych ubrań. Uwielbiała mnie w cekinach. W kolczykach. We wszystkim co się świeciło. Do dresu, do piżamy zakładała mi kolczyki.

Gdy spojrzałam na te cekiny i falbanki, poczułam, że ten strój jest jedynym akceptowalnym na jej pogrzeb. Do cekinów założyłam tenisówki, wzięłam torebkę Zuzi w kocim kształcie, we włosy wpięłam jej spinkę z kotem.

Poprosiliśmy naszych współtowarzyszy, żeby ubrali się na kolorowo albo na jasno. Jakkolwiek, byle nie na czarno. I tak spotkaliśmy się na cmentarzu w jednym z najgorszych dni mojego życia barwnie ubrani, z kolorowymi bukietami kwiatów w dłoniach.

Przez ponad trzy lata żyłaś z chorobą swojej córki.

Zuzie zdiagnozowano w 2017 roku. Umarła w 2021 roku. Cały ten czas spędzaliśmy w szpitalu. Mieliśmy przerwy jednodniowe, czasem kilkudniowe, jednak co rusz wracałyśmy do mikro świata, który stworzyłyśmy w szpitalnej rzeczywistości. Nie dotarliśmy nigdy do momentu, że byłyśmy w domu i raz na miesiąc jedziemy do szpitala na kontrolę.

Zuzia w czasie leczenia

Jak to się wszystko zaczęło?

Pewnego dnia Zuzia dostała symetrycznego obrzęku ślinianek. Po badaniach krwi wszyscy kolejni lekarze stwierdzali, że to świnka. Do tej pory była zdrowa jak koń. Mijały tygodnie, a nic nie wskazywało na to, że jej stan zdrowia poprawia się i nikt nie potrafił zgadnąć, dlaczego. Kolejny pediatra, kolejne USG ślinianek i nic. Dopiero gdy trafiliśmy do lekarki na oddziale zakaźnym, usłyszałam, że jeżeli jest to świnka, jest to najdziwniejsza świnka na świecie.

Artykuł został opublikowany w 17/2022 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Ponadto w magazynie